„Porwany w Iraku”: Chrystus jest miłością, a miłość nigdy nie miała być łatwa. RECENZJA

Książka "Porwany w Iraku" ukazała się nakładem wydawnictwa Edycja św. Pawła / fot. Sławomir Dynek/mat.pras.

Robert Tekieli

Dziennikarz, publicysta, animator kultury niezależnej, poeta lingwistyczny. Jest felietonistą „Gazety Polskiej\" i „Gazety Polskiej Codziennie\". Od maja 2017 jest zastępcą redaktora naczelnego stacji

Kontakt z autorem

  

Ta książka stawia Saada Siropa Hannę, autora wspomnień zatytułowanych „Porwany w Iraku”, w pozycji męczennika. Jesteś w stanie przyjąć ten przekaz?

Gdyby wieziono was na stracenie, wolelibyście jechać krótko czy długo? Ta książka stawia przed nami pytania, których nikt nie odważyłby się zadać: „Nauczyłem się, że rozpoznawanie konkretnych rodzajów strachu pozwalało mi je przezwyciężyć. Więc zastanawiałem się nad tym, czy boję się śmierci, bólu, a może tego, czy wytrwam”. Jaki cywilizowany bojownik zostawił po sobie takie pytania? Nie potrafiłem czytać tej książki jako świadecwa. Za dużo w niej było bólu. Starałem się tylko zrozumieć.

Wyobraź sobie, że jesteś zamknięty w małym pomieszczeniu. Twoje ręce są wykręcone do granic bólu. Trwa to dzień, tydzień, sześć tygodni. I nic nie potrafisz z tym zrobić. Opis różnych rodzajów bólu przy biciu, w zależności od intencji bijących. Rozpoznawanie intencji katów po sposobie chodzenia. Szukanie pozycji ciała, w której ból staje się na jakiś czas najmniejszy. Rozumiesz to? Ale potrafisz powiedzieć: „Nie zostanę muzułmaninem i jestem w pełni świadomy tego, że mnie za to zabijecie”. Ale dopiero przyjęcie kilkudziesięciu godzin kaźni mogło to zdanie uwiarygodnić.

Ludziom, którzy mnie uprowadzili, chodziło o to, by Polska wycofała się z Iraku

– mówił podczas premiery książki porwany i odbity z rąk irackich porywaczy Jerzy Kos.

Nagrali nawet kasetę z moim oświadczeniem i chcieli dać telewizji Al-Dżazira.

- opowiada.

Był wtorek 1 czerwca po południu. Ktoś wiedział, że będę wtedy w domu, znał plan mojej pracy, bo tego dnia załatwiałem rano różne sprawy w dwóch urzędach budownictwa. Wróciłem ok. 13–14, zjedliśmy obiad z panem Radosławem Kadrim i zdrzemnąłem się. Tego dnia Radek Kadri nie pomagał mi w urzędach, został w domu. Z drzemki wyrwał mnie hałas. Młodzi ludzie uzbrojeni w kałasznikowy byli w pokoju i krzyczeli

– wspominał Kos.

Niepohamowana nadzieja może być słabością dla człowieka, który nie ma żadnego wpływu na wynik zdarzeń.

Moje ciało było podtrzymywane przez rachityczne rusztowanie, które runęło. Kiedy mogłem wejść, powłócząc nogami, a matka wzięła mnie w swoje ramiona, wreszcie mogłem się poddać. Po prostu staliśmy i płakaliśmy. Przez wiele miesięcy trzaśnięcie drzwiami albo skrzypienie okien sprawiało, że zerwałem się z miejsca

 – to już relacja Hanny.

I ten człowiek pisze tak: „Chrystus jest miłością, a miłość nigdy nie miała być łatwa. Jest najtrudniejszą rzeczą na świecie, a jednak na zawsze pozostanie jedyną odpowiedzią”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, gpcodziennie.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Chciał zabić noworodka. Posiedzi 12 lat

/ TanteTati

  

Na 12 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Łodzi 27-letniego Arkadiusza B, którego prokuratura oskarżyła o usiłowanie zabójstwa dwumiesięcznego syna. Na ławie oskarżenia usiadła też matka dziecka, która usłyszała wyrok pięciu lat pozbawienia wolności.

Kobieta była oskarżona o narażenie niemowlaka na niebezpieczeństwo utraty życia bądź spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Proces w tej sprawie toczył się z wyłączeniem jawności. Również uzasadnienia wyroku było niejawne.

Do zdarzenia doszło w kwietniu 2017 r. Zawiadomienie o podejrzeniu pobicia dwumiesięcznego chłopca złożył Ośrodek Pediatryczny przy ulicy Spornej w Łodzi, do którego niemowlę zostało przywiezione przez matkę na badania kontrolne. Lekarza zaniepokoił krwiak w obrębie oczodołu. W wyniku badań stwierdzono u niemowlęcia także złamania czaszki. 22-letnia matka dziecka w rozmowie z lekarzem twierdziła, że krwiak powstał samoistnie podczas snu.

Kobieta i jej konkubent zostali zatrzymani przez policję. Okazało się, że mężczyzna w przeszłości wielokrotnie wchodził w konflikt z prawem, m.in. w związku z rozbojem, kradzieżami, włamaniami i pobiciem.

Ustalono, że mężczyzna znęcał się nad niemowlęciem praktycznie od jego przyjazdu ze szpitala do domu. 27-latek przyznał się do stosowania przemocy wobec niemowlęcia, m.in. traktował uderzanie dziecka w głowę, jako sposób na uciszenie go, gdy płakało.

Mężczyzna twierdził, że matka dziecka nie zajmowała się niemowlęciem w należyty sposób, dlatego obowiązki te spoczywały na nim.

W trakcie śledztwa kobieta miała przyznać, że widziała, jak jej partner bije dziecko, ale nie reagowała, "rzekomo ze strachu". Mówiła, że mężczyzna miał nawet odgrażać się, że kiedyś zabije ją i dziecko. Mimo tego ukrywała te fakty - m.in. w szpitalu - podając inną przyczynę powstania obrażeń.

Zgodnie z ustaleniami prokuratury, do najtragiczniejszych wydarzeń doszło w święta wielkanocne, gdy partner kobiety pobił chłopca. Z opinii biegłego wynikało, że zarówno ostatni uraz, jak i mechanizm powstania poszczególnych obrażeń stwarzały realne zagrożenie dla życia dziecka, uwzględniając jego wiek - zaledwie dwa miesiące - i nie najlepszą kondycję - dziecko było wcześniakiem.

Gdy rodzice zostali aresztowani, chłopiec trafił pod opieką rodziców zastępczych, którzy w procesie występowali jako oskarżyciele posiłkowi.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl