Nihil novi. Esbeckie metody przeciwko „Klubom „Gazety Polskiej”

Zdjęcie ilustracyjne / Filip Blazejowski/Gazeta Polska

Wojciech Mucha

Dziennikarz, reporter i publicysta mediów związanych ze Strefą Wolnego Słowa (od 2011 r.).

Kontakt z autorem

  

Trwa atak na środowisko „Klubów Gazety Polskiej”. Nasze środowisko jest celem przebiegłej akcji, która ma na celu atomizację i wywołanie niepokoju. Nie bez powodu. „Kluby” to najbardziej aktywna grupa polskiego społeczeństwa i zasianie niepewności w ich szeregach może przełożyć się na cały obóz niepodległościowy i mieć daleko idące konsekwencje dla całej Polski.

Ale nie miejcie złudzeń drodzy Państwo. Nihil novi. W jednym ze swoich wpisów na twitterze internauta Lostson przedstawił historyczny zarys taktyki, jaką podczas rozbijania opozycyjnych organizacji stosowali komuniści. Warto ją przeanalizować.

I tak na samym początku dywersanci wkradają się w łaski i w odpowiednim momencie zaczynają się radykalizować, co ułatwia im legendowanie się. Krytykują liderów i pozostałych członków za zbyt małe zaangażowanie, domagają się „śmielszych kroków”. Z pozoru są tacy sami jak atakowana organizacja, a jednocześnie szalenie nadgorliwi. Pamiętamy wspomnienia Krzysztofa Wyszkowskiego, który opowiadał, jak na spotkaniu WZZ pojawił się nikomu nieznany Lech Wałęsa, proponujący skonstruowanie bomby, którą chciał wysadzać Komitety Wojewódzkie, co tragicznie skończyłoby walkę o Polskę jeszcze przed sierpniem ‘80.

Następnie mamy etap dywersji ideologicznej – pojawiają się atrakcyjne treści, jednocześnie zbieżne z wrogą propagandą. Dlatego nie powinien dziwić nas wysyp nagłych „patriotów”, „narodowców” i „jedynie prawdziwych” ludzi szermujących bliskimi dla nas pojęciami, a jednocześnie dziwnie opowiadających się choćby przeciwko stałej obecności wojsk USA w Polsce i tłumaczących to rzekomym „czołganiem się przed Waszyngtonem” w swoich rzekomo „patriotycznych” mediach. Są dziwnie aktywni na wszystkich polach, gdzie w Polsce aktywna jest rosyjska propaganda: Neguje się zdolności obronne NATO, kwestionuje sojusz Polski z USA, wreszcie podważa zasadność naszej obecności w Unii Europejskiej (wbrew stanowisku 91 % Polaków). Ważna jest tu także kwestia rzekomych roszczeń żydowskich, pomimo wszelkiej logice i faktom przedstawiana, jako zagrożenie.

Po tym nadchodzi właściwy etap ataku, jaką jest dokonanie rozłamu pod pretekstem, że oto "organizacja „nie jest tak prawdziwa” jak powinna", że „za mało radykalna”, "powinna być inna, a przywódcy to zdrajcy". Podważa się liderów. I to widzimy teraz gołym okiem, kiedy próbuje się w ten sposób intoksynować zarówno „Kluby”, jak i cały niepodległościowy elektorat. Stąd m.in. ataki na Tomasza Sakiewicza i Antoniego Macierewicza i próby agresywnej promocji legendowanych przez lata „patriotów”, ruszających do walki o rząd dusz patriotycznie nastawionych Polaków.
 
Nie ma złudzeń drodzy Państwo. Ten atak już się rozpoczął i im dłużej trwa, tym większe przynosi szkody. Jakie są środki zaradcze? Po pierwsze tonowanie irracjonalnych nadgorliwców, przekonujących że „coś jest na rzeczy”. Jeśli to do nich nie dociera, to jest to poważne ostrzeżenie: - Brak reakcji na pełzającą dywersję jest niczym innym jak proszeniem się o grube problemy – pisze internauta Lostson. I trudno się z nim nie zgodzić. Nie wątpię, że Klubowicze „Gazety Polskiej”, o których sam pisałem, że są „strażnikami dobrej zmiany” są w większości odporni na dziwaczne podszepty i próbę dezintegracji naszego środowiska, jednak oczy trzeba mieć szeroko otwarte.

Retoryka, w którą wpadają chcący nas podzielić może wydawać się przekonująca, – kto z nas nie uważa, że można zrobić więcej, lepiej i szybciej? Ale nie ma złudzeń - dezinformacja jest tak konstruowana, że nie ma znaczenia wykształcenie, poziom inteligencji czy status społeczny zarażanych propagandą. Sączy się treści w stylu „liderzy o Was zapomnieli”, „musimy pójść trzecią drogą”. Pamiętajmy, że w ten właśnie sposób atakowana była „Solidarność”, do której w pewnym momencie przyłączyło się grono radykalnych osób grających "patriotów", a którzy po latach okazali się Tajnymi Współpracownikami SB. W taki sposób w PRL działała Samodzielna Grupa „D” Departamentu IV MSW - Grupa Operacyjna do Zadań Dezintegracyjnych. Wpływano choćby na pątników do Częstochowy, którym Służba Bezpieczeństwa podrzucała na miejsca noclegu ulotki, w których pisano o „rozpasaniu księży” i „oderwaniu się kleru od wiernych”. Ale znamy to doskonale choćby z manifestacji i miesięcznic na Krakowskim Przedmieściu, kiedy to pojawiali się różnoracy „obrońcy krzyża” z owianym złą legendą Andrzejem Hadaczem na czele. W pewnym momencie to właśnie Hadacz stał „twarzą” – to jego wrzaski pokazywały wiodące wówczas stacje telewizyjne, to on „przyprawiał gębę” domagającym się prawdy o katastrofie za 10 kwietnia 2010, na długie miesiące (a może i lata) kompromitując wśród mniej zaangażowanych Polaków kwestię Smoleńską.

Dziś działają na niwie patriotycznej. Kiedy więc słyszycie Państwo, że „trzeba działać radykalniej” a licytacja na „polskość” przybiera absurdalne rozmiary, godząc jednocześnie w nasze sojusze, podstawy bezpieczeństwa i zdrowy rozsądek warto się zastanowić, co stoi za tak nagłym wzmożeniem, kto jest pomijany w retoryce radykałów, a kogo wciągają na swoje sztandary.

Widzimy to? Gołym okiem. Klubowicze „GP” – ludzie wierni tradycji pierwszej „Solidarności”, antykomuniści i cały obóz niepodległościowy nie może tego nie zauważać, na szczęście maski spadają zbyt szybko. Ale nie miejmy złudzeń - gra o Polskę weszła w finalny etap. Nadchodzące miesiące mogą zadecydować o kolejnych latach, jeśli nie dekadach.

Tekst ukaże się w kolejnym numerze tygodnika „Gazeta Polska” (15 maja).

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Iran gotowy do negocjacji z USA. Stawia jednak warunki

Zdjęcie ilustracyjne / By Tasnim News Agency, CC BY 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=73018910

  

Szef MSZ Iranu Mohammad Dżawad Zarif oświadczył, że mimo zabicia dowódcy sił Al-Kuds Kasema Sulejmaniego przez siły USA Teheran nadal chce negocjować z Waszyngtonem. Podkreślił jednak, że warunkiem wstępnym jest zniesienie amerykańskich sankcji.

W opublikowanej w sobotę rozmowie z tygodnikiem "Der Spiegel" Zarif powiedział, że "nigdy nie wyklucza szansy na to, że ludzie zmienią swe nastawienie i spostrzegą rzeczywistość".

Minister dał do zrozumienia, że Iran jest gotów podjąć rozmowy ze stroną amerykańską.

"Dla nas nie ma znaczenia, kto urzęduje w Białym Domu, liczy się to, jak się te osoby zachowują (...). Administracja (prezydenta Donalda) Trumpa może poprawić swe poprzednie błędy, znieść sankcje i powrócić do stołu rokowań. My siedzimy przy tym stole. To oni od niego odeszli"

- oświadczył Zarif.

Zastrzegł jednak, że Iran jest przygotowany na konfrontację z USA. "USA wyrządziły narodowi irańskiemu wielką krzywdę. (...) Nadejdzie dzień, kiedy będą musiały za to zapłacić. Jesteśmy bardzo cierpliwi" - oświadczył.

Również w sobotę zastępca szefa Irańskiej Agencji Energii Atomowej (AEOI) Ali Aszgar Zarean powiedział, że jeżeli władze kraju podejmą taką decyzję, to jego agencja "jest w stanie wzbogacać uran do dowolnego poziomu".

W poniedziałek rzecznik irańskiego MSZ Abbas Musawi oznajmił, że Teheran nadal respektuje międzynarodowe porozumienie nuklearne z 2015 roku, a to, czy będzie wciąż związany tym porozumieniem lub "będzie nadal redukował swe zobowiązania nuklearne, będzie zależało od stron trzecich i od tego, czy interesy Iranu są w ramach porozumienia zagwarantowane" - dodał Musawi.

Rzecznik zapewnił, że w kwestiach dotyczących układu nuklearnego "drzwi dla dyplomacji pozostają otwarte", choć - jak podkreślił - Unii Europejskiej nie udało się tego paktu uratować. Musawi odniósł się do decyzji Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec, które uruchomiły niedawno mechanizm rozstrzygania sporów w ramach umowy nuklearnej z Iranem, co może doprowadzić do nałożenia sankcji na ten kraj za łamanie jej postanowień.

Paryż, Londyn i Berlin zdecydowały się uruchomić ten mechanizm, ponieważ odkąd w maju 2018 roku prezydent Trump wycofał USA z umowy nuklearnej, Iran stopniowo rezygnował z respektowania zobowiązań wynikających z tego porozumienia. Na początku stycznia Teheran oświadczył, że nie będzie już stosować się do ograniczeń wynikających z umowy: wzbogacania uranu, ilości magazynowanego wzbogaconego uranu, a także badań i rozwoju w tej dziedzinie.

Sygnatariuszami porozumienia z 2015 roku, oprócz Iranu i USA, były też Wielka Brytania, Francja, Chiny, Rosja i Niemcy.

Paryż, Londyn i Berlin utrzymują, że chcą, aby porozumienie nuklearne było realizowane, i że nie przyłączają się do kampanii "maksymalnej presji" prowadzonej przez Stany Zjednoczone wobec Iranu.

Napięcie między Iranem a Stanami Zjednoczonymi sięgnęło ostatnio bardzo wysokiego poziomu, gdy 3 stycznia amerykańskie drony zabiły jedną z najważniejszych osób w Iranie - dowódcę elitarnych, ekspedycyjnych sił Al-Kuds, generała Kasema Sulejmaniego. Iran odpowiedział ostrzałem rakietowym amerykańskich baz w Iraku.

Agencja Associated Press napisała wtedy, że ostrzał irackich baz był najśmielszym atakiem Iranu na amerykańskie cele od zajęcia w 1979 roku ambasady USA w Teheranie. AFP oceniła, że był to "bardzo wyważony" odwet za zabicie Sulejmaniego oraz że pozwolił on władzom Iranu zachować twarz i dokonać obiecanego aktu zemsty, nie prowokując przy tym odwetu za zabicie amerykańskich żołnierzy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts