Podopieczni Jurgena Kloppa rozpoczęli spotkanie z wiarą w zwycięstwo. Ruszyli odważnie do ataku, grali szybko, pomysłowo. W defensywie byli bezkompromisowi i agresywni, starając się przerywać akcję Barcelony jak najdalej od własnego pola karnego.

Już w 7. minucie Divock Origi dobił strzał Hendersona, który przed siebie sparował bramkarz Ter Stegen. 24-letni Belg, który w całym sezonie ligowym rozegrał tylko jedenaście spotkań, godnie zastąpił w ten sposób bardziej doświadczonych kolegów - nieobecnych z powodu kontuzji.

Po kwadransie szaleńczego naporu The Reds, do głosu zaczęli dochodzić Katalończycy. Kontry Barcelony były groźne, a na listę strzelców wpisać mogli się Coutinho i Messi. Zabrakło jednak wykończenia. 

Pierwsze pół godziny to niewiarygodne wręcz tempo spotkania, które potem nieco osłabło. Pojawiły się po obu stronach pierwsze ofiary bezpardonowej gry. Co chwila, ktoś leżał na murawie, ale nikt nie zamierzał odpuszczać czy odstawić nogi. Wszyscy byli świadomi stawki spotkania, więc walka toczyła się na całego.

Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza. Szybkie tempo gry, ataki gospodarzy i groźne kontry gości. W 51. minucie Van Dijk był bardzo bliski zmniejszenia strat w dwumeczu, jednak instynktowną interwencją Ter Stegen uratował Barcelonę. Po chwili jednak było już 2:0. Wijnaldum strzelił z pierwszej piłki po płaskim dośrodkowaniu z prawego skrzydła. Bramkarz tym razem się nie popisał - przepuścił piłkę pod brzuchem. Już tylko gola brakowało Liverpoolowi do odrobienia strat z pierwszego meczu.

Nie minęły trzy minuty, Katalończycy jeszcze się nie otrząsnęli po ostatnim ciosie a na tablicy wyników było 3:0 dla gospodarzy! Z drugiej flanki dośrodkował Shaqiri i znów Holender, który na boisko wszedł po przerwie wpakował futbolówkę do bramki. Barcelona była w szoku, a Anfield oszalało. Niemożliwe stało się nagle bardzo prawdopodobne. Straty zostały odrobione!

W 79. minucie szok Barcelony jeszcze się pogłębił. Alexander-Arnold sprytnie i zaskakująco rozegrał rzut rożny. Dośrodkowana piłka spadła pod nogi Origiego, a po ułamkach sekund zatrzepotała w siatce. Ter Stegen rozglądał się niepewnie niczym dziecko we mgle nie wiedząc co się stało. Podobnie wyglądali jego koledzy. 4:0 - nokaut.

Ostatnie minuty były tak samo szalone, jak cały mecz, ale więcej bramek już nie padło. Piłkarze z Anfield dokonali niemożliwego i to oni zagrają w wielkim finale Ligi Mistrzów. To spotkanie przejdzie do historii, a kibice Liverpoolu nigdy o nim nie zapomną.

Liverpool - Barcelona 4:0 (D. Origi 7', 79', G. Wijnaldum 54', 56')

Dwumecz - 4:3, Awans: Liverpool FC