Co się kryje za Macronowską „walką z populizmem”?

  

W ostatnim publicznym wystąpieniu prezydenta Francji znalazł się dziwny termin „patriotyzmu inkluzywnego”. Macron użył go dwukrotnie, chociaż termin usunięto później z oficjalnego zapisu treści konferencji. Zwrócono jednak uwagę, że jest to terminologia zaczerpnięta od popularnego także we Francji amerykańskiego politologa Yaschy Mounka.

Podobnie jak w przypadku pojęcia „demokracji przymiotnikowej” (demokracja ludowa, demokracja socjalistyczna, itp.), „przymiotnikowy patriotyzm” raczej przestaje być patriotyzmem.

Yascha Mounk

Mounk od 13. roku życia był zaangażowany w politykę socjaldemokratów. Jest krytykiem patriotyzmu, który utożsamia z nacjonalizmem. Wyjaśniają to trochę jego osobiste doświadczenia. W 1969 r. jego rodzice emigrowali z Polski na fali komunistycznych czystek antysemickich. On sam urodził się w 1982 r. w Monachium. W wieku 13 lat zgłosił akces do SPD. Studiował w Niemczech, Francji i USA, dokąd wyjechał w 2005 r. Jest związany z Uniwersytetem Harvarda, pracuje w Johns Hopkins School of Advanced International Studies. W 2017 r. przyjął amerykańskie obywatelstwo. Udziela się jako publicysta.

W Polsce jego pomysły propagowały „Gazeta Wyborcza”, „Krytyka Polityczna”, „Kultura Liberalna”, „Tygodnik Powszechny”. Jest autorem m.in. książki „The people vs. democracy” i „Obcy we własnym kraju. Żydowska rodzina w dzisiejszych Niemczech”.

„Patriotyzm inkluzywny”

Yascha Mounk uważa, że mamy do czynienia z pewnym końcem „liberalnej demokracji”. Jej rozwój pojmuje zresztą jako pewien liniowy „postęp”. Konserwatywny zwrot wielu krajów świata uważa za koniec tejże demokracji i moment do zmiany taktyki działania elit. Tutaj pojawia się właśnie nowe pojęcie „patriotyzmu inkluzywnego”, który ma zastopować roszczenia „populistów”. Ten typ patriotyzmu to trochę zło konieczne, które zabezpiecza przed postępami „agresywnego nacjonalizmu”. Jest elementem pewnej manipulacji społecznej, która ma dać „ludziom i narodom poczucie kontrolowania swojego życia i przeznaczenia”.

„Najlepszy sposób, aby poradzić sobie z zagrożeniami, które płyną z silnego przywiązania do grupowych tożsamości, to poszerzać pojęcie narodu i korzystać z niego w dobry sposób” – mówi Mounk. Jednym słowem trzeba owo pojęcie tak rozwodnić i poszerzyć, by zmieniło swoje pierwotne znaczenie. Politolog wykazuje się tu niemałym sprytem i ostrzega lewicę w Polsce: „Jeśli odrzucicie instynkty grupowe i głęboką moc symboliczną, która płynie z polskości, polskiej historii i flagi, zyskają na tym właśnie ci ludzie, którzy chcą użyć tych symboli w niebezpiecznych celach, którzy chcą w imię polskości wykluczać ludzi ze wspólnoty”. To po prostu zmiana taktyki. Zamiast wtykania narodowych flag w psie kupy, należy je nosić na „czarnych marszach”, manifestacjach KOD, zmienić znaczenie symboliki. W artykule dla „Tygodnika Powszechnego” mówi nawet o „udomowieniu nacjonalizmu” (przypomnijmy, że pojęć nacjonalizmu i patriotyzmu używa zamiennie).

Zagrożona „liberalna demokracja” od Ameryki po Europę

Zdaniem Mounka systemy demokratyczne doznały serii wstrząsów, którymi są prezydentura Donalda Trumpa, głosowanie w sprawie brexitu w Wielkiej Brytanii, sukcesy AfD w Niemczech, Viktor Orbán na Węgrzech, PiS w Polsce i „wyborcze sukcesy innych populistów w Europie” czy ostatnio prezydentura Jaira Bolsonaro w Brazylii. Ilustruje to jego zdaniem rosnące zagrożenie ze strony „demokracji nieliberalnej”, czyli „takiego autorytarnego ustroju politycznego, gdzie co prawda organizuje się wybory powszechne, ale nie ma poszanowania dla rządów prawa albo praw mniejszości”. Na drugim biegunie jest zagrożenie „liberalizmem niedemokratycznym” (liberalna gospodarka i niedemokratyczny system, jak np. w Chinach).

Populizm

Przymiotnikowa „demokracja nieliberalna” czyni postępy przy pomocy „populizmu”. To zresztą kolejne zdaje się „zapożyczenie” prezydenta Macrona, który na tym manichejskim podziale konstruuje oś walki politycznej w UE. Mounk definiuje populizm niezależnie od poglądów ideologicznych na temat gospodarki i jego zdaniem jest on hasłem zarówno na lewicy, jak i prawicy. Podobieństwo polega na składaniu obietnic rozwiązania problemów ludzi i „walce z wrogami”.

„Wrogowie różnych populistów – pisze Mounk – różnią się pod pewnymi względami, ale mają podobne cechy. Dla Trumpa wróg to każdy, kto jest muzułmaninem. Dla Erdoğana to każdy, kto nie jest muzułmaninem. Istnieje wielu populistów, dla których wrogowie są mniejszością etniczną lub mniejszością religijną, a także lewicowi populiści, dla których [wrogami] są zazwyczaj wielkie korporacje. To, co ich łączy, to twierdzenie, że istniejąca elita jest skorumpowana, jest samolubna, jest w zmowie z różnymi osobami z zewnątrz i że to, co musimy zrobić, to »osuszyć bagno«, wyrzucić »kastę polityczną«. Rzekomi członkowie elity różnią się zależnie od regionu – w przypadku Polski i Węgier komuniści rzekomo nadal podejmują wszystkie decyzje w kraju – ale rodzaj retoryki na ich temat, rodzaj nienawiści wobec nich, jest podobny”.

Mounk definiuje populistów jako ludzi, którzy „atakują liberalny system demokratyczny i podważają legalność opozycji”. Tak zbudowana definicja wrzuca do obozu „populistów” każdego krytyka jakiegokolwiek demoliberalnego systemu. Populizmem będzie np. krytyka niektórych działań niedemokratycznej w końcu KE, polska próba reformy sądownictwa czy działania Donalda Trumpa (Mounk jest tu jednak przekonany, że prezydent USA „na szczęście” nie ma usystematyzowanego planu zmian i kiedy przegra wybory, wszystko wróci na swoje miejsce).

Ciekawe, że politolog nie widzi żadnego zagrożenia i elementów populizmu, kiedy w systemie demokratycznym władze będą np. nacjonalizowały gospodarkę.

Źródła „zagrożeń” i recepta

Według Mounka na obecny „kryzys” i sukcesy „populistów” złożyło się kilka czynników. Są to stagnacja gospodarcza, transformacja wielu społeczeństw monoetnicznych i monokulturowych w narody wieloetniczne oraz zmiany w komunikacji społecznej, w której internet przejął wiele funkcji tradycyjnych mediów.

Rozwiązaniem ma być przywracanie poczucia sprawiedliwości, więc podnoszenie podatków dla bogatych, zmuszanie międzynarodowych korporacji do płacenia podatków krajowych i przywrócenie przynajmniej części państwa opiekuńczego. Pada tu nawet postulat „demokratycznego socjalizmu” w USA…

Media społecznościowe problemem

Ciekawy punkt tych wywodów to nowa rola internetu. „Aby dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, konieczne było wykorzystanie krajowych kanałów telewizyjnych, radia, gazet – pisze Mounk. Internet obecnie ograniczył zakres ich oddziaływania i w konsekwencji otworzył drogę do rozpowszechniania opinii otwarcie rasistowskich i bezwstydnych kłamstw”. Jego zdaniem „zagmatwany efekt mediów społecznościowych się nie skończy, a próba cenzurowania internetu stworzy jedynie męczenników, w dodatku jest mało prawdopodobne, by zadziałała”.

Co szkodzi jednak próbować? Macron i jego zwolennicy idą drogą „aksamitnej cenzury”, czemu służą np. rozmaite „ACTA” na poziomie UE i rozwiązania krajowe. To wszystko pomyślane właśnie jako element „walki z populistami”.

W ideowym sporze o przyszłość Europy w Polsce dość naiwnie i anachronicznie opowiada się o Europie Schumana, Gaspariego, Monneta. Ma ona współcześnie raczej twarz Emmanuela Macrona i intelektualne podstawy w postaci myśli takiego Yaschy Mounka i jemu podobnych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts