Swój dzisiejszy wykład Tusk już od dłuższego czasu mocno promował, najpierw mówiąc, że powie coś "ciekawego i ważnego", potem chwaląc się, że wszystkie miejscówki wykupiono już na długo przed zaplanowanym przemówieniem. Około 14.00 Tusk przybył na teren kampusu Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie "powitanie" zafundowali mu m.in. demonstranci zgromadzeni na zorganizowanej przez Kluby "Gazety Polskiej" pikiecie "Nie chcemy Niemca, nie chcemy Ruska, nie chcemy powrotu Tuska". 

W Auditorium Maximum UW nie zabrakło znanych polityków "totalnej opozycji", w tym lidera PO, Grzegorza Schetyny, byłej premier Ewy Kopacz, jak również nowej prezydent Gdańska, Aleksandry Dulkiewicz. Swój wykład Tusk rozpoczął stwierdzeniem, że "rację mają ci, którzy mówią, że jako szef Rady Europejskiej nie powinienem angażować się w kampanię polityczną na rzecz jakiejś wybranej partii politycznej, gdyż nie jest to rolą mojego urzędu". 

Po tym jednak pojawiło się - bez zaskoczenia - pewne ale:

- Ale jest moim prawem i obowiązkiem jako przewodniczącego Rady Europejskiej wspierać Europejczyków w każdym kraju UE, wszystkich tych, którzy uparli się, czasami wbrew trudnym okolicznościom, aby ludzi łączyć, a nie dzielić, żeby łączyć dla swojej ojczyzny i dla Europy

- dodał przewodniczący RE.

Temat "łączenia" był zresztą mocno eksploatowany w wykładzie Tuska. Dość osobliwie brzmi to w ustach człowieka, który podczas poprzedniego głośnego wykładu w Polsce mówił o "pokonywaniu współczesnych bolszewików", a jego polityczni akolici nie mają oporów przed mówieniem o "strząsaniu PiS-owskiej szarańczy".

- Jeśli Józef Piłsudski i Lech Wałęsa mogli pokonać bolszewików, a obaj mieli o wiele trudniejszą sytuację niż jest dzisiaj, to dlaczego wy nie mielibyście dać rady pokonać współczesnych bolszewików

- mówił Tusk w listopadzie 2018 r. w Łodzi.

W swoim dzisiejszym wystąpieniu Tusk robił "miniwykłady" o konstytucji, także tej z 1791 r., opowiadał o smogu i proteście nauczycieli. Cały wykład przetykany był "prztyczkami" w stronę obozu rządzącego czy "fajnistowskimi" nawiązaniami do "Gry o Tron" i Króla Nocy. Wśród anegdotek Tuska znalazły się również też te mniej wyszukane, jak np. o Węgrzech. To właśnie bon moty wzbudzały największy aplauz widowni.

Zdaniem części komentatorów, przydługie przemówienie Tuska było "puste w treści"