Ambasador USA w RFN Richard Grenell w rozmowie z magazynem "Focus" ponowił ostrzeżenie o sankcjach pod adresem niemieckich firm biorących udział w budowie gazociągu Nord Stream 2. Ocenił też udział byłego kanclerza Gerharda Schroedera w projekcie jako "kompromitujący".

"Z punktu widzenia USA rurociąg ten przynosi nie tylko gaz, ale też wzrost zagrożenia sankcjami (dla firm)"

- powiedział Grenell. Ostrzegł przy tym po raz kolejny kraje europejskie przed zbytnim uzależnianiem się od Rosji. Dodatkowo ocenił udział byłego socjaldemokratycznego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera w projekcie jako "kompromitujący".

Amerykański ambasador ostro skrytykował Europę za bojaźliwość wobec Rosji.

"Kilkadziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia, żeby Europa puściła płazem zajęcie Krymu, zestrzelenie samolotu, wpływanie na wybory czy zastosowanie broni chemicznej. Dzisiaj wiemy, że właśnie to się dzieje"

- ubolewa Grenell.

Amerykański dyplomata od chwili objęcia urzędu w maju 2018 r. wzbudza skrajne emocje swoimi wypowiedziami i przede wszystkim ich stylem.

Już w maju 2018 roku jedno zdanie nowego amerykańskiego ambasadora zamieszczone na Twitterze wywołało burzę. Pisząc o wycofaniu się USA z porozumienia atomowego z Iranem dyplomata dodał: "Niemieckie firmy prowadzące działalność w Iranie powinny ją natychmiast ograniczyć". Mimo fali oburzenia i krytyki Grenell nie zmienił stylu i pozostał wierny swojej dewizie: "Jeśli ktoś chce uniknąć wojny, to lepiej, żeby miał do dyspozycji dyplomatów, którzy są gotowi do twardego stawiania spraw".

Niemieccy politycy - zwłaszcza opozycyjni - niejednokrotnie żądali już wydalenia ambasadora.