W programie Doroty Kani poruszono dzisiaj wątek rosyjskich wpływów w UE i fundacji "Otwarty Dialog".

O jawnej sympatii europejskich instytucji wobec fundacji "Otwarty Dialog" mówił europoseł Jacek Saryusz-Wolski, który zaznaczył, że Michał Boni, "który organizował jej obronę, obecnie się dystansuje". Jak zaznaczył Saryusz-Wolski, "nie sposób teraz tego nie robić", gdyż wcześniej pojawił się oficjalny komunikat polskiego koordynatora służb specjalnych nt. podejrzanych związków fundacji "Otwarty Dialog".

- Bundestag na złość, nie jako instytucja, a frakcja liberalna, gościł Ludmiłę Kozłowską. Wszystko to było elementem walki politycznej. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi

– mówił wskazując zarazem, że dwa lata temu wiedział, od swoich źródeł, o niejasnym finansowaniu fundacji.

- Reakcją jednak [na wcześniejsze ujawnienie prawdy o Otwartym Dialogu] była - niewiara i mur odrzucenia, na zasadzie "wszystko co płynie z Polski jest niewiarygodne". Jednak brytyjska gazeta "Times" jest na tyle poważnym tytułem, że nie pozwoliłby sobie na nieprawdziwą publikację. Być może na przyszłość polskie stanowisko będzie traktowane poważniej

- mówił gość programu.

Odnosząc się natomiast do dalszych możliwych losów fundacji "Otwarty Dialog", Saryusz-Wolski stwierdził, że "sprawa zniknie, zostanie przemilczana".

- Pytanie, jak to się rozstrzygnie na gruncie prawnym. Wpływy rosyjskie w Parlamencie Europejskim sięgają bardzo głęboko

– tłumaczył polityk. Przywołał przykład, że "dwa bądź trzy miesiące temu w Brukseli miejscowe źródła podały, że jest ok. 250 szpiegów chińskich i 250 szpiegów rosyjskich".

- To ludzie, którzy działają pod różnymi przykrywkami, tj. dziennikarze, lobbyści, organizacje pozarządowe

– wymieniał.

Wyjaśniał również, że podmioty te wpływają na proces decyzyjny, nastroje, opinie, a na samym końcu - rozstrzygnięcia i decyzje.

- Cała historia Nord Streamu to przedmiot bardzo intensywnej pracy służb. W Parlamencie Europejskim jest ok. 100 posłów, którzy głosują jawnie prorosyjsko. To zarówno skrajnie lewa jak i prawa strona. W głosowaniach nad znakomitym raportem pani poseł Fotygi nt. dezinformacji rosyjskiej w Europie, ponad sto osób zagłosowało inaczej

– wskazał Saryusz-Wolski.

Dodał, że Parlament Europejski przyszłej kadencji będzie wyglądał inaczej.

- Pojawi się większa reprezentacja prawicy i liberałów. Uszczupli się liczba ludowców i socjalistów. Jeśli chodzi o tzw. przyjaciół Rosji, oni są wszędzie. Nie jest tak, że należą tylko do skrajnych lewicy czy prawicy. Są sympatyzujące z Rosją ruchy polityczne, które otwarcie to deklarują. Marine le Pen, czyli Zgromadzenie Narodowe czy Liga Włoska. To wysoce nieestetyczne i nieetyczne

– ocenił europoseł.

- Realizujący faktyczne związki z Rosją to jest niemieckie SPD i Schroeder, to jest CDU i CSU - ci wszyscy, którzy w koalicyjnym rządzie niemieckim, w Austrii, Holandii i Francji, realizują projekt Nord Stream, którego wymiar nie wynosi 3 czy 30 milionów, a 10 miliardów euro. To jest prawdziwe małżeństwo strategiczne

– podkreślił, zwracając uwagę na istotę problemu.

Saryusz-Wolski zadeklarował, że należy do grona, które walczy z Nord Streamem. Zwrócił też uwagę na rolę Stanów Zjednoczonych w procesie zatrzymania budowy rurociągów.

- Gdyby jakieś czynniki wewnętrzne w Stanach Zjednoczonych skłoniłyby prezydenta Trumpa do nałożenia sankcji, byłby to koniec tego projektu. Na razie jednak wróżymy z fusów. Prezydentowi Trumpowi musiałoby się politycznie opłacać zagrać przeciwko Rosji. Póki co tylko grozi

– ocenił.