Zaczął poseł Winnicki.

– Tematem tym [znajomości Osadczego i Kozłowskiej - dop. red.] od kilku dni starają się atakować Konfederację media związane z obozem władzy. Najpierw atakując personalnie pana profesora, a następnie – w związku z tym, że wychodzą na jaw związki polityków PiS z panią Kozłowską, jej fundacją i jej działaniami – to przez pana profesora na Konfederację

– stwierdził.

Później przez kilkanaście minut mówił prof. Osadczy. Już w pierwszym zdaniu obrażał dziennikarzy. Dodał również, iż podpisał pełnomocnictwo prawnikowi i będzie kierował pozwy oraz domagał się zadośćuczynienia.

– Od kilku dni jestem obiektem oszczerstw i szczucia ze strony prasy gadzinowej obsługującej obóz władzy. Sytuacja do niczego niepodobna i nieprawdopodobna

– twierdził. Tego zwrotu "prasa gadzinowa" używał wiele razy.

W kolejnych wątkach dużo było o politykach PiS zaangażowanych w ideę powołania Uniwersytetu Polsko-Ukraińskiego, Ludmile Kozłowskiej i jej początkach działalności w Polsce. Prof. Osadczy zapewniał, że nie był promotorem Kozłowskiej, a nawet miał doprowadzić do jej skreślenia z listy studentów.

- Później żadnych kontaktów - przekonywał.

Kilka razy były przywołane publikacje portalu niezalezna.pl, ale lakonicznie został potraktowany wątek Fundacji Dialog na Rzecz Rozwoju, choć prof. Osadczy przyznał...

"Mutowała w Fundację Otwarty Dialog" - stwierdził.

A prof. Osadczy - według dokumentów z Krajowego Rejestru Sądowego - jest (był?) członkiem zarządu FDnRR. On sam podczas sobotniej rozmowy z portalem Niezalezna.pl stwierdził, iż fundacja od dawna nie funkcjonuje.

"Mam świadomość, że takiego bytu nie ma"

- stwierdził.

"Nie mam wiedzy na temat tego środowiska od roku 2009" - zapewnił.

Co ciekawe - pierwszy adres Fundacji Otwarty Dialog (z jej początków w Lublinie) jest identyczny, jak siedziby fundacji, w której władzach zasiadał Osadczy, obecny kandydat Konfederacji do Europarlamentu.