"Żeby każdy mógł głosować, a nie utrudniało mu to balangowania"

Jeden z ostatnich wywiadów z Lechem Wałęsą przeprowadzany był przez zagraniczną dziennikarkę. Padło pytanie o demokrację, a Lech Wałęsa - jak to ma w zwyczaju - odpowiedział zaskakująco.

"Jaka demokracja? Jak poniżej 50 procent bierze udział w wyborach, to to nie ma demokracji. Wszystkie wybory gdzie jest frekwencja poniżej 50 procent należy uznać, że nie było. A dlaczego tak się dzieje? Bo politycznie nie zdążamy z rozwiązaniami. Dziś ludzie są wygodni, mają samochody, domy na wsi. Kto będzie chciał na jakieś zebrania chodzić w sobotę, w niedzielę. Kto będzie chciał na wybory chodzić w niedzielę. A ponieważ widzimy, że tacy ludzie są, to musimy ich inaczej zorganizować. Inaczej wybory muszą się odbywać, żeby każdy mógł głosować, a nie utrudniało mu to balangowania w piątek, sobotę i niedzielę"

- powiedział Lech Wałęsa.

"Nieważne, następne pytanie"

W 2012 roku Instytut Lecha Wałęsy zaangażował się w projekt "Solidarni z Birmą". Właśnie o tym chciał porozmawiać z Wałęsą mężczyzna robiący wywiad do książki. Były prezydent udzielił mu krótkiej i lakonicznej odpowiedzi, a na kolejne pytanie zareagował dość drażliwie.

"Nieważne, następne pytanie. A dlaczego Pan się upiera o Birmę, wszystko o Birmie powiedziałem, więcej nie powiem"

- powiedział.

"Co Pan masz za pytania?"

Inny wywiad - przeprowadza go młody człowiek, student.

"Panie, różne są decyzje. Na przykład pan sobie wyobrazi, że pan przychodzi do domu, a tam jakiś wariat uciekł ze szpitala i już panu połowę rodziny siekierą wybił, a pan stoi. Pan jest pokojowo nastawiony. Co pan będzie czekał, że zabije wszystkich? Musi pan go strzelić i zabrać mu siekierę. Sytuacje są różne"

- mówi Lech Wałęsa, odpowiadając na kolejne pytanie.

W końcu się niecierpliwi.

"Co Pan masz za pytania, co to jest?"

- mówi do młodego człowieka.

"Uczę się politologii w Anglii i jestem zainteresowany..."

- próbuje tłumaczyć przeprowadzający wywiad.

"Bzdura takie pytania"

- przerywa mu Wałęsa. Przepytujący go mężczyzna wyraźnie się peszy.

"Uważaj Pan, bo..."

Wywiad dla francuskiej telewizji. Po pierwszym pytaniu operator przerywa prowadzącemu program i rozpoczynającemu odpowiadać Lechowi Wałęsie.

"Zaraz, zaraz, Pan odpowiada czy ja? Uważaj Pan bo…"

- mówi Wałęsa i pokazuje gest uderzenia pięścią w otwartą dłoń. To prawdopodobnie przejaw gościnności byłego prezydenta do dziennikarzy z Francji.