Był oskarżony o terroryzm - dostał odszkodowanie

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com /Creative Commons CC0/TPHeinz

  

Prawie 13 tys. zł odszkodowania i 385 tys. zł zadośćuczynienia orzekł dzisiaj Sąd Okręgowy w Białymstoku dla Czeczena za niesłuszny areszt. Mężczyzna był wcześniej prawomocnie uniewinniony w procesie o wspieranie terroryzmu.

Sąd zwrócił dzisiaj uwagę, że ponieważ sprawa była prowadzona z wyłączeniem jawności, utajnione będzie uzasadnienie do wyroku.

Czeczen przebywał w areszcie od 12 maja 2015 r. do 4 kwietnia 2017 r. - przypomniał sąd.

Mężczyzna spóźnił się na ogłoszenie wyroku, wszedł na salę sądową w momencie, gdy opuszczali ją dziennikarze, bo sąd zaczynał wygłaszać utajnione uzasadnienie.

Sędzia Mariusz Kurowski wyjaśnił, że ogłoszenie wyroku - jak każdego wyroku sądowego - odbywa się jawnie, ale uzasadnienie jest utajnione.

"Z uwagi na wyłączenie jawności rozprawy, sąd wygłosi uzasadnienie ustne niejawnie" - powiedział jedynie Kurowski.

Czeczen domagał się łącznie blisko 1,6 mln zł odszkodowania i zadośćuczynienia. Wniosek o 72 tys. zł odszkodowania oraz 1,5 mln zł w formie zadośćuczynienia za doznane krzywdy związany jest ze śledztwem, które prowadziła we współpracy z ABW białostocka delegatura Prokuratury Krajowej. Zarzuciła ona czterem Czeczenom działalność od maja do października 2014 r. w zorganizowanej grupie przestępczej, która m.in. gromadziła pieniądze na potrzeby działań o charakterze terrorystycznym, prowadzonych przez tzw. Państwo Islamskie (IS).

Oskarżała ich też o organizowanie i kupowanie sprzętu paramilitarnego, a także o rekrutowanie bojowników na tzw. dżihad. W akcie oskarżenia pojawił się też wątek leczenia w Polsce Czeczena rannego w walkach w Syrii.

Oskarżeni zarówno w śledztwie, jak i przed sądem obu instancji nie przyznali się. Argumentowali, że co prawda pieniądze były zbierane i przekazane (mowa była o kilkunastu tysiącach euro), ale nie na potrzeby IS, lecz na działalność niepodległościową bojowników czeczeńskich walczących o Czeczeńską Republikę Iczkerii.

W sierpniu 2017 r. białostocki sąd okręgowy skazał trzech z czterech Czeczenów, jednak uznając ich za winnych wspierania działań nie IS, lecz tzw. Emiratu Kaukaskiego – prowadzącego działalność o charakterze terrorystycznym na terytorium Rosji, "ukierunkowaną na utworzenie na Kaukazie Północnym fundamentalistycznego państwa islamistycznego, opartego na prawie szariatu". Orzekł kary po dwa lata i miesiąc więzienia. Czwartą osobę uniewinnił.

Wyrok ten utrzymał sąd odwoławczy. Uznał, że dowody dały podstawy do przyjęcia, że trzej oskarżeni brali udział w zorganizowanej grupie, której celem było popełnienie przestępstwa o charakterze terrorystycznym, czyli finansowego wsparcia organizacji terrorystycznej pod nazwą Emirat Kaukaski. Do okoliczności łagodzących zaliczył np. przeżycia osobiste Czeczenów we własnym kraju oraz pozytywną opinię o nich w środowisku, w którym przebywają w Polsce.

W związku ze sprawą wszyscy czterej Czeczeni byli przez blisko dwa lata tymczasowo aresztowani. Areszt opuścili tuż przed wyrokiem w pierwszej instancji. Wniosek o odszkodowanie i zadośćuczynienie za niesłuszny areszt składał Czeczen, który został ostatecznie uniewinniony.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap


Wczytuję komentarze...

Szokujące ustalenia. Tu tradycyjne media nic nie znaczą! Liczy się tylko internet i wojna na fake newsy

zdjęcie ilustracyjne / rawpixel; pixabay.com / Creative Commons CC0

  

Nie jest żadną tajemnicą, że w Indiach, zwłaszcza wśród młodych ludzi media elektroniczne i całe kampanie fake newsów, stały się politycznym narzędziem skuteczniejszym niż tradycyjne media. W czasie indyjskich wyborów tysiące internetowych wolontariuszy, ale również profesjonalne firmy, zajmują się produkowaniem fałszywych informacji. Jak działa mechanizm manipulacji prowadzonej na tak szeroką skalę? Ustalenia w tej sprawie są doprawdy wstrząsające!

Z małego okna widać płaskie dachy sąsiednich budynków. W klimatyzowanym pokoju przed monitorami komputerów i nad rozłożonymi laptopami siedzi czterech jego kolegów.

To jest nasze małe centrum dowodzenia. Jesteśmy żołnierzami, a to są nasze karabiny.
- mówi cytowany przez Polską Agencję Prasową Rajan, jeden z internetowych trolli pracujący w Gurgaon, mieście satelickim Delhi.

Arun, wysoki 27-latek, wstaje i przypina żółtą karteczkę do tablicy, następnie bierze drugą z sąsiedniej kolumny.

Jesteśmy raczej najemnikami na tej wojnie.
- mówi krzywiąc się i wraca do swojego laptopa.

32-letni Ranjan przyznaje, że nie są wolontariuszami, ale profesjonalistami pracującymi na zlecenie. Jego zespół zajmuje się produkcją memów i filmów wideo na potrzeby kampanii jednej z partii startującej w indyjskich wyborach.

Trochę pomaga, jeśli człowiek ma te same poglądy co klient, ale wielu z nas robi to po prostu dla pieniędzy. Mamy płacone od liczby polubień, od zasięgu, jaki złapie nasz materiał. Czasami wystarczy znaleźć zdjęcie w internecie i podpisać je, a ludzie sami załapią. Innym razem musimy się napracować, zwłaszcza jeśli atakujemy kogoś konkretnego.
- mówi, nawet przez chwilę nie kryjąc tego, że na zlecenie produkuje dezinformację.

Młody mężczyzna pracował wcześniej w mieście Puna w centralnych Indiach. Jego mała firma przeprowadzała telefoniczne badania opinii dla zachodnich firm. Był podwykonawcą. Szybko odkrył, że żeby wypełnić kontrakt, łatwiej zgarnąć obcokrajowca, Europejczyka lub Amerykanina z ulicy i zapłacić mu za udawaną rozmowę według podsuniętego scenariusza.

Przed wyborami w 2014 r. Ranjan zorientował się, że równie dobrze płatnym zleceniem jest internetowe trollowanie na rzecz konkretnej partii.

Można zapytać, po co płacić trollom, jeśli w internecie jest wielu wolontariuszy? To proste, my jesteśmy lepiej zorganizowani, mamy konkretne zadania i cele do wykonania. I nie zawsze robimy miłe dla sumienia rzeczy.
- tłumaczy.

W 2019 r. w wyborach do izby niższej parlamentu mogło głosować 900 mln osób uprawnionych. Dzięki rewolucji taniego internetu w Indiach, który przyniosła firma Jio, a także dostępności tanich chińskich smartfonów liczba użytkowników sieci wzrosła do poziomu 500 mln ludzi. Z tego 84 mln głosowało po raz pierwszy w życiu w tych wyborach.

Obecnie młodzi Indusi masowo korzystają z mediów społecznościowych, w tym z komunikatorów typu Whatsapp - używa ich ok. ćwierć miliarda Indusów. Te narzędzia zastąpiły im tradycyjne media, telewizję i gazety.

Zmiany pierwsi zauważyli stratedzy polityczni Indyjskiej Partii Ludowej (BJP) podczas kampanii wyborczej w 2014 r. Ponad 60-letni Narendra Modi, lider BJP, szybko stał się również liderem internetu. Obecnie ma ponad 40 mln fanów na Facebooku i Twitterze. Jego największy przeciwnik, Rahul Gandhi, założył konto na Twitterze dopiero w połowie 2015 r. i ma ponad 9,5 mln fanów.

My tego raczej nie robimy, ale dezinformacja może być prawdziwą bronią w realnym świecie.
- podkreśla Ranjan.

Tłumaczy, jak plotka rozsiewana przez komunikatory może doprowadzić do zamieszek w Indiach. Takie przypadki, gdzie ginęli ludzie, zdarzały się w Zachodnim Bengalu, Biharze i Uttar Pradeś.

Można też zaatakować innych użytkowników Twittera i donieść policji, jeśli uważamy, że wpis atakuje religię, armię czy państwo. Są na to przepisy.
- tłumaczy.

Przed wyborami w 2014 r. i tuż po nich zaczęły powstawać portale i strony Facebookowe zajmujące się dezinformacją, takie jak Dainik Bharat i Postcard News skierowane przeciwko opozycji. Przed wyborami w 2019 r. rodziły się strony takie jak „Viral in India”, które z kolei atakowały BJP i premiera Modiego.

Właścicielem „Viral in India” był Abishek Mishra, który początkowo tworzył filmy popierające Narendrę Modiego. Jego firma rozrosła się i wkrótce zatrudniał kilkanaście osób w nowoczesnym biurze.

Przed wyborami w 2019 r. Mishra jednak zmienił front. Na jego stronie pojawił się zmanipulowany film, przedstawiający Yogiego Adityanatha, śmiejącego się na uroczystości upamiętniającej funkcjonariuszy sił porządkowych, którzy zginęli 14 lutego br. w ataku samobójczym w Kaszmirze. W rzeczywistości wideo nakręcono podczas innej uroczystości i wyolbrzymiono zachowanie polityka prawicy. Wkrótce Mishra został aresztowany pod zarzutem obrazy wizerunku i religii (Yogi Adityanath jest również kapłanem hinduskim).

Około 70 proc. informacji w indyjskich mediach społecznościowych jest fałszywych i pochodzi od profesjonalnych trolli i aktywistów. I ludzie chcą w te informacje wierzyć, więc tak naprawdę, co w tym złego?.
- zastanawia się internetowy troll z Indii.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl