Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz oświadczył wczoraj, że nauczyciele zawieszają swój protest. Chwilę później okazało się, że decyzja nie została przedyskutowana... z uczestnikami strajku.

"Jestem zawiedziona, a jako grono pedagogiczne czujemy się zdradzeni do tego stopnia, że jestem gotowa rzucić legitymację ZNP. Nauczyciele stracili 3-tygodniowy dochód i pan Broniarz, jednym zdaniem, przekreśla cały nasz trud"

- mówiła zdesperowana nauczycielka.

Dziś szef ZNP poszedł do mediów. Odpowiadając na pytanie dziennikarza radia TOK FM, czy rodzice mają wracać po wakacjach z dziećmi do szkoły, czy będzie strajk odpowiedział, że jeżeli we wrześniu dojdzie do protestu nauczycieli, to "nie (…) w tak radykalnej formie".

"Jeżeli te emocje są, a one są, to one nie będą się przeradzały w tak radykalne formy protestu. Być może, jeżeli wrócimy do elementu strajkowego, to w zupełnie innej konwencji, żeby nie powtarzać tego, co robiliśmy obecnie" – powiedział Broniarz. Czy konsultował z kimś taką opcję? To się zapewne niebawem okaże.


Wczoraj szef ZNP poinformował o zawieszenie strajku. Jednocześnie zapowiedział, że jeżeli rząd nie zrealizuje postulatów związku, nauczyciele podejmą strajk we wrześniu. Zwracając się na konferencji prasowej za pośrednictwem mediów do szefa rządu oznajmił: "Panie premierze Mateuszu Morawiecki, dajemy panu czas do września. Czekamy na konkretne rozwiązania z pana strony".

"Dziś zawieszamy strajk, ale protest trwa nadal i będzie trwał, aż do skutku. Panie premierze, siadamy do pracy, my nauczyciele, ale chcemy, by pan zrobił to samo, żeby był pan przygotowany na wrzesień i żeby był pan przygotowany do realizacji naszych postulatów, bo my z nich nie zrezygnujemy"

- dodał.

Prezes ZNP poinformował, że związek nie rezygnuje ze swoich postulatów płacowych. Podkreślił, że nadal domaga się 30 proc. podwyżki do końca tego roku. Zapewnił, że "będzie walczył do końca".