Zgodnie z definicją zawartą w „Małym leksykonie postprawdy”, poświęconego zjawisku fake newsów i dezinformacji - trollingiem nazywa się działania propagandowe lub prowadzące do zdyskredytowania i obrażenia rozmówcy w internecie. Zjawisko wywodzi się ze środowisk związanych z forami dyskusyjnymi, jednak obecnie znacznie wykracza poza pierwotną definicję.

„Trolling polega na celowym wpływaniu na internautów poprzez wywoływanie szumu informacyjnego, często ma na celu działania prowokacyjne, wywołanie destabilizacji, a w skrajnych przypadkach nawet ataku paniki wśród internautów”.
- czytamy.

Należy jednak rozróżnić dwie podstawowe grupy tzw. internetowych trolli zgodnie z zasadami przyjętymi przez Rządowy Zespół Reagowania na Incydenty Komputerowe CERT.GOV.PL:

Pierwsza z nich - pracująca na zlecenie i opłacana za swoją pracę. Zamieszcza wpisy i komentarze oparte na faktach, tyle że wcześniej odpowiednio zmanipulowanych.

Druga grupa to tzw. pożyteczni idioci (useful idiots). Zakładają profile w mediach społecznościowych i blogi, gdzie często nawet nieświadomie, powielają i udostępniają krążące w przestrzeni medialnej, odpowiednio spreparowane informacje, na które następnie może się powoływać pierwsza grupa. Do kręgu „pożytecznych idiotów” zalicza się również tych internautów, którzy nieświadomi całej gry operacyjnej rozpowszechniają przeczytane informacje, wierząc w ich autentyczność i przyczyniając się tym samym do ich uwiarygodnienia w oczach opinii publicznej.

Co ciekawe, pierwotnie trolling wiązał się wyłącznie ze środowiskiem skupionym wokół grup dyskusyjnych. Wraz z rozwojem internetu zjawisko to przeniosło się głównie do mediów społecznościowych i komentarzy pod artykułami w mediach elektronicznych.

Taki mechanizm możemy zaobserwować chociażby przyglądając się profilowi @Ruchoporu na Twitterze. Spore kontrowersje wywołał wpis z informacją o obwołaniu Władimira Putina „Człowiekiem Roku 2018”.


Mechanizm działania internauty/trolla jest dość schematyczny, a w większości wpisów dość prostacki. Regularnie uderza on w antysemickie nuty:


Zainteresowanie próbował na przykład budować wokół afery w Pruchniku, sięgając po temat wokół którego debatowano również w mediach głównego nurtu. Nie jest jedynym zaangażowanym politycznie, który wykorzystuje te wątki w swoich wpisach.

Wpisów na ten temat jest znacznie więcej, jednak ze względu na wulgarny charakter nie nadają się do cytowania.

W swoich wpisach przedstawiający się jako Andrzej Kmicic internauta słynie wręcz z wulgarności. Regularnie powracają tam również tematy dotyczące Rosji o jednoznacznie prorosyjskiej wymowie.

Co ciekawe, wśród obserwujących kanał @Ruchoporu na Twitterze jest na przykład poseł na Sejm RP Robert Majka.
 
W przypadku zagadnienia tak złożonego, jak internetowy trolling, należy pamiętać, że wraz z z jego rozwojem na masową skalę rozróżnienie wpisów pisanych na zlecenie od tych rozpowszechnianych jedynie przez naiwnych internautów staje się coraz trudniejsze.

W tym miejscu warto przypomnieć, że z raportów Rządowego Zespołu Reagowania na Incydenty Komputerowe CERT.GOV.PL wynika, że już od 2014 roku zaczęto odnotowywać lawinowy wzrost aktywności internetowych trolli działających na zlecenie Rosji, a często po prostu opłacanych przez służby specjalne w celu prowadzenia akcji propagandowych, mających wyglądać na oddolną inicjatywę. To właśnie wtedy po raz pierwszy zaczęto przyznawać, że przeciwko Polsce zaczęto wykorzystywać elementy wojny hybrydowej.