Chcę zająć się sprawą zagrożenia demokracji - tak w Polsce, jak i w UE. Unia Europejska może być rozsadzona od środka. Nie chcę wchodzić w wojny polsko-polskie, nie chcę zajmować się kwestiami, choć bardzo ważnymi, typu budżet europejski. Chcę mówić o wartościach.
- tłumaczyła w rozmowie z Tomaszem Lisem w Onet.pl kandydująca do Parlamentu Europejskiego Magdalena Adamowicz.
 
 Wieczorem wdowa po Pawle Adamowiczu pojawiła się w programie Moniki Olejnik na antenie TVN24. Tam przekonywała, że jej mąż z pewnością popierałby strajkujących nauczycieli.

Na prowincji nauczyciele tego wsparcia nie czują. Wierzę w mądrość nauczycieli i ich determinacji. Paweł w swojej książce pisał, że marzy o tym, żeby strony prodemokratryczne usiadły do dialogu i ustaliły co zrobić, żeby edukować szczęśliwe dzieci, które czują się bezpiecznie i które stworzą świadome społeczeństwo obywatelskie.
- mówiła Magdalena Adamowicz.
 
Pytana wprost o bulwersującą sprawę blokowania klasyfikacji uczniów z klas maturalnych przez strajkujących nauczycieli, Magdalena Adamowicz twierdzi, że to nauczyciele mają w tej kwestii „najlepsze wyczucie”.

Paweł wspierałby nauczycieli w ich strajku. Podziwiam ich za tę determinację i się z nimi solidaryzuję. Wierzę w rozsądek i mądrość i to, że podejmą najlepszą decyzję. Mają najlepsze wyczucie i na pewno dobrze zdecydują.
- mówiła wdowa po Pawle Adamowiczu.
 
 Dalej Magdalena Adamowicz przekonywała, że nauczycieli powinny poprzeć inne grupy zawodowe.
 
To są u uniki, że tworzy się specustawę, by zamieść temat pod dywan. Nauczyciele dalej będą sfrustrowani a godność ich zawodu będzie naruszona. Nie wydaje mi się, że propozycja dialogu na stadionie jest poważna. Nauczycieli powinny poprzeć inne grupy zawodowe. Nie są ważną grupą dla partii rządzącej jak niepełnosprawni, ale jesteśmy im winni solidarność.
- przekonywała Magdalena Adamowicz.