Tu zakupów w "foliówkę" nie spakujesz

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/TeroVesalainen

  

Od przyszłego roku stan Nowy Jork wprowadzi zakaz używania przez sklepy toreb plastikowych. Podobne prawo obowiązuje już w Kalifornii i na Hawajach.

Zapowiedziana decyzji wywołała debatę w miejscowych mediach, które zwracały uwagę, że za zastępujące jednorazówki torby papierowe klienci będą musieli płacić po pięć centów. Jak zarazem przekonywały, ograniczenie niekoniecznie przysłużą się ochronie środowiska.

Zakaz toreb plastikowych ma wejść w życie 1 marca przyszłego roku. Gubernator Andrew Cuomo, który sygnował symbolicznie w Dniu Ziemi ustawę w tej sprawie, nazywał jednorazówki plagą. Mówił, że powiększają m.in. sterty śmieci i zanieczyszczają oceany.

Ustawa zawiera pewne wyjątki. Obejmują sprzedaż w sklepach wędlin i gazet, a w restauracjach pakowanie jedzenia na wynos. W użyciu pozostaną plastikowe worki na śmieci i inne torby, które konsumenci kupują luzem. Dochód z opłat za papierowe torby w wysokości dwóch centów za sztukę ma trafić do władz powiatu lub miasta, a trzy centy zasilić kasę stanu.

Według szacunków, które przytacza „Forbes”, Nowy Jork zużywa 23 miliardy plastikowych toreb rocznie, z czego 50 procent trafia na wysypiska śmieci wokół miasta oraz do dróg wodnych. Zakaz ma zaoszczędzić około 12 mln. baryłek ropy rocznie, niezbędnych dla produkcji toreb plastikowych, używanych przez Nowy Jork.

Jednocześnie jednak w mediach pojawiły się opinie, podważające zbawienne skutki przejścia na papier dla środowiska naturalnego. Jak wynika z raportu, przywołanego przez gubernatora zespołu pod kierunkiem stanowego komisarza ds. ochrony środowiska Basila Seggosa, papierowe torby zajmują znacznie więcej miejsca niż plastikowe. Do ich transportu trzeba zatem użyć więcej ciężarówek, co wiąże się z nasileniem wydzielania dwutlenku węgla.

Opracowanie zwraca uwagę, że plastikowa torba kosztuje detalistę od jednego do półtora centa, podczas gdy papierowa bez uchwytów od 5 do 7 centów, a z uchwytami ok. 7 do 10 centów.

„Wszyscy wiedzą, że po przejściu na papier, po prostu przechodzi się z jednego typu zagadnień środowiskowych do innego” – mówiła cytowana w należącym do sieci US Today „Democrat&Chronicle” Elizabeth Moran, dyrektor ds. polityki środowiskowej New York Public Interest Research Group.

Jednym z dziewięciu radnych, którzy głosowali przeciw ustawie, był demokrata Robert F. Holden, reprezentujący zamieszkałe przez Polaków rejony dzielnicy Queens, w tym Glendale, Maspeth, Middle Village oraz Ridgewood. Argumentował, że opłaty uderzą w kieszenie klientów.

Cuomo bagatelizował głosy wskazujące na niewygody związane z planowanymi zmianami. Używanie papieru, tłumaczył, sprawdzało się przez całe pokolenia. Wyznał też, że cokolwiek robi, zawsze rodzi to krytyczne uwagi.

Ale spójrzmy na drugą stronę. Te (plastikowe) torby nigdy nie znikają. (…) Idziesz do miasta i widzisz je wiszące na drzewach jak dziwaczne ozdoby świąteczne 

– zauważył gubernator.

„New Jork Times” przytoczył wypowiedź sponsora ustawy, demokratycznego radnego miejskiego z Brooklynu Brada Landera, którego zdaniem należy zmienić kulturę jednorazowego użytku różnych rzeczy. Przyznał on, że jest to celem władz miejskich. Opłaty za papierowe torby uzasadniał pragnieniem, by zniechęcić do tego ludzi na rzecz toreb wielokrotnego użytku.

„Aby wyprodukować torby papierowe, wycina się wiele drzew, zużywa się dużo wody i środków chemicznych. Ten proces nie jest w sumie doskonały dla środowiska” - ocenił.

Jak dodał, osoby otrzymujące bony żywnościowe lub inne formy pomocy rządowej mają być zwolnione z opłat. Część z opłat pomoże natomiast sfinansować program zapewnienia bezpłatnych toreb wielokrotnego użytku.

Nowy Jork jest trzecim po Kalifornii i Hawajach stanem, który redukuje używanie plastikowych toreb. Łącznie mieszka tam 60 milionów ludzi, ok. 18 proc. populacji USA. Zgodnie z szacunkami z roku 2014 przeciętna rodzina amerykańska zużywała 1500 jednorazowych plastikowych toreb rocznie.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nitras minął się z prawdą? Przed sądem wyparł się swoich słów. Ale... "To było autoryzowane"

Sławomir Nitras / Maciej Łuczniewski/Gazeta Polska

  

Poseł Sławomir Nitras na wczorajszej rozprawie w procesie, który wytoczył prof. Sławomirowi Cenckiewiczowi, mówił o tym, że nie autoryzował wywiadu dla Rzeczpospolitej z 2008 roku. Twierdził w nim, że świadomie pomawiał kandydatkę PiS na prezydenta Szczecina, by zwiększyć szanse kandydata PO. Teraz mówi, że to nie jego słowa, a autorka tekstu - obecnie poseł Joanna Lichocka - z całą stanowczością stwierdza: "Nitras autoryzował wypowiedzi".

Sławomir Cenckiewicz został pozwany przez posła PO-KO Sławomira Nitrasa.  Zobowiązano go do usunięcia z Twittera treści, które nie spodobały się Nitrasowi, choć o wyroku i samej rozprawie dowiedział się z Twittera. Wczoraj odbyła się kolejna rozprawa - w trybie odwoławczym.

Zdaniem posła PO-KO, tweety podane przez Cenckiewicza sugerują, że jest on złodziejem. Polityk opozycji twierdzi, że do tej pory ludzie wyzywają go na ulicy.

"Takich przypadków są co najmniej dziesiątki, jeśli nie setki. Żeby nie być gołosłownym, ostatnio, gdy wychodziłem wraz z rodziną z pizzerii na ulicy Poniatowskiego, starsza pani nazwała mnie bandytą, złodziejem, który powinien siedzieć w więzieniu"

- mówił w sądzie Nitras.

[polecam:https://niezalezna.pl/284575-kuriozalny-proces-nitras-kontra-cenckiewicz-posel-po-sie-nie-przygotowal]

Co ciekawe, polityk pojawił się na rozprawie... bez dowodu osobistego, nie podał także ręki prof. Sławomirowi Cenckiewiczowi. To jednak nie wszystko.

W październiku 2008 roku na łamach "Rzeczpospolitej" Nitras ujawnił kulisy świadomego pomawiania kandydatki na prezydenta Szczecina. Był wtedy szefem jej głównego kontrkandydata.

"Był tydzień do wyborów i wiedzieliśmy, że mamy jeden słaby punkt. Kontrowersję wokół mieszkania komunalnego, które zostało Krzystkowi przyznane. Spodziewałem się, że wyciągnie to Jacek Piechota z SLD i jakąś odpowiedź na to mieliśmy przygotowaną. Ale wyciągnął to PiS. Musieliśmy natychmiast zareagować. Kandydatem PiS na prezydenta była Teresa Lubińska. Było tylko kilka godzin żeby im „oddać”. Posadziłem kilka osób przed komputerami i kazałem szukać. No i znaleźliśmy: sprawę umorzenia przez ministerstwo finansów długów pewnego działacza Samoobrony. Gdy oskarżałem o to Lubińską, wiedziałem co prawda, że to nie ona podejmowała decyzję i że potem pewnie będę musiał przepraszać. Ale efekt został osiągnięty - nazajutrz był taki chaos w gazetach, że cios został zneutralizowany"

- miał powiedzieć Nitras 11 lat temu.

Wczoraj przed sądem przypomniał o tym obrońca prof. Cenckiewicza. Wtedy Nitras... wyparł się swoich słów.

"To nie są moje słowa, Wysoki Sądzie, to nie są moje słowa. Kwestionuję to. To był nieautoryzowany wywiad i nie chciałbym, żeby to cytowano. Od razu stwierdzam: te wypowiedzi nie były autoryzowane"

- podkreślał Nitras.

Autorką tekstu, w którym padły te słowa, jest Joanna Lichocka - dziś parlamentarzystka z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Uważa ona, że Nitras minął się z prawdą przed obliczem sądu.

"To było autoryzowane. Wszystkie wypowiedzi w tym artykule dotyczącym pana Nitrasa zostały autoryzowane. Zresztą zawsze tak robiłam, że autoryzowałam wypowiedzi i przesyłałam z kontekstem, w jakim padają. Na tym polega też rzetelność dziennikarska"

- powiedziała Joanna Lichocka w rozmowie z Radiem Szczecin.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Radio Szczecin

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl