Kim byli nasi przodkowie? Każdy może sprawdzić genealogię swojej rodziny

Ilustracje z dzieła "Heraldica to iest osada kleynotow rycerskich" Józefa Jabłonowskiego z 1742 roku pokazująca stopnie pokrewieństwa w linii męskiej i żeńskiej / Cyfrowa Biblioteka Narodowa/Józef Aleksander Jabłonowski

  

„Informacji takich można poszukiwać w archiwach państwowych, księgach parafialnych, urzędach stanu cywilnego i archiwach zakładów pracy” – radzi historyk dr Marcin Szymański z Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego.

Najlepiej zacząć od zebrania podstawowych informacji w kręgu rodzinnym – daty urodzenia, ślubu, śmierci krewnych czy nazwiska panieńskie matki, babci, prababci. Źródeł dalszych może być kilka – przede wszystkim kancelarie parafialne, które wielu miejscach prowadzone są od kilkuset lat. Ale naukowiec radzi szukać raczej w archiwalnych dokumentach urzędowych, czyli w archiwach państwowych, które przechowują ewidencję ludności stałej i niestałej starszą niż 100 lat.

W każdym mieście czy w gminie przed I wojną światową, np. w Królestwie Polskim, takie spisy były robione. Można tam łatwo dotrzeć do wszelkich związków rodzinnych, miejsc zamieszkania danych osób. To daje nam już bardzo duży zakres wiedzy i w ten sposób możemy cofnąć się aż do początku XIX wieku.

– mówi.

Szymański podkreśla też, że w przypadku np. ksiąg ludności stałej i niestałej, które były prowadzone dla Królestwa Polskiego czy ogólnie zaboru rosyjskiego, istotne są również tzw. załączniki. Znajdują się tam bowiem dokumenty, na których podstawie urzędnik dokonał wpisu tj. odpisy świadectw urodzenia czy chrztu, dokumenty o zmianie wyznania, miejsca zamieszkania, wpisy o problemach z prawem, stosunku do służby wojskowej czy przysposobieniu dziecka.

Może się więc okazać, że ktoś noszący to samo nazwisko, nie jest rodzonym dzieckiem danej pary, tylko przysposobionym.

– dodaje dr Szymański.

W przypadku poszukiwań informacji o swoich przodkach z XX wieku dokumenty można znaleźć m.in. w Urzędach Stanu Cywilnego, w archiwach IPN czy archiwach np. zakładów pracy. Zdaniem historyka wiele materiałów można dziś znaleźć w internecie, m.in. w serwisie www.genealodzy.pl, w którym znajduje się mnóstwo skanów materiałów archiwalnych przede wszystkim z archiwów państwowych, ale również z akt parafialnych. Do tego jest też oficjalny serwis archiwów państwowych – www.szukajwarchiwach.pl – gdzie także sukcesywnie umieszczane są zasoby archiwalne.

W opinii Szymańskiego cofając się do początków XIX wieku, mamy duże szanse na powodzenie w naszych poszukiwaniach, ponieważ materiały te dostępne są dla każdego. Wymaga to jednak często podstawowej znajomości języka rosyjskiego lub niemieckiego, w zależności od zaboru, z którego pochodzą dokumenty. Prawdziwe „schody” zaczynają się, gdy chcemy wejść głębiej w historię naszych rodzin. Przed XIX w. nie było bowiem kancelarii urzędowych, a księgi parafialne prowadzone były dopiero od Soboru Trydenckiego (1545–1563), i to z bardzo różną pieczołowitością. Często księgi parafialne przechowywano w złych warunkach i najstarsze materiały dziś są już niedostępne. Do tego najstarsze archiwa są mocno przetrzebione przez wojny i zawieruchy dziejowe, które przetoczyły się przez Rzeczpospolitą.

W poszukiwaniach naszych przodków przed Soborem Trydenckim pojawiają się bardzo duże schody. Wymaga to już bardzo dużego doświadczenia, biegłości w posługiwaniu się średniowiecznymi dokumentami, jak również biegłości w średniowiecznej łacinie, która jest „zmorą” każdego studenta historii.

– zaznaczył historyk z UŁ.

Pomocne są też różnego rodzaju międzynarodowe serwisy genealogiczne, które – choć często są płatne – dają dodatkowe możliwości odnajdywania krewnych na całym świecie. Na poszukiwaczy swoich korzeni czyhają także pułapki. W przypadku XIX wieku, zwłaszcza w zaborze rosyjskim, jest to np. pisownia nazwisk w dokumentach urzędowych. Według historyka często zdarzało się, że urzędnicy zmieniali nazwiska osób, przerabiając je z alfabetu łacińskiego na cyrylicę. W przypadku osób niepiśmiennych były one różnie zapisywane, w zależności od tego, jak carski urzędnik usłyszał nazwisko. Kiedy zaś po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. do urzędów znów wkroczył język polski, nazwiska ponownie przepisywano z cyrylicy na język polski.

I okazywało się, że np. w przypadku tej samej rodziny, bardzo blisko spokrewnionej, jedna jej gałąź ma pisownię nazwiska np. przez „ą”, a inna część tej rodziny przez „om” lub „on”

– zauważył dr Szymański.

Historyk zwrócił też uwagę, że przystępując do badań nad swoją rodziną, trzeba być gotowym na to, co się znajdzie. Może się bowiem okazać, że nie wszystkie fakty ustalone przez nas będą ciekawe czy wręcz pozytywne.

Niejednokrotnie spotkałem się z tym, że rodzina, która dowiedziała się o różnych faktach z przeszłości swoich przodków, nie była nimi zachwycona. Żyła w kulcie dziadka, pradziadka, którego portret wisiał w salonie, a potem okazało się, że ten człowiek miał na sumieniu sporo niezbyt chlubnych dokonań.

– podkreślił dr Marcin Szymański.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dzieje.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Pijany staruszek demolował samochody

Zdjęcie ilustracyjne / twitter.com/@ Lubuska_Policja

  

Policjanci ze stołecznej drogówki zatrzymali 73-latka, który mając 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu uszkodził 12 zaparkowanych pojazdów. "Mężczyzna nie był w stanie utrzymać kierownicy w samochodzie" - poinformował asp. szt. Robert Koniuszy z oficer prasowy z mokotowskiej komendy policji.

W niedzielę około godz. 21 73-letni Andrzej D. postanowił wybrać się na przejażdżkę swoją toyotą.

"Od samego początku podejmował niebezpieczne manewry. Początkowo, przez krótki czas mu się udawało. Kiedy jechał ulicą Bałuckiego od strony Odolańskiej, postanowił skręcić w Wiktorską. Tam natknął się na pierwsze auto, które +stanęło mu na drodze+. Uderzył w jego tył i ruszył dalej"

- relacjonuje asp. szt. Robert Koniuszy.

W pewnym momencie pijany emeryt na ulicy Wiktorskiej całkowicie stracił panowanie nad pojazdem i zaczął uderzać w zaparkowane tam samochody.

"Mknął do przodu, powodując uszkodzenia i zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Zatrzymał się na volkswagenie. Łącznie uszkodził 12 samochodów" - informuje asp. szt. Robert Koniuszy.

Właściciele aut, widząc co się dzieje zadzwonili po policję. Funkcjonariusze ze stołecznej drogówki szybko przyjechali na miejsce i zatrzymali 73-latka. "Ledwo trzymał się na nogach. Badanie wykazało, że miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie" - przekazał PAP oficer prasowy z mokotowskiej komendy policji.

Andrzej D. trafił do policyjnego aresztu. Policjanci natomiast sporządzili dokumentację z kolizji drogowych. Po wytrzeźwieniu mężczyzna usłyszy zarzut kierowania pojazdem po spożyciu alkoholu. Grozi mu kara do 2 lat więzienia i utrata prawa jazdy oraz zarzuty spowodowania zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, za co sąd może go skazać na grzywnę do 5000 zł.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl