Trener Taylor otwarcie mówi o tym że jest katolikiem i o zbliżających się mistrzostwach świata

/ Andrzej Romański / pzkosz.pl [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]

  

Trener Mike Taylor, który wywalczył z reprezentacją koszykarzy drugi w historii i pierwszy od 1967 r. awans do mistrzostw świata, nie może doczekać się rozpoczęcia przygotowań do turnieju w Chinach. Na razie jednak skupia się na walce z Hamburg Towers o awans do ekstraklasy Niemiec.

Czy myśli pan już o przygotowaniach do sierpniowych mistrzostw świata w Chinach, w których Polska zmierzy się z gospodarzami, Wenezuelą i Wybrzeżem Kości Słoniowej? Czy jednak ważniejsze są mecze o awans do niemieckiej ekstraklasy?

Mike Taylor: W Hamburgu wszyscy - klub, zawodnicy, kibice - żyją walką o awans. Ja również, ale już teraz myślę o naszych przygotowaniach w Polsce i nie mogę się ich doczekać. Czekam z niecierpliwością. Cały plan mamy szczegółowo opracowany.

Reprezentacja spotka się ponownie w Wałbrzychu na pierwszym zgrupowaniu, a potem będzie seria spotkań towarzyskich, głównie z zespołami z Europy i Afryki, w tym turniej o Supercup właśnie w Hamburgu z udziałem uczestników mundialu: Niemiec, Czech oraz Węgier. A co z rozpracowaniem Chin i Wenezueli?

M.T.: Wszystko jest pod kontrolą. W przygotowaniach do MŚ oprócz ludzi - całego sztabu szkoleniowego, osób, które pracują dla reprezentacji i jeżdżą oglądać mecze rywali - wielką rolę odgrywa technika i nowe technologie. Pozwalają one na prześledzenie gry grupowych rywali w eliminacjach bez wysiłku dalekich podróży. To, że w mistrzostwach wezmą udział tak różnorodne stylowo drużyny to dla mnie największy plus i frajda tego turnieju. Poza tym reprezentacja Chin zagra w lidze letniej NBA w Las Vegas, więc będę mógł obejrzeć wiele meczów naszego grupowego rywala.

Ostatnio głośno w mediach, nie tylko polskich, zrobiło się wokół wywiadu Macieja Lampego, który dał wyraz swojemu niezadowoleniu z powodu opieki medycznej podczas ostatnich meczów kwalifikacyjnych i powiedział, że nie wie, czy wystąpi w MŚ. Czy pan rozmawiał z nim o tym? Czy wszystkie kontrowersje udało się wyjaśnić?

M.T.: Jestem w kontakcie z Maciejem, rozmawiałem z nim wiele razy, a ostatnio również z jego agentem. Z mojego punktu widzenia wszystko jest na dobrej drodze. Nasz cel to zbudowanie jak najlepszej drużyny na mistrzostwa świata i Lampe jest jej elementem. Mamy go w naszych planach przygotowań. Trzymamy kciuki za jego grę w nowym klubie w Bahrajnie.

W sobotę rozpoczęły się półfinały drugiej ligi niemieckiej, a finaliści awansują do ekstraklasy. Pana zespół rywalizuje z Niners Chemnitz, czyli numer jeden przed play off...

M.T.: Jesteśmy tu, gdzie chcieliśmy być na drodze do awansu do Bundesligi. Walka z Rostockiem w ćwierćfinałach była dla nas wyzwaniem, ale dała wiele satysfakcji. Chemnitz to zespół, który udowodnił, że jest faworytem zajmując pierwszą lokatę w sezonie zasadniczym. To doświadczona i dobrze zbilansowana ekipa, ale mamy swoje przewagi, choć nie zdradzę jakie. W pierwszym spotkaniu przegraliśmy na wyjeździe 81:87, choć prowadziliśmy przez większą część spotkania. Wierzę, że w tej rywalizacji jeszcze wszystko możliwe. To tak naprawdę finał, bo dwie najlepsze drużyny awansują do ekstraklasy.

Czy w Hamburgu, wielkim mieście z tysiącami atrakcji nie tylko sportowych, jest zainteresowaniem koszykówką?

M.T.: Zdecydowanie, choć klub jest "młody", bo ma dopiero pięć lat. Często w centrum widzę ludzi w t-shirtach Hamburg Towers. O stopniu zainteresowania świadczy to, że na większość meczów sezonu zasadniczego (oprócz dwóch) bilety zostały wyprzedane i w Edel-Optics Arena zasiadł komplet widzów, a gramy przecież na zapleczu Bundesligi. Nasza hala może pomieścić 3400 osób. Czujemy wsparcie kibiców – wygraliśmy tu 12 z 15 spotkań. I to się przekłada na atmosferę w zespole. Naprawdę, szczególnie w ostatnim czasie, poczułem dobre fluidy i energię od zawodników. Zespół jest mentalnie i emocjonalnie gotowy na walkę.

A jaki jest wielkomiejski Hamburg?

M.T.: To miasto o różnych twarzach. Koszykówka zawsze była tu jednak popularna. Mamy talenty, jak np. Louis Olinde, który zgłosił się do draftu NBA. Nasz klub, choć ma dopiero pięć lat, znakomicie funkcjonuje, patrząc także przez pryzmat relacji z władzami miasta.

Czy Wielkanoc to dla pana specjalny czas, czy w ferworze codziennych obowiązków, a tym roku jeszcze tak ważnych meczów play off, trudno poczuć ich atmosferę?

M.T.: Jestem katolikiem, więc nie tylko same święta, ale i czas przygotowań do nich to dla mnie i mojej rodziny uroczysty okres, zaczynając od początku Wielkiego Postu. W niedzielę zawsze jest rodzinny obiad, który jest jeszcze weselszy od czasu, gdy pojawił się na świecie synek Luke. Od dwóch lat urządzamy więc +polowanie+ na jajka świąteczne. Jest też spotkanie z króliczkiem wielkanocnym - maskotką i wielka frajda, gdy sadzamy synka na jego kolanach. Wielkanoc dla fanów koszykówki to także czas dobrych meczów NBA, więc trzeba właściwie gospodarować czasem.

Bez czego nie potrafi pan sobie wyobrazić świąt Wielkiej Nocy?

M.T.: Bez niedzielnej mszy świętej i właśnie króliczka wielkanocnego.

A jakie potrawy królują u pana na stole wielkanocnym? Może przygotowuje pan coś specjalnego?

M.T.: Kuchnia to nie jest pole moich działań... Jedyne, co robię to składam zamówienia na świąteczne potrawy, bo nie ukrywam, że jedzenie to dla mnie przyjemność. Można powiedzieć, że jestem +przyjacielem dobrego jedzenia+. Pieczona szynka z sosem musztardowym i warzywami, w tym pieczonymi ziemniakami, to moje ulubione danie. Święta to dla mnie przede wszystkim radosny czas spędzony z najbliższymi.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Minister rolnictwa o "prowiejskości" PSL. Wystarczyło przytoczyć wypowiedzi rolników

Jan Krzysztof Ardanowski / Filip Blażejowski/Gazeta Polska

  

Co o Polskim Stronnictwie Ludowym sądzą rolnicy? Ujawnił to dziś w TVP Info minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Według niego, PSL nie powinien nazywać się partią prowiejską.

Jan Krzysztof Ardanowski gościł dziś wieczorem w TVP Info, gdzie mówił o Polskim Stronnictwie Ludowym - które odcięło się od Platformy Obywatelskiej, ale dopiero po długich latach współpracy.

"PSL zawsze mówił o tym, że jest partią chłopską, ludową, prowiejską, nawiązującą do jakiejś tradycji. Prawda jest inna. Po pierwsze, żadnego nawiązania do tradycji ta partia nie ma moralnego prawa czynić, ponieważ ZSL, który był protoplastą obecnego PSL-u, powstał na gruzach po zniszczeniu przedwojennego PSL-u. Komuniści zniszczyli w 1947-48 roku ruch ludowy fizycznie mordując kilkuset działaczy i wtedy wyselekcjonowano grupę działaczy chłopskich, którzy się godzili na współpracę z komunistami"

- wyjaśniał minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

Zdradził on również, co na temat PSL słyszy od samych rolników.

"Coraz częściej rolnicy mówią tak: oni pamiętają o nas co 4 lata, a ważne było ile stołków i urzędów jeszcze obejmą. To dla działaczy PSL-u, a wcześniej ZSL-u było najważniejsze"

- podsumował minister.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: TVP Info, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl