Pod koniec lat 90. XX wieku, niemiecki historyk Michael Hesemann wybrał się do Jerozolimy, by tam, na miejscu śmierci i zmartwychwstania Mesjasza szukać śladów Krzyża Świętego. Stało się to dla niego nie tylko naukową drogą do Prawdy, ale także mistycznym przeżyciem – „udaję się na poszukiwanie śladów, wędruję krętymi uliczkami starego miasta, odwiedzam święte wzgórza i jaskinie, kościoły, klasztory i góry. W plątaninie Bazyliki Grobu Świętego przeżywam równocześnie sprzeczne emocje – jedność w pewności oraz niezgodę w wierze. W co można, w co wolno wierzyć?”. Uczony poszedł nie tylko tropami wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat, ale także późniejszych, kiedy do Jerozolimy trafiła św. Helena, prowadząc w roku 325 bezprecedensowe śledztwo i poszukiwania archeologiczne. Jednak, pomimo oglądania Golgoty, czy pozostałości „bramy wyroku”, Hesemann nie dotknął tego, co najważniejsze – „Niezależnie od tego, jak długo szukałem, nie udało mi się jej (relikwii Krzyża przyp. TŁ) odnaleźć w Jerozolimie. Rycerze krzyżowi i ich muzułmańscy przeciwnicy pozostawili jedynie trzy drzazgi, strzeżone zazdrośnie przez ormiańskiego patriarchę świętego miasta. >>Prawdziwy krzyż<<, owa cenna relikwia, która niegdyś nadała Jerozolimie tytuł >>civitas Crucis<< (miasto Krzyża) znikła. Rozkradziona, wyprzedana, podzielona, rozsiana po wszystkich krajach, dokładnie tak samo jak lud, którego Król zawisł niegdyś na krzyżu”.

Pod tym znakiem zwyciężysz

W roku 325 do Świętego Miasta przybyła matka cesarza Konstantyna. Sam Konstantyn, który do historii miał przejść jako pierwszy chrześcijański cesarz Rzymu, swoje nawrócenie, trwające w sumie wiele lat i przypieczętowane chrztem przyjętym niedługo przed śmiercią, także rozpoczął od Krzyża. Zwycięstwo nad Maksencjuszem odniesione w październiku 312 roku w trakcie bitwy przy Moście Mulwijskim cesarz zawdzięczał temu, iż rozkazał przełożyć na rzeczywistość wizję, którą zobaczył na niebie – Krzyż i napis „In hoc signo vinces” („Pod tym znakiem zwyciężysz”).  Greckie litery „Chi” i „Rho” oznaczające Chrystusa nakazał więc umieścić przed walką na szczycie labarum, sztandaru bojowego swoich legionów. I zwyciężył. Rok później wydał słynny edykt mediolański, przyznający wolność religijną chrześcijanom i rozpoczął cały szereg przemian cywilizacyjno-prawnych, którym myśl i wartości chrześcijańskie nadawały kierunek.

Jego matka, Helena, była córką oberżysty, po którym notabene objęła schedę, ale jej życie odmieniło się całkowicie, gdy związała się z oficerem rzymskich legionów Gajuszem Flawiuszem Konstancjuszem, zwanym Konstancjuszem Chlorusem. Konstancjusz piął się powoli w hierarchii władzy, ale na koniec, by zostać jednym z cezarów (w tamtym okresie rządziło ich czterech), zostawił Helenę i poślubił Teodorę, córkę Maksymiana, cesarza Zachodu. Ale Helena i tak została cesarzową. Do godności Augusty wyniósł ją syn, Konstantyn, kiedy pokonał wszystkich konkurentów i całą władzę zagarnął dla siebie.

Prace archeologiczne cesarzowej

Jak doszło do tego, że Konstantyn wysłał matkę do Jerozolimy na poszukiwanie Krzyża Świętego? Otóż w trakcie soboru nicejskiego w 325 roku cesarz dowiedział się od biskupa Makariusza, iż wedle tradycji, w Świętym Mieście, pod gruzami, nadal są pogrzebane relikwie pozostałe po męczeńskiej śmierci Chrystusa. Konstantyn poprosił więc Helenę, by je odnalazła. Iulia Flavia Helena wyruszyła w drogę, która stała się pielgrzymką, manifestacją wiary i pobożności, związaną z dokonywanymi po drodze czynami: jałmużną, pomocą biednym i potrzebującym. W Jerozolimie rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę prace wykopaliskowe, podczas których odkryto tuż za granicami miasta dawną cysternę, czyli skalny zbiornik na wodę, w czasach Piłata wykorzystywany jako śmietnik. Znaleziono w nim trzy stare, drewniane krzyże oraz trzy gwoździe, którymi kiedyś przybito jednego ze skazańców. Od dnia (14 września) odkrycia tej jednej z najważniejszych dla chrześcijan relikwii, obchodzone jest w Kościele Święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego.

Więcej o odnalezieniu relikwii można przeczytać w dodatku historycznym do GP.