Wiatraki na morzu dostarczą zieloną energię

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com; Steppinstars

  

Wśród ośmiu kierunków rozwoju polskiej energetyki w rządowej Polityce energetycznej Polski do 2040 r. (PEP 2040), władze stawiają na rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE). Jednym z nich będzie morska energetyka wiatrowa.

Już w 2030 r. udział OZE w końcowym zużyciu energii brutto wyniesie, jak zakłada PEP 2040, 21 proc. Oznaczać to będzie, że zielona energia przyniesie wówczas 27 proc. udział w produkcji energii elektrycznej. Między 2026 a 2035 r. mają powstać pierwsze elektrownie wytwarzające prąd z energii wiatrowej – wiatraków stawianych nad Bałtykiem (tzw. offshore). Łącznie do 2035 r. dostarczyłyby krajowemu systemowi elektroenergetycznemu łączną moc 8–10 gigawatów (GW).

Jak poinformował portal inzynieria.com za raportem WindEurope, w ub.r. w całej Unii Europejskiej inwestycje w nowe farmy wiatrowe osiągnęły łączną wartość 27 mld euro. Ma to pozwolić na uzyskanie mocy 26,7 GW. Dzięki temu powstanie 190 farm wiatrowych, przy czym dostarczą one łącznie 12,5 GW z instalacji na lądzie, zaś większość mocy – 14,2 GW – przypadnie na farmy morskie. Według WindEurope koszt budowy morskiej farmy wiatrowej, w przeliczeniu na 1 MW wynosi obecnie średnio 2,5 mln euro, podczas gdy jeszcze trzy lata temu aż 4,5 mln euro.

Wskazuje to, że wciąż istniejącą barierą w szybkim rozwoju tego rodzaju zielonej energii stanowią relatywnie wysokie koszty realizacji tego typu inwestycji. Nic zatem dziwnego, że w naszym kraju zainteresowanie w podejmowaniu tego typu przedsięwzięć przejawiają głównie największe firmy. Już rok temu Polski Fundusz Rozwoju (PFR) potwierdził, że jest zainteresowany finansowaniem takich projektów w naszym kraju. Choć według dyr. inwestycyjnego PFR, Janusza Ogłazy, zaangażowanie się w finansowanie będzie możliwe pod warunkiem opłacalności inwestycji.

Z kolei PKN Orlen zadeklarował podjęcie się budowy morskich farm wiatrowych, jednak najwcześniej dopiero w 2023 r. Łączna wielkość tej inwestycji może wynieść nawet 1200 MW. Chęć zaangażowania się w podobne przedsięwzięcie zadeklarowała także jedna z prywatnych spółek energetycznych. Polenergia prowadzi na Morzu Bałtyckim, wspólnie ze Statoil Holding Netherlands projekty budowy morskich farm wiatrowych o mocy 1200 MW.

W końcu stycznia br. Grupa PGE poinformowała, że 13 potencjalnych partnerów odpowiedziało na grudniowe zaproszenie do udziału w projekcie budowy farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. Pochodząca z nich energia elektryczna będzie w stanie zasilić nawet 4 mln gospodarstw domowych. Docelowo PGE zamierza sprzedać wybranemu przez siebie partnerowi strategicznemu po 50 proc. udziałów w dwóch spółkach celowych odpowiedzialnych za projekty morskich farm wiatrowych, a następnie wspólnie z partnerem realizować je w formule joint venture.

– Zakończyliśmy pierwszy etap selekcji i jesteśmy zadowoleni z dużego zainteresowania współpracą z Grupą PGE przy tym projekcie. Zgłosiło się wielu stabilnych partnerów, wśród których znaleźli się także najwięksi rynkowi gracze, mający na swoim koncie tysiące megawatów zrealizowanych w tej technologii. Jest to bardzo dobra perspektywa dla rozwoju i przyszłości naszego projektu offshore

– mówi Henryk Baranowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Po oddaniu do użytku morskie farmy wiatrowe budowane przez PGE mają osiągnąć maksymalną moc zainstalowaną do 2545 MW. Według przyjętych założeń pierwszy prąd popłynie z nich w 2025 r., a w 2026 r. nastąpi przekazanie inwestycji do fazy komercyjnej eksploatacji.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: pgegiek.pl, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

PiS walczy o mandaty w Wielkopolsce

/ Telewizja Republika

  

- Polacy zaczęli doceniać wagę wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wiedzą, że zapada tam wiele ważnych decyzji, ale i widzą, co można tam wyprawiać, jeśli ma się złą wolę – mówiła w Suchym Lesie (woj. wielkopolskie) ubiegająca się o mandat do europarlamentu posłanka Prawa i Sprawiedliwości, Joanna Lichocka.

Na spotkaniu z wyborcami przekonywała, że w niedzielnych wyborach Polacy powinni poprzeć ludzi, "którzy głosują za Polską, a nie przeciw Polsce". Oceniła też, że Koalicja Europejska może – także w Wielkopolsce – zdobyć w nadchodzących wyborach mniejsze poparcie od prognozowanego, bo "Polacy mają dosyć budowania konfliktu politycznego na nienawiści, szczuciu i pogardzie".

Mam wrażenie, że Polacy zobaczyli, że to jest jednak ważne, żeby w PE byli ludzie, którzy mówią tak, jak teraz mówi na przykład prezes Jarosław Kaczyński czy premier Mateusz Morawiecki: że nie zgadzamy się na nierówność w traktowaniu nas w Europie. Nie zgadzamy się, żeby Komisja Europejska przekraczała swoje uprawnienia i wtrącała się w sprawy, które są zarezerwowane dla wewnętrznej polityki - jak na przykład reforma wymiaru sprawiedliwości

 – mówiła.

Poseł zauważyła, że "społeczeństwo zaczęło wreszcie doceniać wagę tych wyborów - to jest zasługa ostatniej kadencji, kiedy zobaczyliśmy, co można wyprawiać w Parlamencie Europejskim, jeżeli się ma złą wolę".

Ludzie zobaczyli też, jak wiele ważnych rzeczy może się zdarzyć w PE i jak to jest ważne, żeby tam byli ludzie, którzy głosują za Polską a nie przeciw Polsce. Że to jest bardzo ważne, czy popiera się taką filozofię działania, żeby w imię partykularnych, partyjnych interesów sprowadzać na Polskę kłopoty, usiłować uruchomić sankcje, ograniczyć lub zamrozić fundusze europejskie - po to, żeby pognębić Polskę. Bo wtedy być może ludzie odwrócą się od rządzących i zagłosują na tych, którzy wzniecają te negatywne działania wobec naszego kraju

 - mówiła.

Posłanka oceniła, że Polacy "mają dosyć budowania konfliktu politycznego na nienawiści na szczuciu, na pogardzie".

Takie są moje doświadczenia z podróży po Wielkopolsce - jeśli ludzie nie zderzają się z kampanią, z politykami to mówią mi: proszę zobaczyć jak nam się dobrze żyje, jak działają programy społeczne. Ten konflikt oparty na sprawach światopoglądowych, negatywnych emocjach, który proponuje opozycja, jest dysonansem, wtrąceniem fałszywego dźwięku, fałszywej nuty w codzienność Polaków i to też - mam wrażenie - w znacznej mierze ich irytuje. Być może spowoduje to, że Koalicja Europejska nie wygra wyborów - również w Wielkopolsce

 - powiedziała.

Joanna Lichocka przypomniała, że PiS w Wielkopolsce walczy o "co najmniej dwa mandaty do PE", obecnie ma jeden mandat. Podkreśliła też, że wynik wyborów do PE będzie miał "bezpośredni wpływ" na wynik wyborów do polskiego parlamentu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl