Prognoza podziału mandatów po eurowyborach. Już wiadomo, kto raczej zadowolony nie będzie

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Parlament Europejski opublikował prognozę podziału miejsc. Wynika z niej jednoznacznie, że gdyby wybory do Parlamentu Europejskiego odbyły się w połowie kwietnia, Europejska Partia Ludowa (EPL) mogłaby liczyć na 24 proc. miejsc, a Socjaliści i Demokraci niespełna 20 proc. Przez brak brexitu zyskuje lewica. EPL nie ma specjalnych powodów do radości, bo choć wciąż pozostaje największą frakcją, to jej liczebność znacznie się zmniejszy, choćby w porównaniu z kończącą się kadencją. Prognoza nie pozostawia również złudzeń niektórym partiom politycznym w Polsce - spada poparcie dla Koalicji Europejskiej.

Prognoza przygotowana została w oparciu o dane z badań opinii publicznej w 28 krajach opublikowanych do 15 kwietnia.

Po raz pierwszy analitycy przygotowujący te raporty założyli, że w majowych eurowyborach weźmie udział Wielka Brytania. Przywódcy unijni na szczycie 10 kwietnia zgodzili się na przedłużenie brexitu do końca października, pod warunkiem przeprowadzenia przez Zjednoczone Królestwo wyborów do Parlamentu Europejskiego. Zmienia to nieco jego skład, bo część mandatów przypadająca Brytyjczykom miała być rozdysponowana pomiędzy państwa członkowskie.

Prognoza Parlamentu Europejskiego przewiduje, że EPL, do której należą europosłowie PO i PSL, będzie mieć 180 przedstawicieli (wobec 217 obecnie). Poprzednie badanie z końca marca dawało ugrupowaniu 188 miejsc. Największe spadki w liczbie europosłów EPL szykują się we Francji (minus 7 mandatów), Polsce i na Słowacji (po minus 5), we Włoszech, Hiszpanii, Niemczech i Czechach (po 4 mandaty mniej niż obecnie). EPL zyska za to w Grecji, gdzie może liczyć na cztery dodatkowe mandaty. Choć EPL pozostanie najliczniejszą frakcją, to jej reprezentacja w PE znacząco zmaleje w porównaniu z kadencjami 2009-2014 oraz 2014-2019.

Druga pod względem wielkości ma być grupa Socjalistów i Demokratów (S&D), w której z Polski zasiadają europosłowie SLD. PE szacuje, że będzie ona liczyć 149 osób. Z danych z końca marca wynikało, że frakcja ta będzie liczyła 142 osoby. Ten wzrost w liczbie mandatów wynika z dobrego rezultatu w badaniu brytyjskiej Partii Pracy, której aż 19 przedstawicieli ma zasilić S&D. Laburzyści mogą liczyć na 26 proc. poparcia, podczas gdy rządzący w Wielkiej Brytanii konserwatyści na 16,5 proc. Po 13,5 proc. głosów mają zebrać Partia Brexitu i eurosceptyczny UKIP, natomiast Liberalni Demokraci i Zieloni odpowiednio 9 i 7 proc.

Ze względu na tymczasowy brak brexitu zyskać mają też Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR), w których zasiadają europosłowie PiS. Zgodnie z najnowszą prognozą EKR ma liczyć 66 miejsc. Poprzednie badanie dawało frakcji 52 europosłów.

Większą frakcją ma być jednak Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE), które ma obsadzić co 10. fotel w PE (76 mandatów). Obecnie liberałowie mają 68 europosłów.

Dwie eurosceptyczne grupy - Europa Narodów i Wolności (EFN) i Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej (EFDD) - mają obsadzić łącznie 14,3 proc. miejsc, czyli o 3,8 punktu procentowego więcej niż obecnie.

Z kolei Zieloni mają mieć 6,1 proc. mandatów (praktycznie bez zmian w porównaniu ze stanem obecnym), a skrajnie lewicowa grupa Zjednoczonej Lewicy Europejskiej (GUE) 6,1 proc. (również praktycznie bez zmian.)

W Polsce największym poparciem przed eurowyborami cieszy się PiS - 40,6 proc. - co daje tej partii 23 mandaty, przed Koalicją Europejską - 36,3 proc. - co przekłada się na 21 miejsc. Na trzecim miejscu uplasowała się Wiosna z poparciem szacowanym na 8,3 proc. (cztery mandaty), a następnie Kukiz '15 (5,5 proc., trzy mandaty). Pod progiem wyborczym znalazła się Konfederacja KORWIN Braun Liroy Narodowcy (4,1 proc.) oraz Koalicja Lewica Razem (2,9 proc.).

Dane opierają się na selekcji sondaży przeprowadzonych przez krajowe instytuty badawcze w państwach członkowskich i zebranych na zamówienie PE przez agencję Kantar Public. Dane dotyczące Polski stanowią średnią z sześciu sondaży: Estymatora (z 13 kwietnia), Katar (12 kwietnia), IBRIS (11 kwietnia), Kantar (10 kwietnia), Pollster (07 kwietnia) oraz IBRIS (02 kwietnia).

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zarząd województwa bez wotum zaufania od sejmiku

/ Fczarnowski [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]

  

Jednego głosu zabrakło zarządowi województwa podlaskiego tworzonego przez Zjednoczoną Prawicę do uzyskania wotum zaufania od radnych sejmiku. Według przepisów, nieudzielenie wotum jest równoznaczne ze złożeniem wniosku o odwołanie zarządu.

W podlaskim sejmiku jest 30 radnych. Większościowy klub PiS ma 15 radnych, wspiera go także w głosowaniach przewodniczący sejmiku z Prawicy RP, który jest radnym niezrzeszonym. Opozycja - KO i PSL mają łącznie 14 radnych.

W głosowaniu ws. wotum zaufania wzięło udział 25 obecnych radnych: 15 głosowało za udzieleniem wotum zaufania, 9 wstrzymało się od głosu, był jeden głos przeciwny. Do udzielenia wotum wymaganych jest 16 głosów - bezwzględna większość głosów ustawowego składu sejmiku.

Przewodniczący sejmiku Bogusław Dębski wyjaśnił, że taki wynik głosowania oznacza nieudzielenie wotum zaufania i jest jednoznaczny z wnioskiem o odwołanie zarządu, ale ten może być rozpatrywany najwcześniej za dwa tygodnie. Dębski przyznał, że Zjednoczonej Prawicy zabrakło jednego głosu. Sesję przerwano do wieczora.

Rozpatrywanie raportu o stanie województwa oraz podejmowanie uchwały w sprawie wotum zaufania wobec zarządu województwa to nowy element w znowelizowanej ustawie o samorządzie województwa. Dębski zwrócił uwagę, że kwestia wotum zaufania wobec zarządu województwa za 2018 r. dotyczy właściwie poprzedniego zarządu koalicji PSL-PO, bo po ostatnich wyborach samorządowych Zjednoczona Prawica powołała nowy zarząd dopiero 11 grudnia, ale - jak mówi Dębski - "prawo stanowi tak, że odpowiada obecny zarząd".

Do odwołania zarządu województwa potrzeba 3/5 głosów ustawowego składu sejmiku. W województwie podlaskim to 18 głosów. Według Dębskiego nie ma obecnie w sejmiku takiej większości. Przewodniczący sejmiku przyznał zarazem, że powstało "zamieszanie". "Niedopilnowano pewnych rzeczy, nieuzgodniono" - ocenił.

W lutym 2019 r. zarząd województwa już raz był formalnie odwoływany, a potem powołany w takim samym składzie. Stało się to po tym, gdy marszałek Artur Kosicki niespodziewanie złożył rezygnację ze stanowiska, ale dwa dni później swoją decyzję odwołał. W międzyczasie jednak punkt dotyczący jego rezygnacji (formalnie to rezygnacja całego zarządu, bo jego skład powoływany jest przez sejmik na wniosek marszałka) znalazł się na porządku sesji. Kosicki został ponownie marszałkiem, zarząd powołano także w dotychczasowym składzie.

Przed wtorkowym głosowaniem ws. wotum zaufania miał być prezentowany na sesji raport o stanie województwa za 2018 r., ale radni z tego zrezygnowali, bo był omawiany wcześniej na komisjach. Nie było też chętnych do dyskusji.

Z raportem mieszkańcy mogą się zapoznać w Biuletynie Informacji Publicznej samorządu województwa. "Województwo podlaskie sukcesywnie pokonuje kolejne etapy rozwoju, poprawia wartości wskaźników i potencjał gospodarczy. Obserwowane tempo rozwoju gospodarczego jest jednak zbyt wolne, aby pchnąć region na ścieżkę stabilnych i trwałych procesów konwergencyjnych (przyczyniających się do zmniejszenia dystansu rozwojowego pozostałych województw). Rozwój przedsiębiorczości i innowacyjności regionu postępuje wolno" - czytamy we wnioskach.

Podano, że w 2018 r. na rozwój regionu - z różnych źródeł, głównie UE - wydano ok. 1,5 mld zł. Środki unijne stanowiły 72,8 proc. tych pieniędzy; 11,6 proc. to pieniądze samorządów, 7,7 proc. środki Funduszu Pracy, 5,8 proc. to pieniądze prywatne, 2,1 proc. to pozostałe źródła finansowania.

Łącznie z UE z czterech programów: Regionalnego Programu Operacyjnego, Polski Wschodniej, POWER i PROW w 2018 r. na rozwój województwa wydano łącznie 958,4 mln zł. Oceniono, że środki na inwestycje nie zaspakajają potrzeb, a zapóźnienia rozwojowe w infrastrukturze są "na tyle znaczące", że inwestycje w infrastrukturę powinny być kontynuowane.

Z raportu wynika, że Podlaskie pozostaje regionem najmniej atrakcyjnym dla inwestorów (ostatnie miejsce w rankingu IBnGR), w regionie jest też najmniej w kraju firm z kapitałem zagranicznym. Rośnie eksport z regionu, ale - zdaniem autorów raportu - za wolno. Podlaskie znajduje się natomiast na drugim miejscu w Polsce pod względem wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych, na czwartym pod względem rozwoju rolnictwa ekologicznego. Oceniono także, że w regionie bardzo dobrze wygląda dostęp do internetu zarówno dla firm, jak i osób indywidualnych.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl