Po wyjazdowej wygranej 3:1 Jurajscy Rycerze stanęli nieoczekiwanie przed szansą wyeliminowania utytułowanej Zaksy. Zawiercianie sezon zasadniczy zakończyli na czwartym miejscu, potem wygrali barażową rywalizację o półfinał z Cerradem Czarnymi Radom. ZAKSA przystąpiła do półfinału jako lider tabeli.

Przed spotkaniem, z dedykacją dla australijskiego szkoleniowca gospodarzy kibiców witał utwór „Highway to hell”, wykonywany przez rodaków Lebedewa z zespołu AC/DC. Podobnie jak na wszystkich poprzednich „domowych” meczach Warty na trybunach zasiadł komplet kibiców. O sile ich dopingu w niewielkiej zawierciańskiej hali mogło świadczyć przygotowanie dla przedstawicieli mediów ochronnych zatyczek do uszu.

Pierwszego seta gospodarze wygrali przekonująco i szybko. Pomogło im w tym mocno przeciętne przyjęcie rywali. Dwie przerwy, o jakie poprosił trener Zaksy Andrea Gardini, niewiele zmieniły. W drugiej partii przyjezdni prowadzili 10:6, 20:17, a mimo to ponownie schodzili z boiska pokonani. „Do końca meczu jest bardzo daleko” – przestrzegał rozentuzjazmowanych miejscowych kibiców spiker. Miał rację. W trzecim secie zawiercianie mieli niewiele do powiedzenia. Goście poprawili zagrywkę i przyjęcie, byli dokładniejsi i wygrali do 19. Doprowadzenie do tie-breaka nie było łatwe, ale kędzierzynianie tego dokonali. Zaczęli od serii skutecznych bloków i prowadzenia 4:1, którego do końca nie oddali, m.in. dzięki świetnej dyspozycji Sama Deroo w ataku.

W piątej partii Warta prowadziła 9:7, ale po trzech błędach gospodarzy było 9:10 i końcówkę rozstrzygnęli na swoją korzyść podopieczni trenera Gardiniego.

„Oczywiście, że czujemy niedosyt, trudno, żeby było inaczej po porażce. Myślę, że wysoko zawiesiliśmy rywalom poprzeczkę. Po raz kolejny potwierdziliśmy, że nasze wyniki to nie dzieło przypadku. Biliśmy się jak równy z równym. Po dwóch setach secie ZAKSA się obudziła i pokazała wyrachowanie i doświadczenie. Dla niej to kolejny mecz o stawkę, dla nas – jeden z pierwszych. Wynik meczu w Kędzierzynie jest sprawą otwartą”

- ocenił środkowy Aluronu Bartosz Gawryszewski.

Przyjmujący Zaksy Deroo przyznał, że w takiej sytuacji, jak po pierwszych dwóch setach środowego spotkania nigdy nie był w play off:

„Potem zaczęliśmy grać lepiej, pokazaliśmy dobrą siatkówkę, wygraliśmy trzy sety z rzędu. Aluron to dobry zespół, zrobił w tym sezonie duży postęp. Trzeci mecz zapowiada się ciężko. Jestem szczęśliwy, że przetrwaliśmy. Będziemy faworytem trzeciego spotkania, ale musimy się przygotować na walkę i uważać”.

Zdaniem szkoleniowca gospodarzy Lebedewa, do wygranej jego zespołowi zabrakło niewiele:

„Przegraliśmy w tie-breaku 12:15, czyli było blisko. Po dwóch setach rywale zmienili system gry i to nam utrudniło zadanie. Do Kędzierzyna pojedziemy po zwycięstwo”.

Rok wcześniej zawiercianie skończyli rywalizację na dziewiątym miejscu. Po rozgrywkach nastąpiła zmiana szkoleniowca – Włocha Emanuele Zaniniego zastąpił mieszkający od lat w Żorach Lebedew, wcześniej związany z Jastrzębskim Węglem.

Aluron Virtu Warta Zawiercie - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 2:3 (25:16, 25:23, 19:25, 18:25, 12:15)