Coraz więcej emocji narasta wokół sytuacji możliwości niedopuszczenia części uczniów do egzaminów maturalnych z uwagi na strajk nauczycieli. Problem polega na zwołaniu rad klasyfikacyjnych - jeśli te się nie zbiorą, wówczas realna jest sytuacja, że uczniowie nie będą mogli przystąpić do egzaminu dojrzałości.

W niektórych szkołach próbuje się wykorzystać tę sytuację jako środek nacisku w ramach prowadzonego strajku.

Zdaniem Aleksandra Nalaskowskiego, po takiej grze na brak klasyfikacji i uniemożliwienie podejścia egzaminu nauczyciele "nie mogliby wrócić do szkoły".

- W tej chwili zamykają się obrębie jednego ministerstwa, dokopuja minister Zalewskiej, która była ewidentnie delegowana do jednego zadania, przywrócenia systemu 8+4. Później, uniemożliwienie zdawania matury to działanie na styku dwóch ministerstw - uderzają wówczas w uczelnie wyższe, które są na etapie wdrażania Ustawy 2.0., która puchnie od ambicji naukowych, od ukłonu w stronę młodzieży, by kształcić ją jak najlepiej. Teraz ta młodzież nie przyjdzie

- tłumaczy prof. Nalaskowski.

- Jeśli stan nauczycielski obróci przeciwko sobie środowiska akademickie, to tak naprawdę nikt nie będzie mu już przychylny

- dodał przedstawiciel Rady Narodowego Kongresu Nauki.

Prof. Nalaskowski jest jednak zdania, że matury się odbędą.

- Myślę, że nauczyciele są zmęczeni, tak naprawdę nic nie wskórali strajkiem. Pan przewodniczący Broniarz może straszyć, ale nie będzie miał już większego wpływu. (...) On już doskonale wie, że traci wpływ, że ludzie przestają mu wierzyć

- dodał pedagog.