Jan Rulewski ogłosił w czwartek, że odejdzie z klubu PO, tłumacząc, że przeszkadzają mu "elementy lewicowe".

- Funkcjonariusze PZPR przemycają do Koalicji Europejskiej wartości, których kiedyś wytrwale bronili. Platforma za daleko się posunęła, wpisując na swoje czołowe listy funkcjonariuszy tamtego państwa

- powiedział senator. Jak dodał, trzeba oddać inicjatywę młodszemu pokoleniu, które "ma doświadczenia wyniesione z gospodarki rynkowej, z funkcjonowania demokracji, z otwartości Polski".

Rulewski pytany w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", czy po 30 latach od upadku komunizmu ma znaczenie kto był kim w PRL, powiedział: "Rozstaję się z PO, lecz oznacza to nadal partnerstwo przy wspieraniu konstytucyjnego państwa, członkostwa w Unii Europejskiej, samorządności. I niezmiennie - bycie kolegą".

Jak dodał, "pyta mnie pani, czy mamy pamiętać? Tak".

- Musimy pamiętać. Żyją jeszcze ludzie ciężko doświadczeni, prześladowani w minionym systemie i widzą, że ci, którzy w PRL świetnie funkcjonowali, czerpali profity z przynależności do partii władzy, w demokratycznej Polsce nadal zajmują uprzywilejowane pozycje. Niektórzy z nich znaleźli się na naszej liście tzw. kandydatów demokratycznych. Przy czym zaznaczam, że nie chodzi mi tylko o profity finansowe, ale też o pamięć

 - podkreślił Rulewski.

Dopytywany o jaką pamięć chodzi, senator odparł, że "o pamięć przyszłych pokoleń, która jest teraz kształtowana".

- Pojawiają się fundacje imienia osób zasłużonych w poprzednim systemie, dłonie odciśnięte na chodniku, niedługo może pojawią się pomniki ku czci zasłużonych w PRL. Tak się zmienia pamięć o minionych czasach. Ktoś musi być strażnikiem pamięci i ja tę rolę pełnię

- zaznaczył Rulewski.

Na pytanie, co mu zrobił Janusz Zemke, Rulewski odpowiedział, że osobiście nie ma do niego żadnych pretensji.

- Z wyjątkiem tego, że gdy wybuchł bydgoski marzec 1981 roku jako sekretarz propagandy w KW PZPR redagował obrzydliwe uchwały potępiające "Solidarność" i fałszujące rzeczywistość

 - podkreślił.

Dodał, że nigdy ze strony Janusza Zemke nie było gestów w stronę "Solidarności".

- Przeciwnie, organizuje obronę byłych SB-ków. W UE zajmuje się głównie ich skargami na obniżenie świadczeń emerytalnych. Nie widzę, żeby przejawiał jakieś refleksje na temat przeszłości

 - mówił polityk.

Jak podkreślił, postacie, które znalazły się w Koalicji Europejskiej, brały udział w czasach PRL "w brudnych działaniach".

- Na przykład dokonywały czystek dziennikarskich w stanie wojennym czy kadry naukowej na uczelniach. A w wolnej Polsce Janusz Zemke i inni jakoś nie wpadli na pomysł, żeby naprawić krzywdy prześladowanych

 - podkreślił Rulewski.

Senator zaznaczył w wywiadzie, że jego walka z komuną zaczęła się 40 lat temu na lekcjach konspiracyjnej historii. "Po drugiej stronie barykady był wówczas pan Zemke, który pisał o mnie artykuły, są na to dokumenty. I teraz kierownictwo partii poleca mi, żebym po 40 latach walki - zwycięskiej, nie przegranej - roznosił ulotki pana Zemkego. Nie mogę. Nie zamierzam przewracać tej instalacji politycznej, jaką jest Koalicja Europejska" - mówił Rulewski.

Jak dodał, "to nie znaczy, że będę się poddawał prądowi". "Nie godzę się na to, żeby paskudztwo, serwilizm, czy konformizm były premiowane w Polsce" - podkreślił Rulewski.