O przeprowadzeniu egzaminu gimnazjalnego we wszystkich gdańskich szkołach poinformował na konferencji prasowej zorganizowanej w środę wczesnym popołudniem, wiceprezydent Gdańska odpowiedzialny za oświatę, Piotr Kowalczuk.

Wyjaśnił, że egzamin gimnazjalny odbył się w 44 szkołach, a przystąpiło do niego 3375 uczniów. Kowalczuk dodał, że w dwóch placówkach ze względów organizacyjnych egzamin zaczął się nieco później i pisanie wydłużono o 10 minut. Wiceprezydent poinformował też, że ze względów losowych do testów nie przystąpiło dwoje nastolatków.

Wyjaśnił, że w 163 komisjach pracowało 247 osób spoza konkretnych placówek oświatowych, a kolejne 184 osoby pochodziły ze szkół.

- Nadal nie zmieniamy zdania. Popieramy nauczycieli, popieramy osoby, które strajkują dzisiaj w swojej słusznej sprawie, ale proszę pamiętać, że jesteśmy zakładnikami przepisów prawa, które mówią bardzo wyraźnie, kiedy i w jakich terminach egzamin należy przeprowadzić

– powiedział Kowalczuk i dodał, że "dziękuje wszystkim, którzy pracowali w komisjach i dali szansę młodym ludziom zdać egzamin".

- Teraz czas przed nami na kompletowanie komisji na jutro i tutaj nie ma jakiegoś większego zagrożenia. Rzeczywisty problem jest w piątek, jest to egzamin z języków obcych i tam potrzeba tych osób o wiele więcej. Cały czas te komisję są kompletowane

– powiedział Kowalczuk. Dodał, że "ma nadzieję, że uda się skompletować komisje we wszystkich szkołach".

- Mam też gorący apel i prośbę, aby ci, którzy strajkują, których prawa nie złamano do tej pory – nikt tego nie zrobił i nikt nie zamierza tego w Gdańsku ani pewnie nigdzie indziej robić, aby także uszanowali to, że są osoby, które w tym czasie pracują i takie, które chciały podjąć się pracy w komisjach egzaminacyjnych. Hejtowanie kogokolwiek czy próba szykanowania osób, które w tych komisjach pracowały nie jest chociażby zgodne z tym, co głoszą też związkowcy w kwestii swoich strajków

 – powiedział Kowalczuk. Podał, że do prób hejtowania osób pracujących w komisjach doszło w mediach społecznościowych.

- Każdy ma prawo do strajku i ten strajk jest szanowany. Każdy ma prawo pracować i ten, kto chce, pracuje, i dlatego bardzo proszę, abyśmy to wszystko uszanowali i przeszli przez ten bardzo trudny czas dla wszystkich (...) razem (...) na rzecz (...) gdańskich uczennic i uczniów. Stroną konfliktu nie są przeciwstawne strony nauczycielskie (...), stroną konfliktu jest rząd, który nie podejmuje rozwiązań na rzecz rozwiązania tej bardzo trudnej sytuacji

 – powiedział.

Dyrektor Wydziału Rozwoju Społecznego Urzędu Miasta Gdańska Grzegorz Szczuka poinformował z kolei, że z danych, które magistrat zebrał w środę rano, wynika, że w strajku brało wówczas udział 129 z 206 gdańskich placówek mających status publicznych (z tego 169 prowadzonych przez samorząd i 37 prowadzonych przez inne podmioty).

Dyrektor wyjaśnił, że według danych zebranych ze szkół w środę rano, protest kontynuuje 97 szkół i 32 przedszkola, a bierze w nim udział 2979 pedagogów (na 7,4 tysiąca) i 323 pracowników administracji i obsługi. Rozmiar protestu jest bardzo zbliżony do tego z wtorkowego rana. W ciągu dnia liczby te mogły się zmienić, bo nie uwzględniają one pedagogów, którzy – zgodnie z grafikami pracy, powinni ją rozpocząć w późniejszych godzinach.

Od poniedziałku w wielu polskich szkołach prowadzony jest strajk zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych, a w niektórych regionach także oświatową NSZZ "Solidarność". W środę w szkołach przypadał termin przeprowadzenia pierwszej części egzaminu gimnazjalnego, kolejne jego części planowane są na czwartek i piątek.