„Nie było mnie w domu. Po prostu zabrali mi dzieci” - szokująca relacja Rosjanina, który uciekł do Polski

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/StockSnap

  

- Wszystko pamiętam. Jak przyszli do mnie. Nie było mnie w tym czasie w domu. Postawili mnie w sytuacji bez wyjścia. Po prostu zabrali dzieci – opowiedział Denis Lisow, który zdecydował się uciec z trzema córkami ze Szwecji do Polski. Zaznaczył, że teraz chce żyć jak normalny człowiek. - Muszę podjąć działania, wysłać dzieci do szkoły, przedszkola, muszę pracować - dodaje.

- Mnie nie było w domu. Pracowałem. Gdybym był w domu, byłoby zupełnie inaczej. Nie pozwoliłbym na to 

– mówi Denis Lisow. Jego słowa tłumaczy z rosyjskiego adwokat Babken Khanzadyan.

W poniedziałek on i jego trzy córki: 12-letnia Sofia, 6-letnia Serafina i 4-letnia Alisa zostali zatrzymani przez polską straż graniczną na lotnisku w Warszawie. Do Polski ze Szwecji przypłynęli promem. Z Warszawy chcieli lecieć do Rosji. Straż graniczna przekazała ich policjantom z komisariatu na Okęciu. Rodzina spędziła tam noc na rozkładanych łóżkach.

Ojciec tłumaczył polskim służbom, że szwedzka opieka socjalna we wrześniu 2017 r. odebrała mu córeczki i umieściła w muzułmańskiej, imigranckiej rodzinie zastępczej po tym, jak jego żona w 2014 r. zachorowała na schizofrenię. Lisowowi przyznano cotygodniowe 6-godzinne widzenia z dziećmi. Nie mógł się z tym pogodzić, więc zdecydował się zabrać dzieci.

- Jak przyjechałem ze swoją rodziną do Szwecji, wszystko było normalnie. Jako imigranci odczuwaliśmy pewne problemy, ale byliśmy szczęśliwi, wszystko było bardzo dobrze 

– mówi Rosjanin.

Opowiada, że problemy zaczęły się, kiedy jego żona zachorowała. "Nie mogła sprawować funkcji matki, a służby szwedzkie rozpoczęły swoje działania" - mówi.

- Służba socjalna podjęła decyzję w związku ze zdrowiem matki. Ja nie widziałem jednak żadnej podstawy. Te działania były ukierunkowane, żeby jak najszybciej odebrać mi dzieci 

– twierdzi.

Decyzję o zabraniu dziewczynek z rodziny zastępczej podjął jakiś czas temu. "Ta rodzina zajmowała się moimi dziećmi bez żadnej przyczyny i podstawy. W Szwecji pewnie piszą, że ukradłem córki, ale to są moje córki. Jestem ich ojcem. Pojechałem i odebrałem je" – tłumaczy.

Opowiada, że kiedy przed komisariatem policji na Okęciu do dziewczynek podszedł opiekun zastępczy, starsza zareagowała bardzo gwałtownie.

- Była roztrzęsiona, a kiedy ten człowiek coś powiedział do niej w języku szwedzkim, zaczęła płakać 

- relacjonuje.

Na pytanie, co jest dla niego teraz najważniejsze, odpowiada: "Oczekujemy na decyzję o azylu. To jest najważniejsze w tej chwili. A później muszę podjąć działania, wysłać dzieci do szkoły, przedszkola, muszę pracować jak normalny człowiek i żyć".

Rodzina znalazła schronienie w mieszkaniu użyczonym przez jedną z organizacji. W Polsce bardzo się im podoba.

- W Polsce jest dużo parków, ładna pogoda. Cieszę się, że jestem z tatą - jestem spokojna i szczęśliwa. W końcu jesteśmy razem. Wszystko się skończyło, uspokoiło. Zawsze chciałam od pierwszego do ostatniego dnia być z ojcem. Chciałam do niego wrócić 

– mówi 12-letnia Sofia. I dodaje, że ma marzenie: "Teraz, kiedy jesteśmy już razem, chciałabym się uczyć i dostać na studia, a może nawet zostać śpiewaczką".

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...


Zarzuty dla pijanego sprawcy śmiertelnego wypadku

/ stevepb

  

Łódzka prokuratura przedstawiła 46-letniemu mężczyźnie kierującemu fiatem zarzut spowodowania w stanie nietrzeźwości wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, połączonego z ucieczką z miejsca zdarzenia. Kierowcy grozi kara do 12 lat więzienia.

Prowadzona przez Prokuraturę Rejonową Łódź-Polesie sprawa dotyczy wypadku, do którego doszło w miniony wtorek ok. godz. 15 w centrum Łodzi na skrzyżowaniu al. Piłsudskiego i ul. Kilińskiego.

"Jak ustalono, kierujący fiatem wjechał na skrzyżowanie przy czerwonej sygnalizacji świetlej, doprowadzając do zderzenia z jadącym al. Piłsudskiego oplem. Nie posiadał przy tym prawa jazdy i był w stanie nietrzeźwości - stężenie alkoholu w jego organizmie wynosiło ok. 1,9 promila" – przekazał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

W wyniku wypadku zginęła 46-letnia pasażerka fiata - żona kierowcy.

Prokurator przesłuchał podejrzanego w szpitalu. Prok. Kopania poinformował, że mężczyzna przyznał się do zarzutu i odmówił złożenia wyjaśnień, zasłaniając się niepamięcią. Podał, że przypomina sobie tylko moment, gdy wsiadał do samochodu.

Jeszcze w czwartek prokuratura planuje skierować do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie 46-latka.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts