Weteranka z AK napisała poruszający list do nauczycieli: „Pokażcie i wy, że umiecie służyć Polsce”

zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/Pexels

  

Dla dobra młodych musimy czasem ustępować; walczmy o swoje, ale róbmy to z rozsądkiem, bez czynienia krzywdy tym, dla których zdecydowaliśmy się przyjąć nasze powołanie - zaapelowała w liście otwartym mjr Danuta Szyksznian ps. Sarenka, emerytowana nauczycielka i żołnierz Armii Krajowej. Jak zaznaczyła, "jest dużo do naprawienia, ale naraz się wszystkiego nie dokona". "Nie wciągajmy w to młodzieży, a na pewno odwdzięczą się miłością i szacunkiem" - dodała

W liście skierowanym do "kolegów i koleżanek" z zawodu weteranka podkreśliła, że ich praca jest powołaniem, służbą i miłością do młodzieży. "I to właśnie dla dobra młodych musimy czasem ustępować" - wskazała.

Jak zaznaczyła, zdaje sobie sprawę z tego, że ta służba jest "słabiutko opłacana" i nie jest traktowana z należytym szacunkiem.

Walczmy o swoje, ale róbmy to z rozsądkiem, bez czynienia krzywdy tym, dla których zdecydowaliśmy się przyjąć nasze powołanie. Oni też to na swój sposób przeżywają i nie bardzo wiedzą, co mają robić. To są pierwsze egzaminy w ich życiu. To samo w sobie jest już ogromnym stresem, a teraz jeszcze dochodzą im wątpliwości czy egzaminy się odbędą, czy nie, czy może stracą cały rok 

- napisała Szyksznian.

Zwróciła także uwagę, że nauczyciele są dla młodzieży wzorem.

Pokażmy więc, że umiemy dochodzić do porozumienia i przygotujmy nasze dzieci do egzaminów. Przecież żaden rząd nie chce rujnować oświaty. Oczywiście, jest dużo do naprawienia, ale naraz się wszystkiego nie dokona. Nie wciągajmy w to młodzieży, a na pewno odwdzięczą się miłością i szacunkiem 

- zaapelowała. "Jestem pewna, że tylko chwilowo się pogubiliśmy, i że czujecie w swoich sercach podobnie jak ja" - dodała.

Według Szyksznian politycy nie mówią "nie" nauczycielom na próby porozumienia.

Pokażcie i wy, że umiecie służyć Polsce, i że chcecie rozmawiać i dochodzić do ugody wierząc, że nikt nie chce Was oszukiwać 

- przekonywała.

Weteranka, która jest patronką Szkoły Podstawowej nr 14 w Szczecinie, życzyła nauczycielom, by doszli do porozumienia z władzą. Zapewniła także o swojej wierze w miłość nauczycieli dla swojego powołania i służby ojczyźnie.

Więcej rozsądku, mniej emocji - oto droga do porozumienia. Wierzę, że Wasz rozsądek doprowadzi tę sytuację do szczęśliwego zakończenia - za co dziękuję Wam już teraz, w imieniu naszych dzieci, ich rodziców oraz swoim własnym 

- napisała Szyksznian.

W liście wspominała także czasy okupacji, gdy uczestniczyła w strajku uczniowskim w 1940 r. w Wilnie. "Dotyczył obrony polskich nauczycieli, których masowo zwalniano ze szkół i zastępowano pedagogami litewskimi" - wyjaśniła. Zaznaczyła przy tym, że był to jedyny strajk szkolny, w jakim brała udział. Dodała, że nie przypomina sobie strajków o podwyżki już po wojnie.

Ale nawet, gdyby takie były, to nie brałabym w nich udziału, bo przecież wiedziałam, jaki zawód wybieram 

- podkreśliła.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Matka ma zgodę sądu by... zmienić płeć dziecka. Ojciec jest bezsilny. Ta sprawa szokuje!

/ 3DMaennchen

  

Przeprowadzona zostanie chemiczna kastracja zdrowego dziecka, bo jedno z rodziców ma takie życzenie? Okazuje się, że tak absurdalna i przerażająca historia jest możliwa. Sąd w Teksasie orzekł, że 7-letni James może stać się Luną. Zrozpaczony ojciec przegrał walkę z matką chłopca.

Jeffrey Younger jest ojcem 7-letniego chłopca, którego matka stwierdziła, że woli mieć córkę. Niestety, nie udało mu się zwyciężyć w sądzie i uchronić syna przed zmianą płci. Potyczka dotyczyła opieki nad dzieckiem. Sprawę, choć ojciec podnosił, czym to grozi, wygrała matka.

Zdaniem ojca, chłopiec nie chce być dziewczynką, ale sąd w Dallas w Teksasie pozostał głuchy na jego argumenty.

Na podstawie jego wyroku matka dziecka, dr Anne Georgulas, uzyskała pełnię praw rodzicielskich i będzie mogła teraz zmienić Jamesa w Lunę. Jak podają media, kobieta będzie miała całkowitą swobodę w podawaniu dziecku żeńskich hormonów i środków blokujących okres dojrzewania. To oznacza chemiczną kastrację 7-latka.

Co więcej, ta niezrozumiała decyzja sądu obliguje ojca do uznania Jamesa za dziewczynkę. Od tej pory ma zwracać się do syna, jakby był córką, nie może zabierać dziecka w otoczenie, które uważa go za chłopca a sam będzie zmuszony do udziału w lekcjach dotyczących gender i transseksualizmu!

Jak podkreślają media, ojciec obawia się o życie Jamesa.

Do skutków ubocznych chemicznej terapii, polegającej na podawaniu dziecku hormonów płciowych, należą m. in.: zakrzepica żył, podniesiony poziom tłuszczu we krwi, kamienie żółciowe, wzrost wagi, bezpłodność, niskie libido, zaburzenia erekcji, czy nadciśnienie.

Pod wyłączną opiekę matki trafił również brat bliźniak Jamesa - Jude.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dorzeczy.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl