Płonie konfesjonał, płacze zdradzony gej, czyli udawanie sztuki

"Strachy" / Daniel Chrobak

  

Silnie podbudowaną ideologią wykluczenia „mniejszości seksualnych” wystawę o tematyce homoseksualnej autorstwa Daniela Rycharskiego, w Muzeum Sztuki Współczesnej można zobaczyć do 22 kwietnia. Można, ale nie trzeba. I nie warto.

Trudno żeby sztuka lub nawet jej substytuty nie dołączały do dyskusji nad kształtem społeczeństwa, zwłaszcza gdy w Polsce rośnie napięcie pomiędzy dwoma wizjami współczesności. W dyskusję (czy raczej walkę) nad istotą wolności w XXI wieku włącza się także i finansowane przez stołeczny budżet Muzeum Sztuki Współczesnej. Wystawa Daniela Rycharskiego „Strachy” ustawiona w jednej Sali muzealnej zawiera różne konstrukcje, usilnie zwane rzeźbami, które mają wyrażać cierpienie homoseksualistów, ich prześladowania i nietolerancję ze strony – a jakże! – Kościoła katolickiego i konserwatywnego narodu polskiego. Ale oprócz tego, że twory Rycharskiego są produkowane w znanym i tysiąckrotnie powtarzanym na całym świecie schemacie kulturowego ucisku, to w dodatku ich artystyczne wykonanie jest jakby żywcem wyjęte z literatury końca lat 40-tych, z socrealistycznych produkcyjniaków, jest po prostu słabe. Płonący konfesjonał na ekranie czy krzyże ubrane w odzież „ciemiężonych” homoseksualistów mają wzruszać „ich”, a bulwersować „nas”. I tu jest pewien dylemat – oburzać się na zideologizowaną narrację, która uderza w nasze wartości, jednocześnie
nadając Rycharskim i Nikomu-nieznalskim rozgłos, czy przemilczeć i pozostawić w ciszy, ale też być obojętnym na – schematyczne, ale jednak – prowokacje.

Homofoby, wyzyskiwacze, antysemici… i rasiści!

Gdyby istniał odgórnie zapisany kanon liberalnej definicji Polaka, to Rycharski wpisałby się weń swoją wystawą z zapałem prymusa. W sali wystawowej zaliczamy bowiem wszystkie negatywne stereotypy dotyczące naszego społeczeństwa, doprawdy wszystkie – nawet takie, o których zapominał późny PRL. Mamy więc krzyż złożony z dwóch żerdzi, zabranych z miejsca samobójstwa dwóch dziewcząt, które targnęły się na swoje życie rzekomo z powodów nietolerancji wobec ich lesbijskiego związku. Są też wiszące pod sufitem różnobarwne krzyże ubrane w odzież, jak zapewniają organizatorzy wystawy, przyjętą od osób homoseksualnych, które doznały dyskryminacji. Nie mogło jednak zabraknąć sugestii o antysemityzmie – na jednym z ekranów wyświetla się film z wysepki na której „fragment scenografii z filmu «Pokłosie»” – czytamy w informacji muzealnej. Widać z tego, że dzisiejszym twórcom nie trzeba już realnych dowodów na antysemityzm, bo wystarczy dekoracja z filmu fabularnego… Ale dlaczego części szat duchownych katolickich w innym obiekcie, układają się w strój Ku Klux Klanu? Charakterystyczna dla kultury południowych stanów USA postawa antymurzyńska do Polski docierała co najwyżej w serialach amerykańskich, gdzież więc w Polsce szukać właścicieli afrykańskich niewolników zmuszających do pracy na polach bawełny? Oglądając monotematyczną wystawę o ucisku wykluczonych i polskim wyzyskiwaczy, można pomyśleć, że autorowi zabrakło już oskarżeń i trzeba było przypinać społeczeństwu kompletnie obce rozrachunki. Rycharski jednak nie zapomniał o pańszczyźnie, skoro ustawił tam także kolorową bramę przypominającą zniesienie w 1864 roku obowiązku pracy na szlacheckim folwarku. Z tej narracji oskarżającej narodową tożsamość zrezygnowała PRL-owska kinematografia już w czasach Jaruzelskiego, ale widać co się przylepi do wizerunku Polaka, to się współczesnym artystom przydać może. Wielki kamienny krzyż wbity w łóżko podpisany jest przeinaczonym przesłaniem Jana Pawła, który mówił, że „nie ma miłości bez Solidarności”, zaś przy łóżku widnieje jego trawestacja: „Bez sprawiedliwości nie ma solidarności”. Czym jest ta sprawiedliwość? Akceptacją postulatów ruchów homoseksualnych i potępieniem polskości – co bije z każdego kąta muzealnej sali.

Szkoda drewna

A jednak w jednej rzeczy autor wyszedł ponad średnią obrazoburczości. Dwa sąsiadujące ze sobą ekrany, na których płoną drewniane elementy, mają być bliźniaczymi odmianami dwóch odmiennych punktów widzenia. Na jednym ekranie płonie część konfesjonału, a na drugim gejowskiego darkroomu. Porządni ludzie mogą nie wiedzieć czym jest darkroom i być może wiedzieć nie powinni – a jednak chodzi tu o pomieszczenie w klubach dla osób homoseksualnych, w których można uprawiać seks bez zobowiązań, ba, nawet seks anonimowy, nie wiedząc z kim, czy nawet nie widząc twarzy partnera. Takie wynalazki już dawno dotarły do Polski i są obecne w „pubach” dużych miast, ale do Muzeum jako element sztuki, zrównany z miejscem spowiedzi przed Bogiem, trafiają chyba pierwszy raz.

Nie jest tajemnicą, że autor wystawy deklaruje się jako homoseksualista. W wywiadzie dla dwutygodnika „Kontakt” z 2017 roku opowiadał o swoim związku z duchownym, który go ostatecznie porzucił. Czy dlatego Rycharski epatuje łączeniem homoideologii z wiarą katolicką? Czy jest to forma autoterapii czy zemsty na Kościele, który na związki partnerskie nie pozwala?

Mały brudny hotel

Ciekawe, że sztuka tzw. LGBT w Polsce pozostaje daleko za awangardowymi formami wyrazu w bardziej tolerancyjnych krajach. Muzea LGBT w Londynie czy Berlinie pokazują już dalece bardziej zaawansowane dylematy homoseksualnych społeczności – łączenie się par o ordynarnych fantazjach seksualnych (sadyzm, masochizm), częsta zmiana partnerów (promiskuityzm) czy zmiany płci. A u nas? Wciąż tylko opresyjny Kościół katolicki i do znudzenia powtarzane narzekania na polskie konserwatywne społeczeństwo. Schematyczna treść, wyświechtane formy wyrazu i potrzeba obrazoburstwa dają się najlepiej skomentować uniwersalnym fragmentem wiersza Zbigniewa Herberta, który przestrzegał, że „jeśli tematem sztuki / będzie dzbanek rozbity / mała rozbita dusza / z wielkim żalem nad sobą / to co po nas zostanie / będzie jak płacz kochanków / w małym brudnym hotelu / kiedy świtają tapety”.

Tekst ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska”, nr 11 z 13 marca 2019

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska, niezalezna.pl.

Tagi

Wczytuję komentarze...

Oj, będzie wesoło w tym nowym sejmie! POSŁUCHAJCIE spiskowych teorii reżysera Brauna

Grzegorz Braun / Fot Fotomag/Gazeta Polska

  

Alternatywny, centralny bunkier dowodzenia, gdzie państwo położone w Palestynie będzie chciało przenieść swoje zasoby strategiczne i broń jądrową - takimi niedorzecznymi teoriami jeden z liderów Konfederacji Grzegorz Braun uzasadnia budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. TO TRZEBA ZOBACZYĆ!

Werdykt wyborców sprawił, że w kolejnej kadencji Sejmu zobaczymy wiele kontrowersyjnych postaci. Z jednej strony „posłować” będzie skandalistka Klaudia Jachira i znana ze skrajnie antykościelnych poglądów Joanna Senyszyn, z drugiej zaś strony zobaczymy w akcji politycznego celebrytę z muszką -  Janusza Korwin-Mikke i głoszącego niedorzeczne teorie, ocierające się o antysemityzm - reżysera Grzegorza Brauna.

Choć proces legislacyjny może na skutek nieobliczalnych pomysłów ekscentrycznych posłów nieco ucierpieć, to z punktu widzenia przeciętnego obserwatora polskiej sceny politycznej, nowa kadencja zapowiada się bardzo ciekawie. Może nie będzie merytorycznie, ale z pewnością będzie wesoło.

Swoistym preludium do (być może) czekającego nas sejmowego kabaretu jest zapewne wypowiedź jednego z liderów Konfederacji Grzegorza Brauna, na temat „ukrytych” i „tajemnych” celów budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Grzegorz Braun często mówił publicznie o budowaniu w Polsce "kondominium rosyjsko-niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym", ale tym razem przeszedł już chyba sam siebie.

Na krótkim filmie rozmówca reżysera przypomina rozmowę sprzed trzech lat, podczas której dowiedział się od niego o „wielkim kopaniu bunkra, gdzie państwo położone w Palestynie będzie chciało przenieść swoje zasoby strategiczne i broń jądrową”.

Braun potwierdza słowa swojego rozmówcy, oceniając, że będzie to „alternatywny, centralny bunkier dowodzenia”, a jego możliwa lokalizacja - to planowana budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego.

ZOBACZCIE SAMI

Reżyser bez wyobraźni jest zwykle słabym reżyserem, ale poseł głoszący serio i publicznie teorie "wyssane z palca" jest zwykle słabym posłem.
Nie możemy się już doczekać, co Grzegorz Braun będzie mówił z trybuny sejmowej, a zainteresowanym polecamy zakup popcornu i wygodny fotel. Kabareciarze mogą go znienawidzić

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, twitter.com

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl