Asystent Lecha Wałęsy od wielu miesięcy żmudnie wyłapuje "hejterów" na Twitterze. W przeszłości zapowiadał, że będzie banował wszystkich, którzy używają słów "OTUA" lub "Bolek".

Tym razem Szczerba wziął się za użytkownika "smok05" na Twitterze. Detektywistyczny zmysł asystenta Wałęsy doprowadził go na trop radnego Prawa i Sprawiedliwości z Gliwic, który miałby się ukrywać pod tym nickiem. Na jakiej podstawie oskarżony został radny Tomasz Tylutko? To już "tajemnica śledztwa".

Tomasz Tylutko, gliwicki radny Prawa i Sprawiedliwości, mógł być zaskoczony, bo nieoczekiwanie stał się osobą niezwykle rozpoznawalną. Jednocześnie wylewała się na niego fala hejtu. Za sprawą Mirosława Szczerby, a także wielu dziennikarzy powielających nieprawdziwe informacje, dochodziło do internetowego linczu na Tylutce. Ostatecznie on sam zabrał głos i rozwiał wszelkie wątpliwości.

"Nie korzystam z Twittera. Nie zakładałem konta o nazwie smok05 i wpisy nie są mojego autorstwa. Prawdopodobnie poczynię kroki prawne i skieruję na policję"

– powiedział radny w rozmowie z portalem tvp.info.

Co na to Szczerba? Początkowo bagatelizował swoje spektakularne pudło w zakresie działań detektywistycznych. I grzmiał: "przekażcie mu, że czekam na przeprosiny".

Co ciekawe, wpis Mirosława Szczerby powielił nawet Mikołaj Wójcik, szef działu politycznego gazety "Fakt". Zreflektował się on dopiero wtedy, gdy okazało się, że asystent Wałęsy puścił obrzydliwego fake-newsa, oskarżającego niewinnego człowieka. "Poniosło mnie" - napisał Wójcik po fakcie.

Ostatecznie jednak Mirosław Szczerba zdecydował się przeprosić Tomasza Tylutkę. Słowo "przepraszam" napisał nawet z wielkich liter, tak jak wielka była jego wpadka. Zapowiedział jednocześnie ściganie prawdziwego posiadacza konta o nazwie "smok05".

Ta sytuacja pokazała, jak przewrotne bywa życie. Wystarczy chwila, by z internetowego łowcy hejterów stać się autorem absurdalnego i fałszywego oskarżenia. Inni internauci mogą tylko wyciągnąć z tego wnioski.