To zupełnie inna opowieść o Solidarności od tej opowiadanej na rocznicowych akademiach i tej ze szkolnych podręczników! Inna też od tej, w której centrum była Stocznia Gdańska…

Huta Katowice była największym zakładem w Polsce, nadzorowanym ściśle przez Związek Sowiecki: legitymację PZPR numer jeden miał w hucie Leonid Breżniew, a rudę żelaza przywożono tu szerokim torem ze Związku Sowieckiego. Przed przyjazdem Breżniewa wyrwane w górach potężne sosny, pozbawione korzeni, zalewano betonem tak by robiły wrażenie rosnących w alei prowadzącej do bramy zakładu. O tym, ilu ludzi zginęło zalanych betonem w czasie ekspresowej budowy, prowadzonej także nocami, krążyły legendy…

30-tysięczna załoga to byli ludzie młodzi z całej Polski, przede wszystkim ze wsi, skuszeni obietnicą otrzymania mieszkania i dużymi jak na PRL płacami, które tracili w potężnej dyskotece TIP-TOP.

To był chichot historii, która komunistów potraktowała z sarkazmem. Ta młoda załoga huty pogoniła komunistów jak mało kto w Polsce. Bardziej nawet niż w Stoczni Gdańskiej

- mówi Andrzej Rozpłochowski, ówczesny maszynista w hucie.

Oto w samym centrum sowieckiego eksperymentu wybuchła Solidarność z siłą większą niż gdziekolwiek. A na jej czele stanął, pokonując lidera podstawionego przez komunistów, nieprzejednany antykomunista Rozpłochowski.

To romantyczna część opowieści o Sierpniu 80, ale Rozpłochowski jako ktoś, kto nadał wydarzeniom zaskakujący dla komunistów bieg nie ma wątpliwości, że protesty te zostały zainspirowane przez jedną z komunistycznych frakcji…

Sensacyjna rozmowa poniżej: