Jak pisały w ubiegłym tygodniu media, w październiku prywatna szkoła w stolicy nie przyjęła 6-letniej córki jednego z polityków Alternatywy dla Niemiec (AfD), który zasiada w landowym parlamencie rządzonym przez lokalnych socjaldemokratów z SPD (Berlin jest miastem na prawach kraju związkowego RFN). Jednak zgodnie z ubiegłotygodniowa ekspertyzą prawników lokalnego ministerstwa edukacji decyzja szkoły… „nie była dyskryminująca”.

„Przepisy dotyczące równego traktowania mogą być stosowane w prywatnych szkołach tylko w ograniczonym stopniu, np. gdyby chodziło o dyskryminację ze względu na rasę lub pochodzenie etniczne”

- przekonywali urzędnicy.

Teraz, jak donosi portal dw.com, przedstawiciele Bundeswehry maja zniknąć ze szkół w Berlinie. Chcą tego lokalni działacze SPD. Na zjeździe berlińskich struktur partii zdecydowano, że szkoły nie są odpowiednim miejscem do popularyzacji działań wojskowych. „Zabrania się organizacjom militarnym reklamowania swojej działalności w szkołach” – berlińska SPD chce, aby taki zapis znalazł się w znowelizowanej ustawie o szkolnictwie.

Według przedstawicieli ugrupowania młodzież szkolna jest w wieku, w którym dopiero rozwijają się podstawowe przekonania i wartości. „Tym bardziej młodzież podatna jest na wojskową propagandę i bagatelizowanie realnych zagrożeń operacji militarnej” – czytamy.

Jednak prasa zauważa, że inicjatywa berlińskiej SPD wywołała falę krytyki, także we własnych szeregach.

„Bundeswehra jest demokratyczną armią parlamentarną. Żołnierze zasługują na nasz szacunek. Kto podejmuje tak bezsensowne decyzje, powinien sam trzymać się z dala od szkoły”

– napisał na Twitterze wpływowy działacz SPD Thomas Oppermann, będący obecnie wiceprzewodniczącym Bundestagu.

Inicjatywę skrytykowało też ministerstwo obrony kierowane przez chadecką CDU. Rzecznik resortu powiedział, że rola Bundeswehry jest dokładnie określona w konstytucji, z czego wynikają wizyty jej przedstawicieli w szkołach.