Rosjanin sypie - na Kremlu zawrze! Wraca sprawa wojny z Gruzją. W tle zlecenia zabójstw

Władimir Putin / en.kremlin.ru

  

Na łamach „New York Timesa” Michael Schwirtz pisze z Równego na Ukrainie o procesie Rosjanina, który – jak twierdzi – zabił Ukraińca na zlecenie rosyjskich służb. Wyłania się obraz zlecania przez Moskwę zabójstw Ukraińców, którzy w 2008 roku pomagali Gruzinom w wojnie z Rosją.

Oskarżony, z którym autor rozmawiał w areszcie w Równem, Oleg Smorodinow, nie jest rosyjskim agentem, ma przeszłość kryminalną, a – jak przyznaje – zabijać zgodził się dla korzyści materialnych, a wobec znajomych wręcz chwalił się nawet, że jest szpiegiem.

Z opublikowanego w niedzielę obszernego artykułu Schwirtza wynika, że miał listę z nazwiskami sześciu Ukraińców. Zdążył zabić jednego – Iwana Mamczura w 2016 roku. Wyjechał potem do Rosji, ale wrócił na Ukrainę, na urodziny swojej byłej przyjaciółki. Ta zawiadomiła policję i Smorodinowa aresztowano.

Autor zwraca uwagę na przyjęcie w 2006 roku w Rosji prawa, zezwalającego na dokonywanie za granicą zamachów na tych, których Moskwa uzna za „ekstremistów”. Wskazuje też, że dla ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania zabójstwo Mamczura było „częścią łańcucha zbrodni, których głównym celem jest destabilizacja kraju” – jak powiedział Schwirtzowi szef ukraińskiej policji Serhij Kniaziew.

Okazało się, że ludzie z listy Smorodinowa to ukraińscy wojskowi, którzy w 2008 roku byli w Gruzji. Schwirtz przypomina, że kilka lat przed tamtą trwającą zaledwie pięć dni wojną Ukraina potajemnie sprzedała Gruzji nowoczesną broń przeciwlotniczą. Broń ta została z powodzeniem użyta po stronie gruzińskiej w 2008 roku przeciwko rosyjskim samolotom. Rosjanie nie chcieli uwierzyć, że gruzińscy żołnierze potrafili obsługiwać ten skomplikowany system. Twierdzili, że musieli im pomagać żołnierze ukraińscy.

Autor podkreśla, że dla prezydenta Władimira Putina było to aktem zdrady. Rosyjski przywódca zapowiedział wtedy na konferencji prasowej, że jeśli potwierdzi się, iż broń obsługiwali specjaliści z Ukrainy, Rosja „skontaktuje się” z nimi.

Schwirtz dotarł do listy, którą w swoim komputerze miał Smorodinow. Pięciu z sześciu znajdujących się na niej mężczyzn nadal żyje. „Przynajmniej na razie” – jak powiedział Kniaziew. Autor ustalił w różnych źródłach, że wszyscy byli w 2008 roku w Gruzji; jeden z nich zapewniał, że nie uczestniczył wtedy w działaniach wojennych.

„NYT” podkreślił, że nie podaje nazwisk tych ludzi w obawie o ich bezpieczeństwo. Schwirtz uzyskał też od władz ukraińskich potwierdzenie, że Mamczur był w Gruzji, gdy rozpoczęła się wojna z 2008 roku, jako jeden z dowódców „trzeciego pułku operacji specjalnych armii ukraińskiej, elitarnej formacji, której żołnierze walczyli też w Iraku i w Afganistanie”.

Autor odnotowuje, że przedstawiciele władz ukraińskich zapewniali go, iż ani Mamczur, ani żaden inny ukraiński żołnierz nie brał udziału w walkach w Gruzji. Kreml nigdy w takie zapewnienia nie uwierzył.

Smorodinow nie okazuje skruchy i zakłada, że zostanie uznany za winnego. Przyznaje, że gdyby go nie aresztowano, prawdopodobnie zabijałby nadal, „odhaczając” kolejne nazwiska z listy. Ma nadzieję, że zostanie wymieniony na jednego z wielu Ukraińców w rosyjskich więzieniach. Jednak strona rosyjska dotąd w ogóle się nim nie zainteresowała.

„On nie rozumie, że nikt go nie potrzebuje - cytuje autor komendanta ukraińskiej policji. – Został zapomniany, spisany na straty (...). Nasz wróg ma niestety w odwodzie mnóstwo takich ludzi jak on”.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Brudne ręce warszawskiego ratusza? Będzie zawiadomienie do prokuratury ws. osadów z "Czajki"

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

W poniedziałek złożę zawiadomienie do prokuratury ws. możliwości popełnienia przestępstwa przez warszawski ratusz - powiedział Ireneusz Stachowiak z Solidarnej Polski. Dodał, że odnalazł w gm. Jeziora Wielkie doły, do których - jego zdaniem - mogą być przywożone osady z oczyszczalni ścieków "Czajka". - Pewne jest to, że takie odpady - poszlamowe, są wywożone i zakopywane na terenie tej gminy - stwierdził.

Stachowiak, który jest prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu i liderem Solidarnej Polski w regionie kujawsko-pomorskim powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że "TVP Info podało, że odpady z Czajki były wywożone m.in. do jednej z gmin w województwie kujawsko-pomorskim, czyli Jezior Wielkich".

Ja ustaliłem na miejscu m.in. po rozmowie z wójtem, że tam jest "firma krzak", która wywozi różne odpady m.in. osadowe. One są w miejscowości Wójcin zakopywane w dołach. Gmina nie może poradzić sobie z tą firmą, która prowadzi ten proceder w sposób nielegalny 

- dodał.

[polecam:https://niezalezna.pl/288992-scieki-trafialy-do-wisly-ciezarowki-wywoza-odpady-poza-warszawe-a-trzaskowski-ucieka-wideo]

Zaznaczył, że w gminie Jeziora Wielkie (Kujawsko-pomorskie) nie ma składowiska odpadów ani możliwości ich przeróbki, a jest firma, która "w sposób nielegalny je zagospodarowuje".

Oczywiście kartki na osadach w tej gminie nie ma, ale prawdopodobieństwo tego, że są to osady z "Czajki" jest bardzo duże. Pewne jest to, że takie odpady - poszlamowe, są wywożone i zakopywane na terenie tej gminy

- stwierdził Stachowiak.

Podkreślił, że w jego ocenie nie ma wątpliwości odnośnie popełniania przez kogoś przestępstwa.

"Jeżeli informacja z TVP Info o wywożeniu odpadów z Czajki do tej gminy jest pewna, a ja ją tak traktuję, to zlokalizowaliśmy dokładne miejsce - nie składowisko, ale doły, do których trafiają odpady. Ten szlam jest zakopywany w ziemi"

- powiedział PAP.

[polecam:https://niezalezna.pl/289030-czyn-zagrozony-kara-pozbawienia-wolnosci-do-10-lat-jest-sledztwo-ws-czajki]

Stachowiak, który kandyduje do Sejmu z 8. miejsca na liście PiS w okręgu bydgoskim (nr 4) zapowiedział, że w poniedziałek złoży do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez warszawski ratusz.

[polecam:https://niezalezna.pl/289007-wladze-warszawy-nie-poinformowaly-kancelarii-prezydenta-o-awarii-spalarni-w-czajce]

"To miasto stołeczne Warszawa informuje, że odpady z Czajki są utylizowane w sposób prawidłowy. To ratusz wynajął firmy do tego celu, a one najprawdopodobniej zakupują osady w dołach" - wskazał Stachowiak.


Warszawskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji informowało w czwartek, że na przełomie listopada i grudnia ub.r. z eksploatacji została wyłączona Stacja Termicznej Utylizacji Osadów Ściekowych (STUOŚ), co było związane z uszkodzeniem jednego z urządzeń spalarni. Przedsiębiorstwo zaznaczyło jednocześnie, że zdarzenie to nie stanowi zagrożenia dla ludzi i środowiska, a wyłączenie Stacji nie ma wpływu na sprawne funkcjonowanie oczyszczalni ścieków "Czajka".

Od tego czasu z oczyszczalni wywożone są odpady pościekowe. Jak informowało MPWiK, miesięczny koszt ich wywozu to 1,7 mln zł (wyliczony na podstawie kosztów wywozu od 01.01.2019 r. do 31.08.2019 r.), ale w tym samym okresie spółka nie poniosła miesięcznych kosztów, czyli około 0,8 mln zł, które ponosi, jeśli działa spalarnia.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl