Niemal całe przemówienie Grzegorz Schetyna poświęcił edukacji - to ostatnio nośny temat. Zaczęło się od personalnego ataku na minister Annę Zalewską. Miał on związek z oczywiście "apolitycznym" protestem nauczycieli, jaki planuje organizować Sławomir Broniarz.

"Dzisiaj bardzo wyraźnie mówimy, że to nie przejdzie, Polacy są mądrzy, nie doceniacie ich, pani Zalewska nie da rady uciec do Brukseli, bo po prostu Polacy jej nie wybiorą"

- powiedział Schetyna.

"A my najpierw rozliczymy minister Zalewską ze zniszczenia polskiej szkoły. W przyszłym tygodniu PO zgłosi wobec niej w Sejmie wniosek o wotum nieufności"

- zapowiedział.

Schetyna nie mógł się powstrzymać przed tym, by nie mówić o Prawie i Sprawiedliwości. Partia rządząca była cały czas na ustach lidera opozycji. Konkretów praktycznie nie było - można było za to posłuchać, jakie zdanie o partii rządzącej ma przywódca Platformy Obywatelskiej. Tylko czy trzeba było do tego organizować konwencję?

"Polskie szkolnictwo to dziś chaos i upadek. Nie mówię tu tylko o zbliżającym się strajku nauczycieli, bo ten strajk to tylko objaw choroby. Przyczyną jest cały system PiS oparty na braku szacunku i zaufania, na głuchocie na głosy fachowców, na przekonaniu, że oni w PiS-ie są najmądrzejsi, a reszta to gorszy sort. Doprowadzili szkoły na skraj przepaści i nic dalej do nich nie dociera"

- powiedział lider PO.

"Polska szkoła może być najlepsza i najnowocześniejsza na świecie. Tylko z ministerstwa edukacji musi odejść ta żałosna ekipa"

- wypalił. Dodał, że obecny rząd "zniszczył lasy, stadniny, a dziś upada polska szkoła, służba zdrowia i finanse publiczne".

W tym samym czasie swoją konwencję w Gdańsku miało Prawo i Sprawiedliwość. Prezes Jarosław Kaczyński oraz premier Mateusz Morawiecki mówili o programie swojej partii, nie odnosząc się przy tym prawie wcale do partii opozycyjnych. Różnicę da się zauważyć gołym okiem. Werdykt w tej sprawie wydadzą wyborcy - najpierw 26 maja, później na jesieni.