Maciej Małysa, filmowy ks. Sopoćko: „Widziałem łzy w oczach widzów”

Maciej Małysa jako ks. Michał Sopoćko / fot. Kondrat Media/mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

Już dziś do kin wchodzi najnowszy film Michała Kondrata pt. "Miłość i Miłosierdzie" opowiadający o kulcie Bożego Miłosierdzia. "Niczego nowego nie usłyszymy ponad przekaz, że to miłość rządzi światem. I nie chodzi od razu o to, że mamy ukrzyżować samych siebie - chodzi o spojrzenie z miłością na drugiego człowieka, podanie ręki drugiemu człowiekowi. Wystarczy" - mówi w rozmowie z Niezalezna.pl aktor Maciej Małysa, który w filmie wciela się w postać. błogosławionego ks. Michała Sopoćki.

W filmie „Miłość i Miłosierdzie” wciela się pan w bł. ks. Michała Sopoćkę. Co było dla pana największym wyzwaniem podczas odgrywania tej roli?

Propozycję zagrania ks. Sopoćki dostałem od Michała (Michała Kondrata, reżysera filmu - przyp. red.) tuż przed rozpoczęciem zdjęć, więc wtedy było to dla mnie duże zaskoczenie i oznaczało to pracę w bardzo dużym tempie. Z perspektywy czasu oceniam tamte tygodnie i miesiące bardzo dobrze, właściwie nie napotkałem podczas pracy na planie większych trudności. Pewnym wyzwaniem były kwestie techniczne. Na przykład w scenie, gdy siostra Faustyna umiera, ksiądz Sopoćko udziela jej błogosławieństwa - my musieliśmy oddać ten gest błogosławieństwa w taki sposób, jak wykonywano go jeszcze przed soborem, tak, by zachować wierność ówczesnym, przedwojennym realiom.  Innym wyzwaniem było to, że nagrywaliśmy film równocześnie po polsku i angielsku, co znacznie wydłużało czas pracy i wymagało od nas, aktorów, szczególnego skupienia. Natomiast jeśli chodzi o samą postać księdza Sopoćki, to dużo dały mi konsultacje z ludźmi, którzy go znali, literatura o nim, a także modlitwa.

Znał pan wcześniej biografię ks. Sopoćki?

Słyszałem oczywiście o nim, ale nie znałem dobrze jego historii i ogromnego wkładu w dzieło zapoczątkowane przez s. Faustynę. W momencie, kiedy przyszła propozycja, zacząłem zgłębiać jego biografię i mogę powiedzieć, że ten proces nadal trwa - nadal księdza Sopoćkę poznaję i „zaprzyjaźniam” się z nim, co daje mi sporo radości.

Co takiego zainspirowało pana w księdzu Michale, że postanowił Pan pogłębić tę „przyjaźń”?

Chyba to, że w pewnych kwestiach jest moim całkowitym przeciwieństwem (śmiech). Ja postrzegam sam siebie jako człowieka dosyć leniwego, a on był bardzo pracowity. Osiągnął wiele nie tylko jako kapłan, ale aktywnie działał na wielu innych polach - budował kościoły, był wykładowcą, społecznikiem i pomagał osobom borykającym się z alkoholizmem. Jego postać kojarzy mi się ze zmarłym niedawno Slavko Barbericiem, księdzem posługującym w Medjugorje. Kiedy odszedł, okazało się nagle, że trzech księży nie jest w stanie ogarnąć tego wszystkiego, co on robił samodzielnie. Wyobrażam sobie, że ks. Sopoćko był właśnie taki, niesamowicie zdyscyplinowany i systematyczny, a przy tym otwarty na działanie Ducha Świętego, pozbawiony niezdrowego perfekcjonizmu. W jego dzienniku wyczytałem taką myśl, która mnie bardzo poruszyła. Jako 80-letni ksiądz napisał, że drży na myśl o Sądzie Bożym, na którym stanie z pustymi rękoma. A przecież on tyle zrobił!

Czego, oprócz takiej pokory i pracowitości, możemy nauczyć się od granego przez pana bohatera?

Myślę, że przede wszystkim tego, co on sam całym swoim życiem głosił: przejawiającego się w czynach miłosierdzia, które jest najprostszym i jednocześnie najcenniejszym darem, jaki możemy dać innej osobie. Bo cóż z tego, że wygłoszę płomienne kazanie na temat miłosierdzia, a chwilę później na ulicy popchnę drugiego człowieka tylko dlatego, że chcę gdzieś szybciej dotrzeć?  Sopoćko mówił często, że „o czymś wiemy, ale zapominamy”. Na tym polega cała sztuka, żeby wiedzieć i nie zapominać. Niczego nowego nie usłyszymy ponad przekaz, że to miłość rządzi światem. I nie chodzi od razu o to, że mamy ukrzyżować samych siebie - chodzi o spojrzenie z miłością na drugiego człowieka, podanie ręki drugiemu człowiekowi. Wystarczy.

To, co pan mówi, pokrywa się z przesłaniem, a właściwie jednym z przesłań filmu - że w „Dzienniczku” s. Faustyny słowo „miłosierdzie” najczęściej łączy się z czasownikami i to jest dla nas, chrześcijan lekcja do odrobienia.

Tak, dokładnie. Sama wiedza czy teoria nie wystarczą. Trzeba jeszcze poprzeć je działaniem i dobrym przykładem.

A jaki był dla Pana najbardziej poruszający moment podczas pracy na planie „Miłości i Miłosierdzia”?

Trudno wskazać taki jeden moment, ujęła mnie atmosfera, jaka panowała przy pracy nad tym filmem od samego początku. Na pierwszy dzień zdjęciowy przyszedłem raniutko, kręciliśmy wtedy ujęcia u sióstr szarytek w Warszawie. Przy furcie klasztornej usłyszałem z głośnika piękny śpiew. Na początku myślałem, ze to radio, ale jedna z sióstr wyprowadziła mnie z błędu, tłumacząc, że to siostry tak modlą się w kaplicy. Mówię - a, to pewnie nie można tam iść.  Siostra jednak zaprosiła mnie do środka. Wszedłem do kaplicy i to był moment tuż po komunii świętej, siostry były w uniesieniu, uwielbieniu Boga. Niesamowity, mistyczny moment, który dostałem od razu, na „dzień dobry”. Takich momentów było zresztą więcej; niemal codziennie coś się zdarzało. Czasem wystarczy, że ktoś na nas spojrzy w inny, dobry sposób i dzień układa się inaczej. To dla nas lekcja i wyzwanie - my też tak powinniśmy patrzeć na ludzi. Cóż z tego, że jest ten film, jeśli miałby nie działać, nie zmieniać nas samych?

Z jakimi reakcjami na film spotkał się Pan w Watykanie?

W pamięci utkwiła mi zabawna sytuacja. Pamiętam, że przyleciałem do Rzymu bez obiadu, więc po pokazie i dyskusji byłem już bardzo głodny. Mimo poczęstunku nie byłem w stanie zjeść, bo co chwila widzowie „napadali na mnie” (śmiech). Mówiąc już całkiem serio, film wywołał duże zainteresowanie, widziałem poruszenie na twarzach widzów. Niesamowite było też to, że to był przekaz w wigilię 60-lecia zakazu kultu miłosierdzia. Bardzo symboliczne.

A Wilno? Jak film został przyjęty wśród tamtejszych widzów?

Byliśmy z Michałem (Kondratem, reżyserem „Miłości i Miłosierdzia” - przyp. red.) bardzo pozytywnie zaskoczeni. Widziałem łzy w oczach widzów, były owacje na stojąco, poruszenie nawet u najmłodszych widzów.

Co my, Polacy możemy wynieść z tej produkcji? Jakie główne przesłanie niesie ten film?

Najkrócej mówiąc - bądźmy miłosierni. Jeśli ktoś chce doświadczyć miłosierdzia, powinien je świadczyć - wybaczać… Gdy patrzymy na tę trójkę: Faustyna-Sopoćko-Jan Paweł II,  to jest to wielkie wyzwanie dla nas, Polaków. Każdy ma swoją furtkę i drogę, na miarę swoich możliwości, ale nie miejmy kompleksów, że Polacy to ktoś gorszy. Postać Sopoćki jest wspaniałym przykładem osoby pracującej, ale jednak nie pracoholika. Musimy mieć świadomość, że mieliśmy i mamy wspaniałych ludzi w naszym narodzie - i trzeba próbować ich naśladować.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Wałęsa poleciał i odleciał! Były prezydent w USA narzeka na Polskę oraz wręcza kuriozalny list

Lech Wałęsa w Izbie Reprezentantów USA / https://www.youtube.com/channel/UCXCjgHrMgPEqDvCmPc9BbJA

  

"Dzisiaj w naszym kraju łamie się Konstytucję, uchwala się prawa, które podporządkowują rządzącym niezależne instytucje, ogranicza się i atakuje swobodną wymianę myśli" - skarżył się w amerykańskiej Izbie Reprezentantów Lech Wałęsa. Były prezydent ostrzegał przed rządami "populistów" w Polsce oraz wręczył kongresmenom list... w swoim stylu, czyli pełen literówek oraz z niewykasowanymi podpowiedziami fonetycznymi przy wyrazach w języku angielskim.

Były lider "Solidarności" przebywa z kilkudniową wizytą w Waszyngtonie w celu uczczenia 30. rocznicy rozpoczęcia transformacji ustrojowej w Polsce. W programie wizyty, podczas której towarzyszy mu Leszek Balcerowicz, były wicepremier i minister finansów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, są spotkania z amerykańskimi politykami i organizacjami społecznymi, wystąpienia oraz spotkania z mediami. Dzisiaj spotkał się z kongresmenami w Izbie Reprezentantów.

Prowadzący posiedzenie kongresmen William R. Keating podkreślał, iż demokracja wymaga poświęceń, a Europa jest teraz zupełnie innym kontynentem niż w 1989 roku. O Wałęsie powiedział, że "przywrócił Polsce jej prawowite miejsce wśród demokratycznych państw". Były przywódca Solidarności przekazał amerykańskim kongresmenom list; jego treść opublikował na Facebooku.

To było nasze wspólne zwycięstwo – zwycięstwo dobra na złem, ludzi wolnych nad dyktaturą, zwycięskiej demokracji nad totalitaryzmem. Cały proces zapoczątkowała polska „Solidarność”, ale gdyby nie wsparcie, jakiego udzielił nam wolny świat, a zwłaszcza nasz niezawodny potężny przyjaciel, Stany Zjednoczone, nasza droga do wolności byłaby z pewnością dłuższa i być może wszystko potoczyłoby się inaczej

- przyznaje Wałęsa.

Następnie były prezydent podsumował 30 lat rozwoju Polski, jako państwa demokratycznego, "symbolu sukcesu gospodarczego". "Pamiętam, że w tamtym okresie powtarzałem Amerykanom, że potrzebujemy ich generałów – General Motors i General Electric" - zażartował. Potem zaś skupił się na zagrożeniach, jakie jego zdaniem niesie dzisiejszy świat. 

Po udanej rewolucji w naszym kraju i ponad dwadziestu (pisownia oryginalna - przyp. red) latach pozytywnych przemian politycznych I prawnych, w Polsce pojawiły się zagrożenia, których najzwyczajnie (pisownia oryginalna - przyp. red.) nie przewidzieliśmy. Dzisiaj w naszym kraju łamie się Konstytucję, uchwala się prawa, które podporządkowują rządzącym niezależne instytucje, ogranicza się i atakuje swobodną wymianę myśli

- narzeka Lech Wałęsa.

Okazało się, że Wałęsa, który "tymi rękami obalił komunizm", wstawił się za sędziami i prokuratorami z minionej epoki. Zaznaczył, że są odsuwani przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Można by się zapytać, dlaczego populistyczna partia, która dzisiaj rządzi w Polsce, tak postępuje? No cóż – twierdzą, że budują prawdziwą demokrację, eliminując postkomunistyczne złogi w wymieninonych (!) instytucjach. Jednak nawet bez głębszej analizy, kiedy przyjrzymy się tym sędziom i prokuratorom, którzy padają ofiarą szykan, widzimy, że wielu z nich nie mogło mieć nic wspólnego z komunizmem. Jedyne, co ich łączy to to, że nie chcieli się włączyć do gry, narzucanej im przez ich politycznych szefów. A największy paradoks to to, że obecna władza sama wykorzystuje kilku byłych komunistów o ile mogą być przydatni w ich politycznych rozgrywkach. Nie są więc konsekwetni (!), za to wykorzystują ten element instrumentalnie. Mogę się tylko domyślać, co nimi tak naprawdę kieruje, oprócz doraźnych zysków. Przypuszczam, że przydzielanie lukratywnych posad znajomym, niekontrolowane przez niewygodne dla rządzących instystucje (!) kontrolne, swobodnie mieści się w ich sposobie myślenia

- stawia diagnozę były prezydent.

Wałęsa wymienił kilka przykładów rzekomego naruszenia prawa, opowiadając o przypadkach zmagań o Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa oraz Sąd Najwyższy. 

Jeśli nie będziemy uznawać wartości, a także nie będziemy mieli faktycznego poczucia, czym jest demokracja, populiści, którzy dzięki niej są w stanie zyskać wladzę (!), mogą zniszczyć fundamenty demokracji w państwie. Zmiany w systemie prawnym Polski zostały już skrytykowane przez kilka instytucji europejskich, chociażby przez Komisję Europejską czy Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Raport Heritage Foundation [Heritydż Faundaszion], którego siedziba mieści się niedalego (!) stąd, wraz z Wall Street Journal [Wal Strit Dżernal] ostrzegał, że dzisiejsi rządzący w Polsce skupiając w swoim ręku zbyt wielką władzę mogą wystawić na szwank zarówno swobodę działalności gospodarczej, prawo własności, czy inwestycje

- grzmiał Wałęsa, z emocji nie usuwając fonetycznych podpowiedzi, które przygotował sobie na okoliczność przemowy.

Doświadczyliśmy w przeszłości znacznie większych trudności, a jednak zawsze udawało nam się przetrwać i wyzwolić siebie i innych spod władzy tyranów. Może to jest taka nasz misja w historii? Przezwyciężymy więc i obecne problemy, a te tylko nas umocnią, tak jak się zawsze działo dotychczas. Przecież słowa takie jak wolność, niepodległości, demokracja, praworządności, bezpieczeństwo i solidarność mają tak wielkie znaczenie, zarówno w języku polskim jak i angielskim. Niech Bóg błogosławi Ameryce i Polsce! Dziękuję

- kończy Lech Wałęsa.

 

 

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Facebook

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl