Cimoszewicz chce debatować, ale... nie z kontrkandydatami. Padło tylko jedno nazwisko

Włodzimierz Cimoszewicz / fot. Patryk Lubon / Gazeta Polska

  

Były premier i "jedynka" stołecznej listy Koalicji Europejskiej Włodzimierz Cimoszewicz kompletnie lekceważy kandydatów konkurencyjnych ugrupowań, z którymi zmierzy się w wyborach do Parlamentu Europejskiego już 26 maja. Unika debaty, a rozmawiać chce tylko... z Jarosławem Kaczyńskim. Tymczasem Jacek Saryusz-Wolski - warszawski kandydat PiS - spokojnie odpowiada: "Ja jestem gotów".

Koalicję Europejską, która wystawi wspólne listy w zaplanowanych na 26 maja wyborach do europarlamentu, tworzą: PO, PSL, SLD, Nowoczesna i Zieloni. Cimoszewicz startuje z miejsca pierwszego listy Koalicji w Warszawie, z rekomendacji Sojuszu Lewicy Demokratycznej. O możliwość debaty przedwyborczej z "jedynkami" list do Parlamentu Europejskiego z PiS, europosłem Jackiem Saryusz-Wolskim i z partii Wiosna - Robertem Biedroniem - były szef rządu został zapytany dziś w "Faktach po faktach" w TVN24.

"Nie przewiduję żadnej debaty z kandydatami w tym okręgu wyborczym. Natomiast proszę bardzo: jeżeli jest taka gotowość, jeżeli jest wystarczająco wiele odwagi, gotów jestem zmierzyć się publicznie w takiej fundamentalnej dyskusji o Europie, a nie wara od naszych dzieci, z Jarosławem Kaczyńskim. On jest byłym premierem, ja jestem byłym premierem. Wierzę, że jest również niezłym znawcą w zakresie spraw międzynarodowych"

- zadeklarował Cimoszewicz.

Na uwagę, że Kaczyński nie startuje w eurowyborach, były premier odparł, że lider PiS "decyduje o wszystkim, gdy chodzi o jego formację i jego kandydatów".

"Jego kandydaci mają takie poglądy, jakie każe im mieć pan Jarosław Kaczyński, w związku z tym po co rozmawiać z zamiennikiem, jeśli można rozmawiać z autorem"

- wypalił.

Tym samym Włodzimierz Cimoszewicz zaprezentował kompletny brak szacunku do swoich kontrkandydatów. Unikanie debaty może nie przysporzyć mu dodatkowych punktów procentowych.

Zupełnie inne stanowisko prezentuje Jacek Saryusz-Wolski. "Jedynka" Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie deklaruje gotowość do rozmów.

"Oczywiście, że tak, ale czytałem, że premier Włodzimierz Cimoszewicz wyklucza debatę ze mną"

- odpowiedział dziś Saryusz-Wolski w Polsat News na pytanie, czy jest gotów do debaty.

Do sprawy odniosła się też Beata Mazurek. I zaproponowała byłemu premierowi, by wypowiedział się na jeden temat:

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Pentagon testuje pociski o zasięgu ponad 500 km

/ FLICKR.COM/clayirving/CC BY-SA 2.0

  

- USA przeprowadziły test wystrzelonego z lądu, konwencjonalnego pocisku manewrującego, który trafił w cel po pokonaniu odległości ponad 500 km - poinformował Pentagon. To pierwsza taka próba, odkąd USA oficjalnie wystąpiły z układu INF.

W wydanym komunikacie Pentagon przekazał, że test odbył się wczoraj na San Nicolas Island w odległości ok. 120 km od wybrzeża Kalifornii.

Gdyby USA nadal były stroną INF - układu o likwidacji pocisków rakietowych pośredniego i średniego zasięgu - taka próba byłaby zakazana. Porozumienie to zakazywało produkowania, przechowywania i stosowania pocisków rakietowych o zasięgu od 500 do 5500 km.

Pentagon zapowiadał już w marcu, że przeprowadzi tę próbę rakietową, jeśli Rosja nie zacznie stosować się do zapisów INF. Dziennik "Washington Post" pisał wówczas, że na listopad planowany jest dodatkowo test pocisku o zasięgu ok. 2900-4000 km.

Na początku sierpnia minął półroczny okres, jaki Stany Zjednoczone dały Rosji na powrót do przestrzegania INF. W konsekwencji USA oficjalnie wycofały się z traktatu. Moskwa odrzuca oskarżenia, że ponosi odpowiedzialność za jego zerwanie, i również wycofała się z układu.

USA zarzucają Rosji, że wbrew zapisom INF rozmieściła nowe pociski manewrujące SSC-8 (w rosyjskiej nomenklaturze wojskowej - 9M729), które są lądową wersją bazujących na okrętach podwodnych pocisków SSN-21 Sampson, mogą być uzbrojone w głowicę atomową i mają zasięg ponad 2000 km.

Cytowany wczoraj przez agencję Reutera rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu powiedział, że jego kraj nie rozmieści nowych pocisków tak długo, jak Stany Zjednoczone będą wykazywać się podobną powściągliwością w Europie i Azji.

Na początku sierpnia prezydent Rosji Władimir Putin ostrzegał, że Moskwa będzie zmuszona rozpocząć opracowywanie nowych pocisków nuklearnych średniego i pośredniego zasięgu, jeśli USA zaczną to robić po wycofaniu się z INF. Obwinił USA o "upadek" traktatu, ale zaznaczył, że Moskwa i Waszyngton muszą wznowić rozmowy o kontroli zbrojeń, aby zapobiec wybuchowi "nieograniczonego" wyścigu zbrojeń.

Traktat INF został podpisany w 1987 roku w Waszyngtonie przez przywódców USA i ZSRR: Ronald Reagana i Michaiła Gorbaczowa. Do czerwca 1991 roku obie strony wywiązały się z postanowień umowy; ZSRR zniszczył 1846 pocisków objętych umową, a USA - 846.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl