- Autor bardzo jednoznacznie krytykującego działalność Gdańskich Nieruchomości audytu - audytor wewnętrzny, pracownik Gdańskich Nieruchomości - został miesiąc po przekazaniu wniosków audytowych na biurko swojego szefostwa, dyrekcji Gdańskich Nieruchomości, zwolniony z pracy. Z tego, co mówili mi inni urzędnicy Gdańskich Nieruchomości, było to motywowane tym, że padło na niego podejrzenie, jakoby miał wynosić (poza firmę) jakieś informacje

– powiedział szef klubu radnych PiS w gdańskiej Radzie Miasta Kacper Płażyński na konferencji prasowej.

Podkreślił, że „pracownik ten wykonał kapitalną robotę”.

- Przygotował bardzo szeroki, 56-stronicowy audyt, który faktycznie suchej nitki na Gdańskich Nieruchomościach nie zostawił

 - zaznaczył Płażyński. Dodał, że pracownik ten „miał rzekomo wynosić dokumenty publiczne”.

- Ja mogę ze swojej strony oświadczyć, że nigdy żadnych dokumentów od tego pana nie otrzymałem

 – powiedział radny PiS.

W odpowiedzi na zarzuty Gdańskie Nieruchomości przesłały dzisiaj oświadczenie, w którym poinformowano, że 1 lutego 2018 r. decyzją dyrektora tego zakładu utworzono Dział Audytu i Kontroli.

- Dotychczas rozproszone kompetencje kontrolne zostały zebrane w jednej komórce organizacyjnej. Obowiązki kierownika nowo utworzonego działu zostały powierzone pracownikowi w wyniku rekrutacji wewnętrznej na czas określony od 1.02.2018 r. do 31.12.2018 r.

 – czytamy w oświadczeniu.

Zakład poinformował też, iż 27 grudnia 2018 r. wspomniany pracownik „został poinformowany, że powierzenie obowiązków na stanowisku kierownika nie będzie kontynuowane oraz że wszczęta została procedura wypowiedzenia umowy o pracę”.

- Wynikało to wprost z likwidacji stanowiska audytora zewnętrznego, na którym pracownik był zatrudniony przed zmianami organizacyjnymi i utworzeniem Działu Audytu i Kontroli

 – zaznaczono.

„Nieprawdziwe jest stwierdzenie radnego Miasta Gdańska z Prawa i Sprawiedliwości, że pracownik został zwolniony w związku z wykryciem rzekomych nieprawidłowości. Dokumenty wyniesione z zakładu przez pracownika nie stanowiły oficjalnego dokumentu audytowego podlegającego udostępnieniu, a jedynie formę wewnętrznych notatek z dokonywanych czynności”

– głosi oświadczenie. „Działania kontrolne w Gdańskich Nieruchomościach są realizowane w sposób ciągły, jako element prawidłowego nadzoru nad funkcjonowaniem zakładu” - podkreślono.


27 lutego gdańscy radni PiS poinformowali, że w komunalnym zakładzie Gdańskie Nieruchomości, odpowiadającym za ok. 19,5 tys. miejskich lokali i użytkowych, może dochodzić do nieprawidłowości takich, jak ustawianie przetargów, przekroczenia wydatków za wykonane prace oraz niewłaściwe ich fakturowanie.

8 marca dyrektor Gdańskich Nieruchomości Przemysław Guzow, poinformował, że były uchybienia w działalności tego zakładu i wychwycił je m.in. ubiegłoroczny audyt, po którym podjęto działania naprawcze.

Guzow dodał, że audyt zakończył się we wrześniu ub.r. Według niego „główne uchybienia polegały na tym, że wobec ustalonych w zakładzie procedur w konkretnych przypadkach okazywało się, że te procedury nie były dotrzymywane”. Jak dodał, nieprawidłowości polegały na tym, że wykonywano pewne pilne prace (np. naprawę kanalizacji w jakimś budynku), a dopiero potem powstawała notatka dotycząca danej awarii.

Guzow przyznał, że w zakładzie dochodziło też do uchybień związanych z "niewłaściwym ewidencjonowaniem przejazdów służbowymi samochodami". Wyjaśnił, że karty drogowe nie były uzupełniane na bieżąco, a w niektórych przypadkach w ogóle nie były prowadzone.

Podkreślił, że po wykryciu uchybień "wyciągnięto konsekwencje i wdrożono działania naprawcze". Dodał, że wobec kierownika jednej z komórek organizacyjnych zakładu wszczęto procedurę zmierzającą do jego zwolnienia i procedura ta trwa. Dyrektor podkreślił, że uchybienia, za które - zdaniem dyrekcji zakładu - odpowiada wspomniana osoba, nie miały takiego charakteru, który wymagałby zawiadomienia policji: nie dochodziło do nadużyć finansowych, ale do łamania procedur.

Guzow poinformował, że konsekwencje związane z uchybieniami dotknęły również kilka innych osób, ale w ich przypadku – w ocenie dyrekcji zakładu, nie było konieczności wszczęcia procedur zmierzających do zwolnienia: osoby te zostały przesunięte na inne stanowiska lub skierowane na szkolenia mające zapobiec ewentualnym nieprawidłowościom w ich pracy.