Co Cimoszewicz zostawił w leśniczówce?! Ruina - ujawnia „Gazeta Polska”! Zobacz ZDJĘCIA

Piotr Mecik/FORUM

Koalicja Obywatelska od momentu powstania budziła sporo emocji. Ich programu nie ma co szukać, jeszcze go nie ogłosili. Najważniejszym celem jest według Włodzimierza Cimoszewicza jest odsunięcie PiS od władzy. Nikt nie powinien być zdziwiony - tylko o tym mówi opozycja od przegranych wyborów w 2015 roku. Byłego premiera „Rzeczpospolita” zapytała, dlaczego porzucił „polityczną emeryturę”. Ocenił, że słyszy, „jak w Polsce larum grają”. Z kolei „Gazeta Polska” ujawniła, jak Cimoszewicz porzucił wynajmowaną przez lata leśniczówkę w Puszczy Białowieskiej. Pozrywał nawet boazerię.

Grzegorz Schetyna na początku lutego ogłosił powstanie Koalicji Europejskiej. Wyciągnął z kapelusza kilka dawno niewidzianych nazwisk. Wśród nich znalazł się Włodzimierz Cimoszewicz. Samo powstanie KE, w której znalazło się grono leciwych już nieco polityków, pobudziło wyobraźnię internautów. Nawiązywano do dinozaurów, o których mówiła niedawno Ewa Kopacz.

Dziś w „Rz” zapytano, dlaczego b. premier porzucił "polityczną emeryturę". "Bo słyszę, jak w Polsce larum grają" - odparł Cimoszewicz.

"Blisko cztery lata bezprawia, pogardy dla milionów ludzi, ich praw i wolności, dla demokracji i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Cztery lata rządów łapczywych nepotów, niekompetentnych karierowiczów i kolesiów, lekkomyślnego braku odpowiedzialności za państwo, jego bezpieczeństwo i jego przyszłość. Lata kompromitowania Polski w świecie, amatorszczyzny politycznej i dyplomatycznej, działań sprzecznych z racją stanu. Cztery lata życia w państwie króla Ubu, w zaduchu kłamliwej i agresywnej pogardy dla niezależnej kultury"

- mówił.

W odniesieniu do tej "przyzwoitości" i "łapczywości", o której mówi Cimoszewicz, "ciekawie" wygląda leśniczówka, z której wyprowadził się były premier. „Gazeta Polska” dotarła do wyników kontroli posesji dzierżawionej przez polityka. Pozdejmowane framugi w drzwiach oraz oknach, gniazdka i kontakty elektryczne, a nawet… boazeria.

Jacek Liziniewicz pisze w „Gazecie Polskiej” o stanie wynajmowanej za półdarmo przez 17 lat leśniczówki w środku Puszczy Białowieskiej.

"W czasie gdy Cimoszewicz udawał, że kupił domek i remontuje go za swoje pieniądze, trwały remonty, oczywiście za publiczne pieniądze" - zaznacza autor.

Publikujemy fragment tekstu oraz część zdjęć z aktualnego numeru "Gazety Polskiej":

Wynik kontroli

„Gazeta Polska” dotarła do wyników kontroli posesji dzierżawionej przez Włodzimierza Cimoszewicza. Wynika z niej, że przez 17 lat użytkowania były premier, niczym car, robił sobie, co mu się żywnie podobało. Okazało się, że na działce postawił garaże samochodowe, a także zbiornik na płynny gaz LNG. Wszystko powstało bez jakiejkolwiek zgody. Tymczasem stawianie zbiornika na gaz jest szczególnie niebezpieczne. Prawo ściśle reguluje możliwość jego umieszczenia. Konieczne jest uzyskanie warunków zabudowy. Inwestycję nawet w mniejszy niż u Cimoszewicza zbiornik trzeba zgłosić w starostwie powiatu. Należy wykonać mapę geodezyjną z naniesioną lokalizacją zbiornika, a specjalista musi wykonać projekt. Potem w trakcie eksploatacji trzeba zamawiać okresowe kontrole UDT. To konieczne. Tymczasem kontrola LP wykazała, że Włodzimierz Cimoszewicz na budowę zbiornika nie miał wymaganych zgód. Mało tego, kontrolerzy wykazali również, że były premier, niczym carowie, wydzielił sobie swój fragment puszczy. Oczywiście płacił za tę dzierżawę za nieco ponad połowę terenu. Po zmierzeniu przez kontrolerów okazało się, że faktycznie zajmowana przez byłego premiera działka jest większa o 0,17 ha, niż mówią o tym dokumenty. Lasy Państwowe naliczyły już karę Cimoszewiczowi za użytkowanie tego terenu przez 17 lat; kara wyniosła nieco ponad… 800 zł. Zażądano również rozbiórki garaży i likwidacji zbiornika gazowego. Wszczęto procedurę administracyjną.

Wyprowadzka

Nic dziwnego, że Lasy Państwowe postanowiły rozwiązać umowę z Włodzimierzem Cimoszewiczem. Ten jednak, zanim został ostatecznie wykurzony, rozpoczął robienie cyrku. Twierdził, że nie chce, by PiS wykorzystywało to, iż mieszka w Puszczy Białowieskiej. Dzisiaj opuszczona leśniczówka w niczym nie przypomina przytulnego domku z materiału TVN-u. Wyprowadzając się, Włodzimierz Cimoszewicz postanowił zabrać wszystko, co da się wynieść. Z kuchni zniknęły nie tylko meble, samowar oraz inne pamiątki, lecz także piec. Powyrywano gniazdka i instalację elektryczną. Zabrano drzwi, ościeżnice i parapety. Zerwano nawet… boazerię. To o tyle dziwne, że raz użytych paneli nie da się ponownie wykorzystać. To, co zrobiono, to totalna demolka. Widać to po ganku, który wycięto, aby wynieść część większych rzeczy. Zapiekłość była tak wielka, że zerwano nawet elewację z budynku gospodarczego. Aby dzisiaj tu zamieszkać, trzeba przeprowadzić kolejne remonty. Włodzimierz Cimoszewicz szykuje się obecnie do kampanii w wyborach do europarlamentu. Swoje standardy przeniesie z pewnością do Parlamentu Europejskiego. Czy po kadencji będzie zrywał tapety? Nie da się tego wykluczyć - pisze w "GP" Jacek Liziniewicz.

Więcej w „Gazecie Polskiej”.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl