Przerażająca historia, którą opowiedziała piosenkarka wydarzyła się w Los Angeles, w 2016 roku. O złym samopoczuciu syna Allana Edyta Górniak dowiedziała się, gdy była już na pokładzie samolotu do Polski.

Zadzwoniłam do niego z pasa startowego i usłyszałam taki głos mojego dziecka, którego nie znałam. Przeraziłam się. Zapytałam, co się stało? Powiedział: Tak mnie strasznie bolał brzuch, wszedłem do wanny, do ciepłej wody, a teraz nie mogę wyjść, bo tak mnie boli. Poprosiłam asystentkę, żeby jak najszybciej wracała do niego, ale ta powiedziała, że będzie najwcześniej za cztery godziny, bo są takie korki. Zadzwoniłam wtedy do Davida Fostera, który był moim sąsiadem, i poprosiłam, by do niego zajrzał

- opowiadała Górniak.

Gdy artystka doleciała do Polski, na lotnisku czekali na nią najbliżsi. 

Jak zobaczyłam ich bladych, to już nie czułam nóg. Mam jedno, jedyne dziecko i gdyby coś mu się stało, to będzie koniec mojego życia. Powiedzieli mi, że Allan jest w szpitalu, dostał najwyższy poziom opieki w prywatnym szpitalu. Musieli mu zrobić transfuzję, bo miał rozlany wyrostek. Gorąca woda spowodowała, że to się rozlało. To było coś potwornego

- kontynuowała opowieść piosenkarka.

Artystka wsiadła w najbliższy samolot do Los Angeles. Bez jej pisemnej zgody lekarze nie mogli przeprowadzić operacji.

Gdy doleciałam, moje dziecko właściwie umierało. Mogli zrobić tę operację, ale bez podpisu bali się ją zrobić. (...) Po operacji się nie wybudzał, później nie pomagały żadne leki. Przysięgam, że byłam najbliżej Boga, bardziej niż kiedykolwiek

- wyznała Górniak.