Podano wyniki finansowe Powszechnych Towarzystw Emerytalnych i zarządzanych przez nie Otwartych Funduszy Emerytalnych za rok 2011. Zacznijmy od OFE. Jedne sobie radziły mniej, drugie bardziej źle, ale żaden z nich nie osiągnął w tym okresie zysku. Łącznie aktywa OFE – tzn. powierzone im aktywa przyszłych emerytów – zmalały w tym roku o 11 mld zł. Tym, którzy chcieliby te straty uznać za usprawiedliwione kryzysem, przypomnę, że przecież żadnego kryzysu nie ma, przynajmniej w Polsce – jesteśmy wszak „zieloną wyspą”, a prawo zabrania funduszom inwestować poza Polską.

Natomiast zarządzające naszymi funduszami tak skutecznie PTE zarobiły w tym czasie 616 mln zł. Jak za takie zarządzanie, doprawdy hojna zapłata. Równie hojna, jak półmilionowe czy milionowe nagrody i odprawy za po trzykroć ukończony, ale wciąż nienadający się do rozegrania ligowego meczu Stadion Narodowy i inne inwestycje na Euro. W skali tego, co rocznie dopłaca budżet państwa do wypłaty bieżących emerytur – około 50, 60 mld zł – to oczywiście niewiele, ale w dyskusji o bankructwie systemu emerytalnego III RP warto o tych liczbach pamiętać.

Wspomniane bankructwo, prawdopodobnie już nieuchronne, w arcyobłudny sposób władza usiłuje rozegrać propagandowo na swoją korzyść. Z jednej strony przyśpiesza krach, podbierając z systemu pieniądze – np. nowy, cichcem wprowadzony w tym roku przepis pozwala rządowi „wygaszać” na kontach ZUS i zabierać do budżetu składki tych, którzy umarli nie dożywając emerytury (wcześniej pozostawały one we wspólnej puli – użycie ich dziś do łatania bieżących dziur zwiększy oczywiście deficyt ZUS w przyszłości, ale o przyszłość Tusk i minister Rostowski się nie martwią). Z drugiej natomiast, stan ruiny, do jakiej doprowadzono system emerytalny, staje się dla rządu argumentem ostatecznym, ultima ratio, za pomocą którego zamyka usta opozycji. – No przecież – szydzą platformerskie chóry – jak pieniędzy nie ma, to nie ma! Czy ci pisowcy liczyć nie potrafią, że się tak zaparli o emerytury, jak wiadomo, że nie będzie ich z czego wypłacać!

Coś to Państwu przypomina? Bo mnie bardzo – lata 80., kiedy Messner, a potem Rakowski z równą butą i bezczelnością, jak dziś robią to propagandyści Tuska, pouczali Solidarność o arytmetycznych oczywistościach, z których wynikało, że trzeba podnosić ceny i obniżać płace. Otóż sytuacja jest identyczna. Nieudolna, pasożytnicza elita rządząca, wyczerpawszy możliwości dalszego zadłużania państwa i doprowadziwszy je do ruiny, usiłuje maksymalnie przedłużyć swoje trwanie u koryta kosztem obniżania poziomu życia obywateli. Do głowy jej nie przyjdzie szukać oszczędności w kieszeniach swoich i swojej klienteli, mowy nie ma o uderzeniu w interesy rozdętej biurokracji i budżetówki, o systemowych reformach. Wszystkie koszty mają ponosić zwykli obywatele. Im dłużej Polacy tolerują tę bandę u władzy, tym większe będą poniesione przez nich straty.