Wiceminister uspokaja ws. egzaminów

/ FLICKR/Andrew Gustar/CC BY-ND 2.0

  

- Z informacji Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że w ponad połowie szkół i przedszkoli nie ma zagrożenia protestem czy strajkiem – poinformowała wiceminister edukacji Marzena Machałek. Wiceszefowa MEN wyraziła nadzieję, że nastąpi porozumienie z nauczycielami domagającymi się podwyżek i do protestu ostatecznie nie dojdzie.

Podczas konferencji prasowej w Katowicach wiceminister była pytana o rozbieżności w danych dotyczących liczby szkół, w których rozpoczął się spór zbiorowy. Szef ZNP Sławomir Broniarz podał, że w spór weszło ponad 85 proc. placówek edukacyjnych, inne dane podaje MEN. Machałek odpowiadała, że jest „różna metodologia liczenia”.

Z naszej informacji wynika, że w ponad 50 proc. placówek, w tym przedszkolach, szkołach podstawowych i gimnazjach, nie ma zagrożenia protestem czy strajkiem. Ale mam nadzieję, że dojdzie do porozumienia, że cały czas trwają rozmowy, że te rozmowy przyniosą rezultaty, że mogę dzisiaj powiedzieć – to jest moje przekonanie – że egzaminy odbędą się bez zakłóceń

- powiedziała.

Wiceminister przypomniała, że gdyby jednak doszło do strajku, przygotowane przez MEN rozporządzenie pozwoli dyrektorom szkół, w których mogą być problemy z obsadą komisji egzaminacyjnych, kierować do nich nauczycieli z innych placówek.

Jest rozmowa, rozumiem nauczycieli, nauczyciele zarabiają za mało, sama jestem nauczycielem. Natomiast nie da się w ciągu roku, dwóch, odpracować zaniedbań, które są wieloletnie. Dlatego też rozumiem, że 16 proc. podwyżki, razem z tą podwyżką wrześniową, w tym momencie nie satysfakcjonują nauczycieli. Dlatego też są inne propozycje, jak dodatki na staż, dodatki za wyróżniającą pracę na każdym etapie awansu zawodowego nauczycieli

– mówiła wiceszefowa MEN.

Machałek zaznaczyła, że nikt nie kwestionuje, że zarobki nauczycieli są za niskie i pracownicy oświaty mają prawo do wyrażania niezadowolenia czy frustracji.

Natomiast prosimy o cierpliwość i prosimy o to, by w sytuacji tej próby (…) czyli egzaminów, nauczyciele byli przy uczniach

 – podsumowała.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Historyk z Niemiec w oparach absurdu. Nie chce pomnika polskich ofiar nazizmu, bo... rządzi PiS

Zdjęcie ilustracyjne / By nieznany - Stanislaw Kopf (1994) 63 dni, Warszawa: Wydawn. Bellona ISBN 978-8311082939Rzeczpospolita Nr 178, 2004http://www.warsawuprising.com/photos.htmhttp://web.archive.org/web/20040307060810/http://wilk.wpk.p.lodz.pl/~whatfor/niemcy%20_w_powst

  

- Polska rządzona przez Prawo i Sprawiedliwość chce "znacjonalizować" pamięć, z której wynika, że to Polacy są ofiarami wojny - w tak niedorzeczny sposób prof. Michael Wildt z Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie odniósł się do pomysłu wzniesienia w stolicy Niemiec pomnika poświęconego polskim ofiarom nazizmu.

Wielu niemieckich polityków poparło projekt uczczenia polskich ofiar nazizmu, poprzez wzniesienie pomnika. Wśród entuzjastów tego pomysłu są m.in. Wolfgang Schaeuble, szef Bundestagu oraz minister spraw zagranicznych Haiko Maas.

Mimo poparcia czołowych niemieckich polityków, sceptycznie do inicjatywy odnieśli się historycy. Według niemieckich badaczy dziejów II wojny światowej, projekt wzniesienia pomnika Polakom może być uznany za pomijanie innych ofiar niemieckich zbrodni, a także ograniczy się jedynie do symboli.

Na ten temat odbyła się debata w Fundacji Pomnika Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie.

- Naszym celem nie może być pomnik. Potrzebujemy miejsca, które będzie informować o różnych aspektach wojny (na wschodzie) i różnych grupach ofiar

- powiedział były dyrektor Muzeum Niemiecko-Rosyjskiego Berlin-Karlshorst Peter Jahn, który jest zwolennikiem upamiętnienia w takiej właśnie formie ofiar niemieckich zbrodni.

Inny niemiecki historyk, prof. Martin Aust uważa, że wyłącznie "stworzenie miejsca pamięci i dokumentacji pozwoli jednocześnie na oddanie czci ofiarom, jak i na historyczną edukacje o tym, jak wyglądała niemiecka wojna na wyniszczenie na wschodzie Europy". - Z jednej strony chodzi o upamiętnienie ofiar i empatię, a z drugiej o spojrzenie na czyny naszych przodków - ocenił profesor Aust, cytowany przez portal dw.com.

Z kolei prof. Michael Wildt z Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie uważa, że entuzjazm prominentnych niemieckich polityków ws. wzniesienia pomnika polskim ofiarom nazizmu wynika nie tylko z chęci uczczenia tychże ofiar, ale także jest „politycznym ustępstwem wobec ważnego kraju europejskiego, jakim jest Polska”.

Według Wildta Polska rządzona przez Prawo i Sprawiedliwość chce "znacjonalizować" pamięć, z której wynika, że to Polacy są ofiarami.

- Mamy do czynienia z polityczną instrumentalizacją debaty

- ocenił prof. Michael Wildt i zastanawiał się także, „jaki napis miałby się znaleźć na pomniku?”

- Były nie tylko polskie ofiary, ale i polscy sprawcy, jak na przykład w Jedwabnym. Jeśli damy się wciągnąć w nacjonalizację narracji, jaką prowadzi PiS, nie będziemy w stanie ukazać i udokumentować historii. Istnieją złożone zależności, których nie da się opisać w pięciu linijkach na pomniku

- powiedział Wildt.

- mówił.

Apel o wzniesienie pomnika polskim ofiarom nazizmu wystosowali dwa lata temu niemieccy politycy i historycy, a inicjatorem projekty był architekt Florian Mausbach.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dw.com

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl