Niezwykłe koncerty Cave'a i Springsteena

Nick Cave / fot. YouTube/mat.pras.

  

"Distant Sky: Nick Cave & The Bad Seeds" został zarejestrowany w Kopenhadze w 2017 r. podczas trasy promującej płytę "Skeleton Tree". "Springsteen on Broadway" to film koncertowy z występów Bruce'a Springsteena w Nowym Jorku.

O koncercie Bruce’a Springsteena Ted Sarandos z Netfliksa, gdzie można go zobaczyć, powiedział, że to "przełomowe wydarzenie przekraczające granice teatru, koncertu i filmu". Z kolei o występie Nicka Cave’a i The Bad Seeds dziennikarz brytyjskiego "The Conversation" pisze: "To już nie jest kolejny rockowy koncert, to mistyczne przeżycie".

Historia filmu "Springsteen on Broadway" zaczęła się w 2017 r. Bruce Springsteen chciał zagrać cykl intymnych koncertów na deskach Walter Kerr Theatre na Broadwayu. Na scenie tylko on, gitara i pianino. Początkowo miało to być zaledwie kilka koncertów. Jednak występy tak spodobały się Springsteenowi, że legendarny Boss zagrał na Broadwayu aż 236 razy. Wszystkie występy wyprzedały się w kilka minut. W rozmowie z amerykańską rozgłośnią E Street Radio Springsteen przyznał, że te koncerty były dla niego wyjątkowym wydarzeniem. Dały mu możliwość intymnego spotkania z publicznością i pozwoliły inaczej spojrzeć na to, co zrobił do tej pory.

Konstrukcja występu przetykanego rozmową to nic nowego. Warto przypomnieć chociażby świetny cykl stacji VH1 "Storytellers". Ale żeby opowieści stanowiły aż połowę występu, to zaskakuje

– mówi muzyczny Marcin Cichoński.

Dużo tu sentymentalnych podróży, trochę poczucia humoru, a do tego doskonała muzyka. Ogląda się z zapartym tchem

– dodaje.

Podczas koncertu Boss opowiada o swoich muzycznych początkach, rodzinie, porusza problemy społeczno-polityczne (wojna w Wietnamie). Muzyk wzrusza się, kiedy wspomina trudną relację z ojcem. Nie brakuje również humoru, Bruce pokazuje, że ma dystans do siebie. "Pochodzę z małej dziury. Trzeba było kantować wszystkich, by przeżyć. Nigdy nie splamiłem się uczciwą, ciężką pracą. Stałem się absurdalnie sławny, pisząc i śpiewając o czymś, o czym nie mam pojęcia" – mówi ze sceny, wzbudzając aplauz publiczności.

Reżyser filmu, który powstał podczas tych występów Springsteena, Thom Zimny, zdradził stronie filmschoolrejects.com, jak przeniósł intymny klimat teatralnej sali na ekran. Zimny, który od lat pracuje ze Springsteenem, podkreślił, że "utrzymanie magii tych występów na ekranie było kluczowe. Jak oddać emocje, skupienie, dialog muzyka z widownią? Nie chciałem, żeby cokolwiek odwracało uwagę widza. Miało wyglądać tak, żeby każdy widz miał wrażenie spotkania z muzykiem sam na sam. Dlatego skupiłem się na tym, co działo się na scenie, bez pokazywania scen zza kulis, bez wywiadów, nawet bez pokazywania widowni".

Kamery są niezwykle blisko muzyka. Bez efektów specjalnych, niemal statyczne, z małym światłem na scenie, na której przez większą część koncertu stoi sam Boss. Na chwilę pojawia się jego żona, członkini jego zespołu, Patti Scialfa. Tłem dla opowieści Springsteena są piosenki, które nagrał w różnych etapach swojej kariery, w tym z najpopularniejszej płyty "Born in the U.S.A.". "Springsteen on Broadway" można obejrzeć na platformie Netflix. Film pojawił się w serwisie zaledwie kilka godzin po ostatnim koncercie tej serii. Cytowany przez magazyn "Times of San Diego" Ted Sarandos z Netfliksa podkreślił, że to "przełomowe wydarzenie przekraczające granice teatru, koncertu i filmu".

Podobnie jak w filmie z koncertu Springsteena, w filmowym zapisie koncertu "Distant Sky: Nick Cave & The Bad Seeds" również nie znalazły się żadne materiały, które mogłyby odciągnąć widza od istoty koncertu. Nie ma zdjęć zza kulis, publiki oczekującej na koncert, wywiadów. Jest sam występ.

Truizmem jest powiedzenie, że koncerty Nicka Cave'a mają charakter muzycznego misterium, ale inaczej sfilmowanego kopenhaskiego występu określić się chyba nie da

 – mówi krytyk filmowy Bartek Czartoryski.

Choć wszyscy obecni w hali oraz oglądający występ na ekranie najpewniej zdają sobie sprawę, że ten demoniczny spektakl musi być w dużej mierze wyreżyserowany, absolutnie nie ujmuje mu to szczerości. W wyjątkowy sposób krzyżują się w nim przesiąknięta smutkiem poezja i szaleńcza energia rockowego spektaklu. Ale dla Cave'a scena nie jest wyłącznie prywatną amboną, skąd odprawia swoje kazanie, lecz - co może i ważniejsze - drugą stroną lustra, na którą przeciąga widzów

 – dodał Czartoryski. Widać to szczególnie podczas bisów. Cave najpierw sam wychodzi w publiczność, a potem zaprasza fanów na scenę. Publiczność staje się częścią spektaklu.

Koncert został zarejestrowany w październiku 2017 r. w kopenhaskiej Royal Arena podczas trasy promującej płytę "Skeleton Tree". Nick Cave & The Bad Seeds zagrali utwory z tej płyty oraz klasyczne kompozycje sprzed lat, m.in. "The Weeping Song", "Stagger Lee" i "Red Right Hand", którą można usłyszeć w serialu "Peaky Blinders".

Dziennikarz brytyjskiego "Radio Times" w swojej recenzji podkreślił, że koncert został sfilmowany tak, że widz ma wrażenie, jakby był tuż przed sceną. Słychać szmer widowni. Podczas wykonywania "Distant Sky", kiedy na scenie pojawia się duńska sopranistka Else Torp, a do jej głosu gra na skrzypcach stały współpracownik Cave’a Warren Ellis, widać wzruszenie Nicka. Te emocje udzielają się widowni.

To koncert z pierwszej trasy Cave’a po śmierci jego syna, 15-letniego Arthura, który zginął tragicznie w 2015 r. Wcześniej Cave podzielił się swoimi traumatycznymi doświadczeniami w filmie "One More Time With Feeling"

– przypomina w swojej recenzji "Distant Sky" dziennikarz brytyjskiego "The Conversation" i dodaje - "dlatego widownia jest świadoma jego traumatycznych przeżyć, a on ją doskonale prowadzi przez cały koncert. Razem przeżywają jego stratę. To już nie kolejny rockowy koncert, a mistyczne przeżycie". Reżyserem "Distant Sky" jest autor wielu muzycznych dokumentów David Barnard. Koncert można zobaczyć na platformie HBO GO. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dymisja ministra po słowach o Marszu Równości? Rzecznik rządu dementuje: Zmian nie będzie

szef MEN Dariusz Piontkowski / twitter.com/men_gov_pl

  

Politycy opozycji zażądali dymisji ministra Piontkowskiego, który stwierdził, że Marsze Równości budzą ogromny opór i w związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane. Rzecznik rządu Piotr Müller pytany, czy należy się spodziewać dysmisji szefa MEN poinformował, że premier nie przewiduje żadnych zmian w rządzie.

Rzecznik rządu był pytany w TVP1, czy Piontkowski dotrwa do końca kadencji i wyborów parlamentarnych.

Pan premier na tę chwilę nie przewiduje żadnych zmian w rządzie, w związku z tym myślę, że tutaj żadnych zmian w tym zakresie nie będzie.
- powiedział Müller.

Stwierdził, że reakcje na wypowiedź Piontowskiego są nieproporcjonalne do słów, które wypowiedział szef MEN.

Stanowisko ministra Piontkowskiego w tym zakresie to nie jest stanowisko rządu.
- zaznaczył Müller.

Stanowisko rządu - oświadczył - jest jasne i trzeba zawsze chronić legalne zgromadzenia i manifestacje. Dopytywany, czy Piontkowski był dyscyplinowany przez premiera, odparł, że szef MEN wie, jakie jest stanowisko rządu.

I myślę, że takie stanowisko będzie dalej reprezentował.
- powiedział Müller.

Rzecznik rządu został też poproszony o komentarz do stwierdzenia prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego, że w sobotę podczas manifestacji w stolicy Podlasia doszło do „polowania na ludzi”. Müller powiedział, że grupa chuliganów zaatakowała osoby biorące udział w marszu.

To jest obserwacja nie tylko pana prezydenta (Truskolaskiego – przyp. red.), tylko tez innych osób, które to widziały. Jeżeli chuligani tego się dopuszczają, to będą za to karani. Ja tylko mam taką obawę, że prezydent Białegostoku próbuje upolitycznić ten spór, tzn. przypisać jakiekolwiek złe czyny jakiemuś ugrupowaniu politycznemu, to już mnie zdecydowanie smuci, ponieważ tam mieliśmy do czynienia po prostu z osobami, które łamały prawo, z osobami, które nie są związane z żadną partią polityczną, z tego co mi wiadomo.
- powiedział rzecznik rządu.

Dodał, że teza o udziale lokalnych działaczy PiS w zamieszkach w Białystoku jest nieprawdziwa.
Truskolaski zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przedstawicieli PiS w organach władzy samorządowej podczas Marszu Równości w Białymstoku. W jego ocenie materiały jednoznacznie pokazują czynny udział w ustawianiu blokad przeciw marszowi przez marszałka województwa Artura Kosickiego, radnego klubu PiS w sejmiku Sebastiana Łukaszewicza, a także p.o. dyrektora gabinetu marszałka Roberta Jabłońskiego oraz radnego miejskiego Henryka Dębowskiego.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl