Karolina Cicha: diwa polskiego folku, porównywana do Ewy Demarczyk. WYWIAD

Karolina Cicha / fot. Tomasz Kaczor/mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

Karolina Cicha, jedna z najciekawszych artystek polskiej sceny folkowej już raz wystąpiła w Wilnie, u boku litewskiego muzyka Justinasa Važnevičiusa. Teraz promuje nową płytę. Czy odwiedzi Litwę ponownie? - Jestem otwarta! - deklaruje.

Pochodzi Pani z Podlasia, które jest postrzegane jako tygiel kultur, wyznań, wrażliwości. Na ile to pochodzenie wpłynęło na Pani twórczość?

I wpłynęło, i nie wpłynęło. Moje korzenie są typowo polskie - i to z okolic prawostronnej Narwi, rejonów na zachód od Białegostoku. Tam Polska nie jest już tak zróżnicowana etnicznie. Sama wychowałam się w Białymstoku, gdzie najbardziej wyróżniającą się mniejszością religijną była prawosławna. Kultura prawosławna jest tam silnie obecna, także w pejzażu miasta. Nie było jednak tak, że miałam bardzo zróżnicowaną kulturalnie rodzinę. Byłam raczej wychowana w tradycji szlacheckiej, sarmackiej…

Skąd więc wziął się Pani zachwyt nad wielokulturowością Podlasia?

Zaczęło się od wycieczek w okolice Białegostoku - w czasie liceum, w trakcie studiów. Wszystkie te wyprawy łączyły się ze zderzeniem z językiem wschodniosłowiańskim. Na wschód od Białegostoku zaczęłam zauważać gwary języka białoruskiego, naleciałości litewskie, ukraińskie... Fascynowało mnie to jako coś, co bardzo wzbogaca moją tożsamość polską. 

Dowodem i owocem tej fascynacji jest płyta „Jeden-Wiele”, na której znajdziemy pieśni polskie, katolickie, prawosławne, ale też muzułmańskie i żydowskie. Czy jest jakiś wspólny mianownik tych utworów?

Pierwszym kryterium był region Podlasia i to, że te wyznania są tu zakorzenione od wielu wieków. Jak choćby kultura tatarska, która obchodziła ostatnio 620-lecie osadnictwa. Podobnie jest z kulturą żydowską czy prawosławną. Te długie tradycje są czymś, do czego często się odwołuję. Drugim kryterium była próba znalezienia czegoś, co łączy te religie - chodzi mi o moment, w którym świat człowieka łączy się ze światem wyższym, mamy wtedy do czynienia z czystą afirmacją, uwielbieniem, chwałą, jaka należy się Bogu. W religiach monoteistycznych ten element jest podobny. W związku z tym gdy te pieśni spotykają się właśnie w tym momencie, nie ma miejsca na waloryzowanie którejś z nich. We wszystkich tych formach, jakie słychać na płycie, jest po prostu chwalenie Boga. 

A czy wiara w Boga pomaga Pani w wykonywaniu tych pieśni? Niektórzy twierdzą, że nie trzeba wierzyć, by pięknie śpiewać o Bogu.

Sfera duchowa była dla mnie zawsze ważna, ale dotychczas starałam się nie wypowiadać w tym temacie, nie dawałam świadectw. To dla mnie bardzo intymna sprawa. Ta płyta trafiła jednak w taki moment mojego życia, który domagał się ode mnie stworzenia takiego krążka. Nie czuję się ani głosicielem, ani przykładem życia chrześcijańskiego, ale trudno byłoby mi skłamać w tej kwestii.

Czy któryś z utworów z nowego krążka porusza Panią w szczególny sposób?

Dla mnie najpiękniejszą piosenką z tej płyty jest „Jedid Nefesz” - pieśń kabalistyczna, mistyczna, w języku hebrajskim. Opowiada ona o niezwykłej intymności w miłosnej relacji człowiek - Bóg. To wielka tęsknota za kochaną istotą, którą kiedyś się poznało. Warto sięgnąć po tłumaczenie tej pieśni, są dostępne na mojej stronie internetowej (www.karolinacicha.eu - przyp. red.)

Płyta powstała we współpracy z Elżbietą Rojek. Jak do niej doszło?

Elżbieta Rojek była dla mnie pewnego rodzaju mistrzynią w Ośrodku Praktyk Teatralnych "Gardzienice" Widziałam przedstawienia z jej udziałem. To taki teatr, który oparty był o rytuały starożytnego teatru, związanego jeszcze z obrzędowością, dionizyjskością. Pełen muzyki, mistyki, rytuału. Wszystkich, którzy kończyli ten teatr łączyła inklinacja do metafizyki. Tak się złożyło, że mamy z Elżbietą wspólną przyjaciółkę, która wychodziła za mąż i poprosiła nas, byśmy zaśpiewały pieśń na jej ślubie. Nigdy przedtem nie robiłyśmy tego wspólnie, więc nie robiąc niemal żadnej próby zaśpiewałyśmy na ślubie i po prostu… zaiskrzyło. Elżbieta to wspaniała osoba, która umie udźwignąć delikatność tematu, ale i jego mistyczną tkankę. Potrzeba było świętej osoby i taka jest Ela. (śmiech)

A jak Pani czuje się z tymi pochwałami, które płyną pod Pani adresem? Tomasz Budzyński porównał nawet Panią do Ewy Demarczyk. Uchodzi również Pani za jedną z najciekawszych osobowości wśród polskich wokalistek.

Z biegiem lat człowiek przyzwyczaja się do komplementów. (śmiech) Bardziej jednak niż pochwały, jest dla mnie istotna krytyka. Ta konstruktywna, która pozwala mi doskonalić warsztat. Jednak za każdym razem, gdy dostaję jakieś listy od ludzi, którzy przesłuchali płytę, albo czytam komentarze pod teledyskami i utworami, to jest to szalenie miłe. Przekonuje mnie i utwierdza w tym, że warto dalej działać. Nie jest bowiem wcale tak, że to przekonanie o tym, że wszystko idzie dobrze, jest dana raz na zawsze. Mam swoje kryzysy, słabości, smutki i na pewno tak dobre słowa są wzmocnieniem. 

Kilka miesięcy temu, we wrześniu, zagrała Pani koncert w Wilnie. Z jakiej to było okazji? Jak wspomina Pani tamto wydarzenie?

Tak, to było jeszcze przed pojawieniem się albumu „Jeden-Wiele”. Miałam przyjemność wystąpić u boku znakomitego litewskiego muzyka Justinasa Važnevičiusa. To szalenie utalentowany kompozytor, genialny artysta, żyjący i w Wilnie, i w Warszawie. Przy okazji to wybitny matematyk - jego kompozycje to kompozycje totalne, czasem na kilkanaście instrumentów. Pamiętam, że odkąd usłyszałam muzykę tworzoną przez jego zespół Banda Nella Nebia - chciałam z nim zaśpiewać. Dlatego bardzo cieszyłam się z tego, że mogliśmy wspólnie wystąpić w Wilnie. Zagraliśmy koncert w kościele św. Katarzyny - pięknym, barokowym wnętrzu, podczas festiwalu "Gdańsk w Wilnie, Wilno w Gdańsku".

Jak wspomina Pani tamten występ?

Bardzo dobrze, było to dla mnie niezwykłe wydarzenie i mam nadzieję, że będę mogła jeszcze kiedyś zagrać z nimi na jednej scenie. 

A czy planuje Pani jeszcze powrót do Wilna? Na przykład przy okazji promocji nowej płyty?

Gdyby pojawiła się taka możliwość, to bardzo chętnie. Kontaktowałam się nawet z Instytutem Polskim w Wilnie w tej sprawie - przymierzaliśmy się do takiego koncertu. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda się to zrobić. W dużej mierze zależy od odbioru tej płyty, od rekomendacji. W każdym razie - jestem otwarta!

Karolina Cicha
(ur. 20 kwietnia 1979 r. w Białymstoku)
Jest kompozytorką, wokalistką i multiinstrumentalistką – rozpoznawalną dzięki oryginalnej technice gry na kilku instrumentach jednocześnie. Jest laureatką GRAND PRIX i Nagrody Publiczności na Festiwalu Folkowym Polskiego Radia „Nowa Tradycja”. W 2015 roku znalazła się w oficjalnej selekcji na WOMEX – największym festiwalu World Music na świecie. Ze swą muzyką odwiedziła kilkadziesiąt festiwali w Europie, Azji i Ameryce. W listopadzie 2018 r. Wydała nowy album pt. „Jeden - wiele”.

Wywiad z Karoliną Cichą ukazał się w "Kurierze Wileńskim" z 16 marca 2019 r. Publikujemy go dzięki uprzejmości magazynu.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Kurier Wileński
Tagi

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl