Odezwała się Kluzik-Rostkowska... I prawda wyszła na jaw. Ktoś tu nie słuchał premiera!

Joanna Kluzik-Rostkowska / Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

Joanna Kluzik-Rostkowska grzmi: "najpierw wprowadźcie podwyżki dla nauczycieli o 50 procent, później będziemy rozmawiać". Problem jednak w tym, że była minister edukacji dość wybiórczo traktuje fakty. Wyszło na jaw, że raczej nie słuchała premiera, który ostatnio wyjaśnił, jak wyglądały podwyżki dla nauczycieli za czasów PO-PSL.

Temat podwyżek dla nauczycieli to oczywiście jeden z najbardziej gorących tematów ostatnich tygodni. Wszystko dlatego, że szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz zapowiada strajk - oczywiście w terminach zbliżonych do egzaminów. Grozi też uczniom brakiem promocji do następnej klasy.

W tej sprawie często wypowiada się też była minister edukacji. Dziś kolejny raz zaskoczyła telewidzów.

"Ja bym bardzo chciała, jeżeli PiS podniesie pensje nauczycielskie o 50%, to wtedy możemy rozmawiać jak równy z równym"

- mówiła Joanna Kluzik-Rostkowska w rozmowie z Wojciechem Dąbrowskim w „Graffiti” Polsat News.

"Ja byłam członkiem rządu Platformy Obywatelskiej i ten rząd w latach 2008-2012 podniósł pensje nauczycielskie średnio o 50%. Jeżeli PiS zrobi dokładnie to samo, wyda na te podwyżki kilkanaście miliardów złotych i trzy lata później powie, dobrze, kolejnych podwyżek nie będzie, to wtedy możemy rozmawiać jak równy z równym"

- dodała była minister edukacji.

Joanna Kluzik-Rostkowska fakty podała dość wybiórczo i wyszło na jaw, że chyba nie słuchała tego, co w ostatnim czasie mówił premier Mateusz Morawiecki. A przypomniał jak "rosły" wynagrodzenia nauczycieli w ostatnich latach rządu PO-PSL.

"Jest tak, że staramy się poprzez dialog ze środowiskami związków zawodowych głównie, nauczycielskimi już od kilku miesięcy dojść do pewnego porozumienia, konsensusu. Przypomnę tylko, że w 2014, 2015 i budżetowanym przez naszych poprzedników 2016 roku, w trzech poprzedzających nasze rządy latach, wynagrodzenia nauczycieli rosły o 0%. Gdzie wtedy był przewodniczący Broniarz, związki zawodowe?"

- mówił premier.

"Zapytajmy się: gdzie wtedy byli? Ten wzrost był 0%. Tymczasem w ostatnich 18-20 miesiącach, jak weźmiemy jeszcze 2017 rok, ten wzrost będzie przewyższał 17%. Łączę już tutaj podwyżkę, która dosłownie od 1 września będzie przyznana, bo to podwyżka, którą wynegocjowały już związki zawodowe i nauczyciele jako przyśpieszenie podwyżki właśnie na 1 września. A więc jak złożymy te kilka podwyżek, to jest to coś, co wcześniej, w poprzednich 3 latach naszych poprzedników absolutnie nie miało miejsca"

– stwierdził szef rządu.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Polsat News, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl