Testament Jacka Kaczmarskiego

22 marca 1957 r. urodził się Jacek Kaczmarski / fot. YouTube/mat.pras.

  

Jak nikt inny opisywał społeczno-historyczno-polityczną sytuację Polski. Wciąż przypina się mu etykietę barda Solidarności. Jednak Jacek Kaczmarski w swojej twórczości równie często sięgał po motywy uniwersalne, ponadczasowe, z bolesnym autentyzmem wyrażając lęki i oczekiwania każdego człowieka.

Kiedy wspominamy urodzonego w Warszawie 22 marca 1957 r. Jacka Kaczmarskiego, przychodzą nam na myśl głównie – używając współczesnego języka – jego hity. „Obława”, „Mury”, „Nasza klasa”, „Sen Katarzyny II”. To utwory, które osiągnęły status pozycji kultowych. Syn malarki i prezesa Związku Polskich Artystów Plastyków, z wykształcenia polonista, swoją działalność sceniczną rozpoczął wraz ze Zbigniewem Łapińskim i Przemysławem Gintrowskim, z którymi stworzył program poetycki „Mury”, a następnie w 1980 r. – „Raj”. Wiele lat później spektakl muzyczny, którego motywem był dialog dobra ze złem, zainspirował artystów młodszego pokolenia. Kaczmarski napisał ponad 600 wierszy. Często w swoich tekstach dyskutował z Bogiem. Niejednokrotnie czerpał ze świata sztuki wizualnej tak, jak w przypadku kompozycji „Krzyk”, zainspirowanej obrazem E. Muncha:

Dlaczego wszyscy ludzie mają zimne twarze? Dlaczego drążą w świetle ciemne korytarze? Dlaczego ciągle muszę biec nad samym skrajem? Dlaczego z mego głosu mało tak zostaje?

 – śpiewał w 1978 r.

Utwór „Poczekalnia” (1989 r.) to jeden z tych mniej znanych, ale jakże uniwersalnych:

„(...) Więc gdy znowu kół stukoty usłyszeliśmy i świst – W garść się wzięliśmy i dalej! – na perony! Lecz zatrzymał nas na progu już znajomy zgrzyt i pisk: – To nie wasz pociąg! – Ogłosiły megafony. Uwierzyliśmy megafonom! (...) Uderzyło w nas jak gromem, spojrzeliśmy wreszcie w krąg (...) I patrzymy w starcze oczy, powstrzymując drżenie rąk – Zadziwieni, gdzie się życie nam podziało?! Wybiegamy na perony, lecz na torach leży rdza.

 W marcu 2002 r. zdiagnozowano u poety zaawansowany nowotwór przełyku. Kaczmarski zmarł 10 kwietnia 2004 r.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, gpcodziennie.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Opowieść wielkanocna o najlepszych z nas. „Stasiu Suchowolec, Sylwek Zych... Oni się ich bali”. WIDEO

  

Ginęli jeszcze w okolicach „okrągłego stołu”. - Przyjechał po mnie biskup z kanclerzem, pokazali dekret i powiedzieli, że mam półtorej godziny na spakowanie rzeczy. I mnie wywieźli – tak usunięcie z parafii na Łazarzu wspomina ks. Leszek Marciniak. Pośpiech wynikał z obaw, że robotnicy siłą zatrzymają księdza. Być może wtedy ocalił życie, bo wkrótce zaczęli ginąć jego przyjaciele, mówiący podobne kazania. – Ks. Stefan Niedzielak zginał za swoją ideę, próbował pokazać, jak wielu ludzi zginęło na Wschodzie, nie tylko w Katyniu, ale wszyscy, którzy byli tam wywiezieni, przecież to miliony – mówi ks. Leszek Marciniak.  Obejrzyj poniżej rozmowę z legendarnym księdzem w „Wywiadzie z chuliganem”.

Stasiu Suchowolec, cudowny człowiek, wspaniały, przyjaciel księdza Jerzego, opiekun jego rodziców, był bardzo niepokorny. I bardzo niewygodny dla wielu tam, w tym Białostockiem, dlatego zginął

– mówi w rozmowie z Piotrem Lisiewiczem ks. Leszek Marciniak.Ks. Stefan Niedzielak zginął na dwa tygodnie przed „okrągłym stołem”, ks. Stanisław Suchowolec tydzień później, a ks. Sylwester Zych pięć tygodni po wyborach z 4 czerwca 1989.

Tym, co łączyło mordowanych w czasie historycznej zmiany ustrojowej księży, było to, że mówili o historii, o Katyniu, o tym, o czym nawet duża część opozycji nie chciała mówić. Zdaniem księdza Leszka Marciniaka, można było to zrozumieć jako demonstrację, że wykuwająca się „nowa” Polska ma być pokracznym tworem oderwanym od korzeni.

Jesteśmy odcinani od historii, nie przypadkiem historię wyrzucano ze szkół. Jeśli do niej nie powrócimy, będzie tragedia. Bo naród tracąc pamięć, traci życie

– mówi ks. Leszek Marciniak. Wobec tych zbrodni na najodważniejszych polski księżach w tamtych dniach panować miała obojętność.

Sylwka Zycha spotkałem jeszcze na pogrzebie księdza prałata Teofila Boguckiego, proboszcza księdza Jerzego. Wyszedł z tego więzienia, trochę opowiadał o tym. Nie wiedziałem, że za chwilę przeczytam, że nie żyje.

Ks. Leszek Marciniak podkreśla, że nie ma pretensji do śp. arcybiskupa Jerzego Stroby, że go usunął z parafii.

Też miałem pogróżki. Nie wiadomo, jakby się to skończyło. Myślę, że arcybiskup podejmując tą decyzję, wyrzucając mnie z Poznania, uratował mi życie.Ślubowałem biskupowi i posłuszeństwo i uważam, że ono jest w kościele bardzo ważne, mimo wszystko, mimo bólu

– stwierdza.

Obejrzyj rozmowę z niezwykle odważnym polskim księdzem:

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl