Tego jeszcze nie było! Niemiecka dysydentka broni dekomunizacji przed... Michnikiem

Adam Michnik / Fotomag/Gazeta Polska

  

To jednak rzadki widok, by była wschodnioniemiecka dysydentka musiała bronić dekomunizacji przed… naczelnym „Gazety Wyborczej”. – Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci – argumentowała Marianne Birthler. Co na to Adam Michnik? Brat byłego stalinowskiego sędziego oskarżył Jarosława Kaczyńskiego o (sic!) stalinowski język. 

Jak relacjonuje portal dw.com, Michnik i Birthler uczestniczyli dziś w Lipsku w dyskusji otwierającej zorganizowany przez niemiecką Federalną Centralę Kształcenia Politycznego cykl spotkań o zmianach politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1989-1991.

Podczas dyskusji, prowadząca ją Katharina Raabe zwróciła uwagę na „podnoszony przez środowiska prawicowe w Polsce brak lustracji po 1989 roku”.

Najpierw głos zabrał Michnik, brat Stefana Michnika, członka komunistycznego aparatu władzy, sędziego, który w czasach stalinizmu skazywał polskich bohaterów podziemia niepodległościowego. To co powiedział naczelny „Wyborczej” zdumiewa.

– [Jarosław] Kaczyński posługuje się językiem stalinowskim. Kaczyński powiada jak Stalin: wraz z budownictwem socjalizmu zaostrza się walka klasowa. Opowiadanie, że w Polsce dzisiaj nieszczęścia się biorą z braku dekomunizacji, to kompletny idiotyzm. To nie komuniści dziś zagrażają

 – mówił.

Zdaniem Michnika dekomunizacja we Wschodnich Niemczech „skrzywdziła bardzo wielu ludzi”.

– Niemcy nie stały się w wyniku dekomunizacji ani lepsze, ani uczciwsze.
– stwierdził.

Michnik zakwestionował wiarygodność informacji zawartych w teczkach.

– Niemcy traktują archiwa Stasi jak Biblię.
– krytykował.

Dekomunizacji przed Michnikiem musiała bronić była wschodnioniemiecka dysydentka!

– Nie chcieliśmy, żeby byli agenci uczyli nasze dzieci
– protestowała Birthler.

– Teczki Stasi nie były piramidalnym kłamstwem, lecz były najważniejszych narzędziem pracy służb bezpieczeństwa. W ich interesie było rzetelne gromadzenie informacji. Są ważnym źródłem informacji, jeżeli podchodzi się do nich krytycznie

wyjaśniła.

Podkreśliła, że dzięki dokumentom wielu niesłusznie podejrzewanych o współpracę mogło oczyścić się z zarzutów. Birthler kierowała w latach 2000-2011 tzw. Urzędem Gaucka przechowującym archiwa byłej służby bezpieczeństwa NRD – Stasi.

Co na to Michnik? Przeszedł do zastanawiania się „nad przyczynami sukcesów ruchów populistycznych”. Stwierdził, że rządy po 1989 roku popełniły błąd polegający na „zapatrzeniu się w potrzebę modernizacji”, co doprowadziło do „zgubienia ludzi, którzy nie znaleźli sobie miejsca w tym autobusie”.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, dw.com,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dymisja ministra po słowach o Marszu Równości? Rzecznik rządu dementuje: Zmian nie będzie

szef MEN Dariusz Piontkowski / twitter.com/men_gov_pl

  

Politycy opozycji zażądali dymisji ministra Piontkowskiego, który stwierdził, że Marsze Równości budzą ogromny opór i w związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane. Rzecznik rządu Piotr Müller pytany, czy należy się spodziewać dysmisji szefa MEN poinformował, że premier nie przewiduje żadnych zmian w rządzie.

Rzecznik rządu był pytany w TVP1, czy Piontkowski dotrwa do końca kadencji i wyborów parlamentarnych.

Pan premier na tę chwilę nie przewiduje żadnych zmian w rządzie, w związku z tym myślę, że tutaj żadnych zmian w tym zakresie nie będzie.
- powiedział Müller.

Stwierdził, że reakcje na wypowiedź Piontowskiego są nieproporcjonalne do słów, które wypowiedział szef MEN.

Stanowisko ministra Piontkowskiego w tym zakresie to nie jest stanowisko rządu.
- zaznaczył Müller.

Stanowisko rządu - oświadczył - jest jasne i trzeba zawsze chronić legalne zgromadzenia i manifestacje. Dopytywany, czy Piontkowski był dyscyplinowany przez premiera, odparł, że szef MEN wie, jakie jest stanowisko rządu.

I myślę, że takie stanowisko będzie dalej reprezentował.
- powiedział Müller.

Rzecznik rządu został też poproszony o komentarz do stwierdzenia prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego, że w sobotę podczas manifestacji w stolicy Podlasia doszło do „polowania na ludzi”. Müller powiedział, że grupa chuliganów zaatakowała osoby biorące udział w marszu.

To jest obserwacja nie tylko pana prezydenta (Truskolaskiego – przyp. red.), tylko tez innych osób, które to widziały. Jeżeli chuligani tego się dopuszczają, to będą za to karani. Ja tylko mam taką obawę, że prezydent Białegostoku próbuje upolitycznić ten spór, tzn. przypisać jakiekolwiek złe czyny jakiemuś ugrupowaniu politycznemu, to już mnie zdecydowanie smuci, ponieważ tam mieliśmy do czynienia po prostu z osobami, które łamały prawo, z osobami, które nie są związane z żadną partią polityczną, z tego co mi wiadomo.
- powiedział rzecznik rządu.

Dodał, że teza o udziale lokalnych działaczy PiS w zamieszkach w Białystoku jest nieprawdziwa.
Truskolaski zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przedstawicieli PiS w organach władzy samorządowej podczas Marszu Równości w Białymstoku. W jego ocenie materiały jednoznacznie pokazują czynny udział w ustawianiu blokad przeciw marszowi przez marszałka województwa Artura Kosickiego, radnego klubu PiS w sejmiku Sebastiana Łukaszewicza, a także p.o. dyrektora gabinetu marszałka Roberta Jabłońskiego oraz radnego miejskiego Henryka Dębowskiego.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl