Niemiecki minister nie ukrywa - Nord Stream 2 to projekt polityczny. "Kontrowersje były od początku"

Peter Altmaier / By Sandro Halank, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=70620155

  

Naszym zdaniem projekt budowy gazociągu Nord Stream 2 nie jest gospodarczy stricte, ale jest to poważny projekt polityczny – powiedziała dzisiaj w Berlinie polska minister przedsiębiorczości i transportu Jadwiga Emilewicz. To, że jest to także projekt polityczny przyznał minister gospodarki i energii Niemiec Peter Altmaier.

W Berlinie trwa pierwsze polsko-niemieckie forum gospodarcze. W jego kuluarach, w rozmowie z dziennikarzami, Emilewicz podkreśliła, że w Polsce dyskusja nt. Nord Streamu "nie jest dyskusją zamkniętą".

- Utrzymujemy, że naszym zdaniem nie jest to projekt gospodarczy stricte, ale jest to poważny projekt polityczny

 – powiedziała.

Do budowy podmorskiej magistrali na dnie Bałtyku odniósł się też wcześniej minister Peter Altmaier. Przyznał, „jest to nie tylko projekt gospodarczy, ale w Europie zdecydowaliśmy się przed wielu laty sprywatyzować infrastrukturę gazową, i o tym, które gazociągi są budowane, decyduje nie państwo, a prywatni inwestorzy" - mówił w Berlinie.

- Mamy też interes polityczny i ten interes polityczny musi zostać powiązany z tym prywatnym projektem Nord Stream 2 i polega to na tym, że dywersyfikujemy

 - powiedział.

Minister Emilewicz podkreśliła, że kompromis (dyrektywa gazowa) przyjęty w ostatnich tygodniach, "w pewnym stopniu" otwiera drogę do dalszej dyskusji.

- Wiemy, że ten projekt także biznesowo nie jest w pełni domknięty, dlatego, że przebieg gazociągu pod Bałtykiem nie jest ostatecznie zatwierdzony przez państwa, przez których teren ma przebiegać

– powiedziała.

Altmaier przyznał, że projekt od początku był "kontrowersyjny", ale były też zezwolenia (na jego budowę) w Rosji, Finlandii, w Szwecji, w Niemczech.

- Nie ma jeszcze zgody Danii i pokazuje to, że gospodarka rynkowa funkcjonuje

 - przekonywał.

20 lutego ambasadorowie krajów członkowskich przy UE poparli projekt nowelizacji dyrektywy gazowej dotyczącej Nord Stream 2. Przewiduje on, że podmorskie części gazociągów na terytorium UE będą podlegały przepisom restrykcyjnego unijnego trzeciego pakietu energetycznego.

- My dbamy nie tylko o nasz własny interes narodowy w tym obszarze, ale także dbamy o bezpieczeństwo Ukrainy

– zapewniła szefowa MPiT.

- Tutaj różnimy się zdaniami, ale jesteśmy jak stare, dobre małżeństwo w stosunkach polsko-niemieckich; czasami ma pewne obszary, w których musimy się różnić i będziemy te różnice akcentować i podkreślać

 – podsumowała.

Minister Altmaier - wyjaśniając powody budowy Nord Stream 2 - powiedział, że w następnych dziesięcioleciach Niemcy będą potrzebowały o "wiele więcej gazu niż dotąd", bo odchodzą od produkcji prądu elektrycznego w elektrowniach węglowych i zamykają elektrownie atomowe.

Do tego - tłumaczył - ze względu na sczerpywanie złóż, spadają dostawy gazu z Holandii i Wielkiej Brytanii. To zaś oznacza, że Niemcy potrzebują więcej gazu spoza UE.

Altmaier przyznał, że większość gazu na rynku niemieckim pochodzi "dotychczas" z Rosji. Ocenił jednak, że "relacje dostaw są bezpieczne od ok. 40 lat".

- Chcemy – jeśli mamy importować więcej gazu – także dywersyfikować (dostawy gazu). Dlatego też będziemy budować w Niemczech terminale LNG. Taki terminal LNG jest już w Polsce. (...) W Niemczech w ciągu najbliższych 2-3 lat wybudujemy co najmniej jeden terminal

 - deklarował.

Odniósł się do obaw Ukrainy zwiazanych z powstaniem Nord Stream 2. Ukraina obawia się, że po zakończeniu budowy biegnącego po dnie Morza Bałtyckiego gazociągu, Rosja ograniczy przesyłanie gazu rurociągami przez ukraińskie terytorium.

- Istnieją uzasadnione interesy bezpieczeństwa Ukrainy, a także Polski, wobec Rosji i te interesy nie polegają na tym, by żaden gaz nie pochodził z Rosji, by był dostarczany z USA przez terminale LNG, lecz te interesy Ukrainy – mówi mi to także ukraiński minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin, szef Naftohazu, mówi mi to prezydent Petro Poroszenko – polegają na tym, aby przez Ukrainę w dalszym ciągu odbywał się tranzyt gazu

 - dodał Altmaier.

Przypomniał, że Ukraina ma umowę z Rosją i że ta umowa wygasa z końcem roku.

- Niemcy zdecydowanie popierają Ukrainę, jeśli chodzi o odnowienie i przedłużenie tej umowy. Będzie to oznaczać konieczność modernizacji ukraińskiej sieci gazowej, trzeba rozmawiać o tym, ile gazu można będzie przesyłać tą rurą tranzytem w przyszłości i w tej sprawie doprowadziłem do bezpośrednich rozmów między Rosją a Ukrainą. Te rozmowy zaczęły się tutaj w lipcu ub.r. w tym ministerstwie, teraz są prowadzone w Brukseli i celem jest, aby po ukraińskich wyborach prezydenckich doprowadzić do zawarcia takiej umowy między Ukrainą a Rosją, która – miejmy nadzieję – będzie dotyczyć także interesów Polski

 - powiedział.

- Wiem, że niektórzy z moich interlokutorów podczas mojej wizyty we wrześniu ub.r. wyrażali sceptycyzm wobec tego projektu (Nord Stream 2), jest to dobrym prawem wszystkich zaangażowanych stron, ale w Radzie Ministrów Unii Europejskiej osiągnęliśmy przed kilku tygodniami kompromis w sprawie dyrektywy gazowej. Zastosujemy się do tego kompromisu i to oznacza, że także jeśli chodzi o Nord Stream 2 coś się być może zmieni, ale projektu jako takiego Unia Europejska nie będzie z zasady uniemożliwiać

 - dodał szef niemieckiego resortu energii.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Dorota Kania UJAWNIA: Na czym polega polityczna gra emerytowanych generałów?

zdjęcie ilustracyjne / Fot. por. Robert Suchy/CO MON

  

Na początku kwietnia Żandarmeria Wojskowa zatrzymała gen. Lecha M. – byłego dowódcę generalnego rodzajów sił zbrojnych. M. usłyszał zarzut m.in. przywłaszczenia mienia znacznej wartości w związku z organizacją pokazów lotniczych Air Show w Radomiu. Niektórzy emerytowani generałowie postanowili „wziąć w obronę” Lecha M. O grach emerytowanych generałów Dorota Kania rozmawiała z byłym szefem SKW, Piotrem Bączkiem.

Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego przybliżył mechanizm działania środowiska emerytowanych generałów.  

Gen. Różański na swoim Twitterze pół roku temu napisał, że utworzenie bazy amerykańskiej w Polsce stwarza potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa. (...) Było kilka spotkań czy konferencji organizowanych przez to środowisko. To środowisko stanowi zaplecze dla obecnej opozycji. Zaplecze w zakresie systemu bezpieczeństwa, obronności.
- mówił były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek w programie „Koniec systemu” w Telewizji Republika.
 
W dalszej części programu Piotr Bączek zwrócił uwagę na kilka dziwnych „zbiegów okoliczności”.
 
Mieliśmy tego przykład na samym początku kadencji obecnego Sejmu, w Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO. W tychże pomieszczeniach znaleziono interpelacje poselskie, które były m. in. w tym samym czasie wygłoszone przez posłów opozycji, posłów Platformy Obywatelskiej. (…) Poseł Brejza jest znany z tworzenia takich pytań, w różnym zakresie. Zapewne i w tej sprawie czuł się kompetentny.
- mówił były szef SKW.

W mundurach Bundeswehry

W „Raporcie z weryfikacji WSI” znalazł się opis operacji „Z”, którą rozpoczęto po sygnałach świadczących o założeniu rezydentury obcego wywiadu w Polsce. Chodziło o ustalenie charakteru nieformalnych kontaktów dowództwa jednej z jednostek wojskowych z A.B. – urodzonym w Polsce obywatelem RFN, który w przeszłości był najprawdopodobniej współpracownikiem Stasi. Był on często zapraszany na imprezy z udziałem oficerów. Jak czytamy w Raporcie, „na imprezie zorganizowanej przez płk. M.G. i mjr. M.R. [chodzi o gen. Mirosława Różańskiego] na terenie tzw. willi generalskich A.B. wraz ze swoją żoną F.Z. podczas – jak zanotowano w aktach – »zwykłej libacji alkoholowej« paradowali w mundurach Bundeswehry w obecności całkowicie pijanych oficerów Wojska Polskiego”.

Generał ze „złotego funduszu”

Na początku lat 80. gen Wojciech Jaruzelski powołał tzw. złoty fundusz, czyli Fundusz Przyspieszonego Rozwoju. Trafili do niego młodzi ludzie, wyselekcjonowani na początku lat 80. z kadry oficerskiej jako ci, którzy będą w przyszłości dowodzili polską armią. Wojsko miało czuwać nad ich rozwojem i przygotowaniem do roli dowódców. Ta grupa miała przywileje finansowe, zapewnioną możliwość szkoleń i drogę awansu. W wojskowych służbach specjalnych PRL nazywano ich „kadrą perspektywiczną”. Do tej kadry trafił właśnie Mirosław Różański. Został on powołany do wojska we wrześniu 1982 roku. Rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu i wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w której był do czasu jej rozwiązania, czyli do 1990 roku.

Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika, Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl