Awantura się rozkręca. Kolejna europoseł PO zła na listę Koalicji Europejskiej

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

Europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska liczyła na lepsze miejsce na liście Koalicji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego, ale nie dotrzymano obietnicy. "Zupełnie inne były uzgodnienia" - stwierdziła.

Od kilku dni trwa awantura wśród polityków Platformy Obywatelskiej, którzy zostali wycięci z list Koalicji Europejskiej lub dostali kiepskie miejsce.

Dzisiaj już informowaliśmy o złości Bogdana Zdrojewskiego, który bez ogródek daje do zrozumienia, że jest zdumiony zachowaniem Grzegorza Schetyny.

Ale jest kolejny odcinek tego serialu. Z nową bohaterką.

"Przekazy medialne i różne źródła podają, że struktury partyjne zaproponowały mi siódme miejsce na liście Koalicji Europejskie do PE. Nie ukrywam, że budzi to zdziwienie zarówno moje jak i moich wyborców, którzy przez cały weekend zasypywali mnie telefonami, e-meilami i pytaniami, o to co się stało, dlaczego"

– mówiła europosłanka.

Jak dodała, "zupełnie inne były uzgodnienia".

"Jesteśmy w trudnym okresie, kiedy wszystkie ręce na pokład, kiedy walczymy o wygraną Koalicji Europejskiej w Polsce i wygraną tutaj na Podkarpaciu. Również walczymy o to, żeby utrzymać na Podkarpaciu trzeci mandat, a to jest możliwe wtedy, gdy będzie odpowiednia frekwencja. Mobilizacja wyborców możliwa jest wtedy, gdy oni widzą, że ta lista pracuje i wszyscy są mocno w nią zaangażowani" – zauważyła Łukacijewska.

Jej zdaniem, należy zrobić wszystko, żeby nie oddawać Podkarpacia "walkowerem". Przypomniała, że pięciokrotnie wygrywała wybory: trzy razy do Sejmu i dwukrotnie do PE. "Wyborcy ocenili, że moja 18-letnia praca na rzecz regionu i mieszkańców jest bardzo dobra. To wyborca ostatecznie ocenia polityka" – podkreśliła europosłanka.

"Rozumiem, że budowie list, zwłaszcza koalicyjnych, zawsze towarzyszą emocje. Gdzieś trzeba zrezygnować, żeby ktoś inny mógł coś uzyskać. Rozumiem to wszystko, dlatego też zaproponowałam strukturze partii, że wystartuję z ostatniego miejsca listy koalicyjnej"

– poinformowała.

Łukacijewska zwróciła uwagę, że "listy nie są zamknięte". "Czekamy na ostateczną decyzję. Czekam ja, czekają moi wyborcy. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek był zniesmaczony, czy niezmobilizowany. Każdy głos jest na wagę złota" – stwierdziła.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Kanada idzie na wojnę z religią. Największa prowincja zakazała noszenia symboli religijnych!

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere/CC0 Public Domain

  

W niedzielę rząd kanadyjskiej prowincji Quebec, kierowany przez regionalnego nacjonalistę, premiera François'a Legault'a, podjął decyzję zakazującą nauczycielom, policjantom, sędziom i innym pracownikom publicznym noszenia symboli religijnych w miejscu pracy. Nowe regulacje prawne wywołały falę oburzenia, a niektórzy urzędnicy wprost zapowiedzieli zignorowanie prawa.

W Kanadzie znika kościół za kościołem. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 10 lat zniknie ok. 9000 świątyń. Już obecnie Kościół i budynki przykościelne pełnią tam rozmaite funkcje - od przedszkoli po miejsce zajęć jogi czy tai chi.

Jakby tego było mało, rząd Quebecu podjął ostatnio kontrowersyjną decyzję, dotyczącą zakazu noszenia jakichkolwiek symboli religijnych. Ma on obowiązywać wszystkich urzędników państwowych.

[polecam:https://niezalezna.pl/274074-w-tym-kraju-zamykany-jest-kosciol-za-kosciolem-w-najblizszych-latach-moze-zniknac-9000-swiatyn]

François Legault nazwał ustawę koniecznym środkiem, aby zapewnić separację religii od państwa w bezwzględnie świeckiej prowincji. Dotyczy to między innymi muzułmańskich chust, żydowskich nakryć głowy, turbanów sikhijskich i krzyży katolickich - informuje nytimes.com.

Według opozycji "ostatnia niedziela stała się mrocznym dniem dla całej prowincji". Krytycy twierdzą, że nowe prawodawstwo krzywdzi religijnych muzułmanów, sikhów i Żydów.

Opozycja wskazuje również, że nowa sytuacja prawna może podsycać islamofobię, antysemityzm i lęk przed innymi mniejszościami. Urzędnicy publiczni, w tym kilku burmistrzów i rady szkolne w Montrealu, zapowiedzieli zignorowanie prawa, mimo grożących im konsekwencji.

Rzecznik rządu Quebecu przestrzegł, że rząd ma uprawnienia do weryfikacji stosowania nowego prawodawstwa,  a pracownicy publiczni mogą podlegać środkom dyscyplinarnym.

[polecam:https://niezalezna.pl/264287-ksiadz-ranny-podczas-mszy]

Przeciw wprowadzeniu nowych regulacji protestowali m.in biskupi katoliccy, a także duchowni innych wyznań, według których skutki tej decyzji nie dość, że będą odwrotne od zamierzonych przez rząd, to jeszcze łamią zasady Karty Praw i Wolności prowincji Quebec.

Biskup Pierre Murray wskazał, że kontrowersyjny projekt nie był konsultowany z przedstawicielami wspólnot religijnych.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, nytimes.com, deon.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl