Już brzmią te same znajome dźwięki. Orkiestra z niewidocznym dyrygentem gra ten sam utwór, fałszując, ale z grubsza trzymając melodię. Nieautoryzowany i sklecony bez akceptacji rozmówcy wywiad w „Newsweeku" czy zwyczajnie niemądry artykuł o Lechu Kaczyńskim w „Polityce" – to jedne z jej instrumentów.

By wtłoczyć Polakom w rocznicę jego śmierci te różne znane nam dobrze bzdury, że Lech Kaczyński „nie nadawał się na prezydenta", że był „odbiciem" brata, że nie umiał polityki – zdarta płyta obraca się dzień za dniem.

Że będąc prezydentem Polski, realizował politykę suwerennego państwa, które potrafi zbudować skuteczny sojusz obrony przed imperialnymi ambicjami Rosji i budować pozycję lidera w tej części Europy. Że jako pierwszy prezydent docenił Żołnierzy Wyklętych, działaczy opozycji antypeerelowskiej bez względu na podziały polityczne i że budował tym i innymi działaniami nie tylko pamięć, lecz także tożsamość narodu. Że był niezwykle mądrym i fajnym politykiem daleko patrzącym w przyszłość. Że był najlepszym prezydentem, jakiego mieliśmy.

Nie, takich zdań nikt w mainstreamie o nim nie napisze. Lech Kaczyński wciąż przeszkadza establishmentowi III RP. Wcale nie mniej niż za życia.