Dziennikarka "Gazety Wyborczej" i TOK FM Dominika Wielowieyska uznała, że konstytucyjny zapis o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny był... ukłonem lewicy w stronę prawicy. To dość zaskakująca teza, gdyż Konstytucję uchwalono w 1997 roku, kiedy jeszcze żaden kraj nie miał zalegalizowanych związków homoseksualnych.

Nietrudno zgadnąć, jak wielkie poruszenie wywołała opinia dziennikarki. Konstytucyjnego zapisu broniła m.in. poseł Krystyna Pawłowicz - specjalistka z zakresu prawa. Napisała ona wprost, że Wielowieyska posłużyła się kłamstwem.

Swoje "trzy grosze" wtrąciła też inna dziennikarka - Eliza Michalik, kreując się na największą znawczynię Konstytucji...

... lecz szybko została sprowadzona na ziemię przez nikogo innego, jak Krystynę Pawłowicz. "Prawnik wie, fanatyk - nie" - napisała poseł PiS. Oj, to musiało boleć! Michalik już więcej nie zabrała głosu w tym wątku.

Jednak redaktor Wielowieyska z uporem maniaka starała się drążyć temat. Dopytywała więc, czy możliwa jest konstrukcja małżeństwa pary homoseksualnej, które miałoby mniejsze przywileje. I dodała: "uchwalmy związki partnerskie".

Odpowiedź Krystyny Pawłowicz mogła być tylko jedna:

Suchej nitki na "postępowych" dziennikarkach nie pozostawili również inni internauci.

Wydaje się, że Wielowieyska i Michalik na długo zapamiętają tę dyskusję. A na przyszłość - chyba nie warto zadzierać z prawnikiem...