Eurodeputowany z ramienia Platformy Obywatelskiej Michał Boni rozstaje się ze swoją partią po wielu latach. Wszystko za sprawą list wyborczych Koalicji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego - ku niezadowoleniu polityka, jego nazwisko znalazło się dopiero na piątym miejscu. Sam europoseł Boni wysmarował na Twitterze wiadomość, z której rozgoryczenie bije po oczach...

Okazało się, że Boni może liczyć na wsparcie osób, z którymi przez wiele lat współpracował. Znana z antyrządowego nastawienia Ludmiła Kozłowska wypisywała, jak bardzo Boni dba o Polskę w Brukseli. Redaktor naczelny "Newsweeka" Tomasz Lis dodał, że w obliczu tak tragicznej sytuacji Boni jednak zachował się "z klasą". Natomiast Stanisław Koziej - ten od "szoguna" - przekonywał, że nawet z piątego miejsca warto startować.

Wróćmy jednak na chwilę do wpisu Tomasza Lisa.

Doczekał się on bowiem riposty ze strony Waldemara Kuczyńskiego - członka komitetu obywatelskiego powołanego przez samego Lecha Wałęsę. Stwierdził on, że to wcale nie "klasa" a "pycha i nielojalność" wobec własnej partii.

Co ciekawe, słowa Kuczyńskiego znalazły wiele wyrazów poparcia.

Ale... Boniego wcale to nie powstrzymało przed kolejnymi wypowiedziami, dającymi pstryczka partii Schetyny. Wczoraj udzielił on wywiadu "Rzeczpospolitej" i... poddał w wątpliwość jedną z decyzji rządu PO-PSL.

"Gdyby to zależało ode mnie, to ja bym OFE nie likwidował. Według mnie to był bardzo ważny element budowania poczucia, że emerytura zależy od osobistego wysiłku obywateli i że jeszcze trzeba oszczędzać w trzecim filarze, żeby na starość mieć się dobrze. Uważam, że popełniliśmy błąd, ratując pieniędzmi z OFE bieżący bilans budżetu. Uzyskaliśmy efekt na rok"

- wyznał Boni.

Jeżeli teraz wychodzą takie "kwiatki", to ciekawe co będzie, gdy Boni rzeczywiście nie dostanie się do Parlamentu Europejskiego...

Ale pojawiła się niespodzianka. Najpierw banalny wpis, a później kontynuacja.