"Strajk to nie wszystko. Mamy w ręku potężny oręż jakim jest promocja uczniów. Jeśli go wykorzystamy to edukacji grozi kompletny kataklizm. Chcielibyśmy, żeby rząd miał tego świadomość"

- powiedział w Radiu Zet przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Tym samym zapowiedział, że jego organizacja może bezpośrednio uderzyć w tysiące młodych uczniów. Gdyby do tego doszło, oznacza to niepoliczalne straty dla dzieci i młodzieży, uczęszczających do szkół.

Słowa Broniarza spotkały się z ostrą reakcją szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka. Powiedział on, że jest to niedopuszczalne, by traktować dzieci, jak zakładników. W podobnym tonie wypowiadają się też parlamentarzyści.

"To wypowiedź zupełnie naganna, skandaliczna. Ja jestem zdania, że nauczyciele powinni mieć podniesione pensje, ale staramy się już od ubiegłego roku, żeby wzmocnić rolę nauczyciela. Również podwyżki w tym roku będą w granicach 16 procent. Te słowa są skandaliczne, bo nauczyciele są dla dzieci, a nie odwrotnie. W centrum edukacji jest dziecko i to powinno być dla zawodu nauczyciela najważniejsze"

- powiedziała w rozmowie z Niezależna.pl poseł Prawa i Sprawiedliwości Urszula Rusecka, członek sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Jak podkreśliła, nie można zabronić nauczycielom protestów, ale nie można też pozwolić na krzywdzenie dzieci. Brak promocji do następnej klasy byłby uderzeniem przede wszystkim w uczniów.

"Nauczyciele sami wywalczyli sobie pozycję zawodu zaufania publicznego. Wolno im protestować, ale nie krzywdząc dzieci. Są bardzo ważne egzaminy, takie jak matura i od tego też zależy kariera młodych ludzi. Stwarzanie takiego zagrożenia i braku poczucia bezpieczeństwa i łamanie ich karier to po prostu nie przystoi, nawet z punktu widzenia przyzwoitości. Oddajemy nauczycielom to co mamy najcenniejsze, czyli własne dzieci i myślę, że nauczyciele tego nie zrobią"

- dodała.

Zapytana o to, czy działania Sławomira Broniarza są umocowane politycznie, poseł Rusecka odpowiada:

"Oczywiście, że tak. Pan Broniarz straszył nawet mnie osobiście prokuraturą, gdyż pytałam z mównicy sejmowej, czemu nie protestował gdy za poprzednich rządów zamykano małe szkoły. Ponad tysiąc szkół zostało zamkniętych, ponad 40 tysięcy nauczycieli zostało zwolnionych. Wtedy nie protestował, a podpisał deklarację programową z SLD, w której jednym z postulatów była likwidacja gimnazjów i przejście do ośmioletniej szkoły podstawowej. Pan Broniarz już się zasiedział na tej swojej funkcji, a polityka i nienawiść do opcji rządzącej przysłania mu racjonalne myślenie"