„Niebawem mnie spotkasz na drodze”. Burmistrz Myślenic otrzymał maile z pogróżkami

Zdjęcie ilustracyjne / pxhere.com/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/

  

Burmistrz miasta i gminy Myślenice Jarosław Szlachetka (PiS) poinformował, że otrzymał groźby pozbawienia życia. O sprawie zawiadomił policję.

Według Szlachetki na początku marca na skrzynkę mailową urzędu zostały wysłane pod jego adresem groźby pozbawienia życia. Osoba podpisująca się jako ŚMIERĆ napisała „Niebawem mnie spotkasz na drodze”.

„W kontekście wydarzeń w Gdańsku i ostatnich gróźb rozesłanych do prezydentów wielu miast Polski tego typu pogróżki należy niestety traktować jako realne zagrożenie. Liczę na szybkie ustalenie przez służby autora tych gróźb”

- zaznaczył burmistrz w oświadczeniu przesłanym mediom.

„Przesłana groźba śmierci uświadomiła mi, że internetowy hejt może niestety kogoś niezrównoważonego zainspirować do wymierzenia własnej źle pojętej +sprawiedliwości+ i stanowi zagrożenie dla mnie i dla moich bliskich” - ocenił Szlachetka.

Na początku marca w korespondencji adresowanej do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego znalazł się list z żądaniem jego dymisji i groźbą pozbawienia go życia w razie niepodporządkowania się temu żądaniu.

Dodatkowymi elementami nacisku były włożona do koperty amunicja oraz wydruk 16 zdjęć osób pełniących funkcje publiczne, opatrzonych obramowaniem symbolizującym ociekającą krew.

Takie listy otrzymali także prezydenci Kielc, Koszalina, Lublina, Łodzi, Rzeszowa, Szczecina i Torunia. Niewykluczone, że przesyłki dotrą jeszcze do jakiegoś urzędu miasta w kraju. Były prezydent Lech Wałęsa o tym, że otrzymał przesyłkę, poinformował na Twitterze. Przesyłki były wysyłane z placówki pocztowej w Nowej Hucie.

Policja zatrzymała w tej sprawie 28-letniego krakowianina Przemysława M., który jest podejrzany o wysyłanie pogróżek prezydentom miast i przygotowywanie zamachu na Sejm. W ubiegłą środę podczas niejawnego posiedzenia sąd zdecydował o aresztowaniu go na trzy miesiące.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Większość Niemców nie ufa swoim europosłom. A idąc do wyborów... nie znają kandydatów

Zdjęcie ilustracyjne / Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Większość Niemców nie ufa swoim przedstawicielom pracującym w Brukseli - wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Bertelsmanna. Na przeciwległym krańcu skali są burmistrzowie i samorządowcy.

Politycy działający na poziomie europejskim cieszą się zaufaniem 28 proc. niemieckich obywateli - wynika z sondażu, którego rezultaty zostały opublikowane dziś przez Fundację Bertelsmanna. Jest to najniższy wynik wśród wszystkich kategorii działaczy sceny politycznej.

Drugi od końca wynik osiągnęli politycy szczebla federalnego - 32 proc. Znacznie lepiej są oceniani politycy na szczeblu krajów związkowych. Ufa im 43 proc. respondentów.

Kilka dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego Niemcy najlepiej oceniają burmistrzów i samorządowców. Mogą się oni pochwalić zaufaniem na poziomie odpowiednio 64 proc. i 48,5 proc.

Koreluje to do pewnego stopnia z innymi badaniami przeprowadzonymi na początku kwietnia br. Wynika z nich, że 35 proc. ankietowanych z 10 krajów związkowych, w których jednocześnie z wyborami do PE odbędą się wybory samorządowe, uważa te ostatnie za ważniejsze. Tylko 16 proc. jest odwrotnego zdania. 46 proc. respondentów nadaje obu głosowaniom taką samą rangę.

Względnie niskie zainteresowanie Niemców polityką europejską obrazuje fakt, że 45 proc. z nich miesiąc przed wyborami do PE nie znało żadnego spośród dziewięciu czołowych kandydatów partii reprezentowanych obecnie w Bundestagu - ustalił sondaż instytutu badań społecznych YouGov z 24 kwietnia.

Najbardziej rozpoznawalna (39 proc.) jest kandydatka socjaldemokratów, minister sprawiedliwości w rządzie Angeli Merkel - Katarina Barley. Tuż za nią z wynikiem 35 proc. uplasował się przewodniczący narodowo-konserwatywnej Alternatywy dla Niemiec (AfD) Joerg Meuthen.

Kandydata Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej, bawarskiego chadeka Manfreda Webera zna już jednak tylko 26 proc. Niemców. Tyle samo, co sekretarz generalną liberalnej FDP Nicolę Beer.

Daleko w tyle pod względem rozpoznawalności pozostaje "jedynka" Lewicy Oezlem Alev Demirel i Zielonych Ska Keller (7 proc.).

Tylko jeden spośród dziewięciu kandydatów przekroczył próg rozpoznawalności 50 proc. wśród własnych wyborców. Jest nim Joerg Meuthen. Zna go 54 proc. sympatyków AfD.

Rezultaty badań demoskopijnych odzwierciedlają federalny charakter państwa, jakim są Niemcy, gdzie wiele najważniejszych dla obywateli decyzji dotyczących na przykład edukacji, czy bezpieczeństwa zapada na poziomie landów. Nie bez znaczenia jest też obowiązujący (poza wyborami europejskimi) mieszany system wyborczy, który wymusza na politykach lokalnych bliski kontakt z elektoratem i osobiste zabieganie o jego przychylność.

Z sondażu przeprowadzonego w piątek na zlecenie publicznej telewizji ZDF wynika, że w wyścigu do Parlamentu Europejskiego prowadzi CDU/CSU (30 proc.). Na 19 proc. głosów mogą liczyć Zieloni, a SPD na 17 proc. Na AfD chce głosować 12 proc. obywateli, a na Lewicę i FDP, odpowiednio 7 proc. i 5 proc.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl